Dotąd zazdrościłem tym, którzy wierzą w Boga, a nawet Mahometa. Biorąc pod uwagę wielość religii, każdy Bóg jest dobry na wielkie strapienie bycia człowiekiem, choć są pewnie bogowie lepsi… A najlepszy ten, w którego się wierzy.
W dzieciństwie, gdy byłem jeszcze dziecinny, Boga bardziej się bałem, niż go lubiłem, zaś Anioł Stróż, ten mój anioł ulubiony, do którego co wieczór się modliłem, nigdy nie chciał mi pomóc, gdy znalazłem się w opałach. Uznałem więc, że pomóc może mi tylko inny człowiek, a najlepiej, jak sam sobie pomogę w potrzebie. I tak mi zostało, z tym że na innych już mniej liczę – takie czasy.
A teraz to jestem bliski, by wierzącym trochę współczuć. Wierzyć robi się coraz trudniej. Obozy koncentracyjne jakoś dało się przełknąć, po prostu nie mieściły się w głowie – Bóg wtedy zasnął i już. Ale jak dzisiaj poradzić sobie z powszechnością seksu przedmałżeńskiego? Ludzie uprawiają seks przed małżeństwem, a potem to już nie mają na to siły ani czasu.
I jest dramat z in vitro. A to dopiero początek problemów.Tu pojawia się pytanie, dlaczego tak często właśnie ci, którzy najgłębiej pochylają się nad życiem ledwie poczętym, gdy ono już się pocznie, to człowieka nie szanują, a nawet nie lubią, szczególnie jeśli ma inne niż oni poglądy. A że papież był przeciw in vitro? O tak, ale był też przeciw prezerwatywom w latach, gdy w Afryce zaczynała się inwazja AIDS. Na szczęście już można wierzyć, że papież też jest omylny.
Trochę kpię, ale czynię to z rozpaczy. Mój synek ma dwa lata i coraz więcej rozumie, co tyleż radosne, co niepokojące, gdyż wcale nie jestem pewien, w jakim świecie przyjdzie mu żyć. Jeśli nie on, to jego wnuki mogą być świadkami końca ludzkości. Majstrowanie przy genach, a także przy ludzkim mózgu może być początkiem końca. Jesteśmy już o krok od wyboru płci dziecka i koloru jego oczu, a potem charakteru. A też wyrzucania do kosza genów odpowiedzialnych za straszne choroby, które przekazujemy w spadku swoim dzieciom.
Nawet ci, którzy teraz rzucą kamieniami we wszystkie te bezbożne nowości, włożą kamienie do kieszeni, gdy będą mogli uwolnić swoje przyszłe dziecko od schizofrenii czy raka.
[...]
Resztę artykułu można doczytać sobie tutaj.
Komentarz włany: ponieważ tekst nie jest w całości poświęcony zagadnieniu wiary, a o polityce bardziej, dalszą jego część pozwoliłem sobie pominąć (kto chce, może sobie sam doczytać ;-)
Przy okazji, chciałbym zwrócić uwagę na to, iż jego autorem (którego bardzo lubię & szanuję za łatwość przelewania swoich myśli na papier) jest Tomasz Jastrun, syn tego samego Pana, którego nazwiskiem co poniektóre ulice nazywają ;-)







Cywilizacja, humanizm, odcięły nas od natury i naturalnych bodźców ewolucyjnych. Jeśli nie weźmiemy tego we własne ręce, ludzkości grozi stopniowa degeneracja. A że na tej drodze czycha wiele niebezpieczeństw i pokus, to inna sprawa. Jeśłi coś nam pomoże ich uniknąć, to na pewno nie fanatyczne odrzucenie wszystkiego, co nowe.
Prawda. Musimy jakoś dotrzymać tempa technologii i sami się rozwijać. Sam się nieco obawiam zabaw z genetyką czy wszczepami, ale tylko czas pokaże czy naprawdę jest czego się bać czy ziszczą się utopijne wizje autorów science-fiction.
Bardzo fajnie napisane :) świetny koleś.
@Jurgi, General Lee
to samo chcialem napisac
ps mam wrazenie, ze te zmiany(albo ewolucja) nastepuja zbyt wolno a nawet, ze ludzkosc sie cofa w rozwoju…
Syn stalinisty – Tomasz Jastrun, od dziesięcioleci “wyróżnia się” pełnymi agresywnej hucpy felietonami, atakującymi polskie tradycje narodowe oraz przedstawicieli nurtu chrześcijańsko-patriotycznego. Jego publicystyka słynie z przesycenia wyzwiskami i pomówieniami, co przydało jej miana “publicystyki wrzasku”. Zaangażowana w burzenie autorytetów, tropiąca rzekomy polski antysemityzm, stanowi przykład pisarstwa zaangażowanego już nie tyle w utrwalanie komunizmu, jak to było w przypadku ojca – Mieczysława, ile w kreowanie obrazu Polski jako ksenofobicznego “Ciemnogrodu”.
Niestety, muszę przyznać rację “przepiscy” – Tomasz Jastrun to wyjątkowo nieciekawa postać jeżeli chodzi o działalność a już odstręczająca ze względu na elementarne zasady kultury (miałem nieprzyjemność przekonać isę na własnej skórze). To jeden z tych o których Tuwim pisał że “srać chodzili za chałupę”.
To imieniem jego osławionego ojca, Mieczysława, nazywają ulice? Cóż, skoro w Kielcach bodajże przebąkiwano o przywróceniu “utrwalaczy władzy ludowej”…