Czytelnicy zainteresowani wierzeniami i praktykami, które nie mieszczą się w repertuarze dopuszczanym aktualnie przez Kościół Katolicki mogą poczuć się zaskoczeni tym, iż prawdopodobnie należą do sekty. Okazuje się, że nie trzeba żadnych specjalnych wysiłków w tym kierunku.
Od kilku lat trwa w mediach (szczególnie elektronicznych) prawdziwa nagonka na niektóre religie, związki wyznaniowe, szkoły rozwoju duchowego czy praktyki ezoteryczne wrzucane do jednego worka i etykietowane właśnie jako sekty, czyli w powszechnym mniemaniu coś podejrzanego, destruktywnego, diabolicznego. Kościół, dyskretnie wspierając, a czasem wręcz firmując takie działania, staje się sędzią we własnej sprawie i przyznaje sobie uprzywilejowane stanowisko wobec innych grup wyznaniowych, próbując stworzyć wrażenie, że stoi ponad nimi.
Dominikańskie Centrum Informacji o sektach opracowało test pozwalający rozpoznać, czy grupa z którą mamy do czynienia, jest sektą. Sprawdźmy, jak w tym teście wypadnie sam Kościół katolicki.
[...]
Źródło & reszta (jednego z fajniejszych, który udało mi się ostatnimi czasy przeczytać) artykułu dostępna jest na stronach serwisu taraka.pl ;-)







O tym słynnym teście już nieraz pisano. :) A Tarakę czytuję od lat, choć ostatnio nie wyrabiam: za dużo publikują.
Najgorsze są te wszystkie oazy – znam tylko z drugiej ręki, ale to, co słyszałem, jest dosyć wstrząsające.
Każda grupa wyznaniowa to sekta. Kościół katolicki niczym się spośród nich nie wyróżnia. Oferuje cukierki za dobre sprawowanie jak wszyscy…
Polecam ciekawego bloga
ctud.blox.pl
dające do myslenia teksty na temat religii…
Oj, znalazłam się raz w sytuacji, która uświadomiła mi jak sekciarski charakter może mieć nasz swojski KK.
Opowiadaj :))
W zasadzie nawet nie wiem jak to opisać, tak bezsensowna była dla mnie ta sytuacja.
Spróbujmy od początku: poznałam jak się początkowo zdawało całkiem sympatycznego chłopaka. Jako, że był katolikiem i to z gatunku tych “aktywnych” (oazy, takie klimaty), zapobiegliwie określiłam się jako niewierząca i poprosiłam, aby nie próbował mnie przekonywać do swoich poglądów. Naiwnie uwierzyłam, że będzie tak miły, aby uszanować moją prośbę i początkowo tak było. Aż nagle z jakiegoś nieznanego mi powodu dość agresywnie zaczął mnie agitować, podsyłać linki do katolickich stron o opętaniu (czyżby jakaś sugestia, co do mojej “kondycji duchowej”?;)), zapraszać do jakiś grup modlitewnych itp. Oczywiście prośba, aby przestał nie podziałała, więc zakończyłam znajomość.
Pewnie teraz to brzmi średnio emocjonująco, ale w trakcie rozmowy z nim czułam się, jakbym była rekrutowana do jakiejś sekty. Z jednej strony przekonywał mnie do swojej religii, z drugiej próbował mi chyba dać do zrozumienia, że koniecznie potrzebuje pomocy, że jestem opętana etc. Sprawiał przy tym wrażenie takiego bardzo…hmmm, zamkniętego w sobie, nieufnego wobec świata, bardzo silnie identyfikującego się z tymi swoimi katolickimi stowarzyszeniami. Gdy zaczął mi opowiadać o swoim opętaniu po prostu wymiękłam…
Niezły hardcore…
No ale niestety tak to jest. Swoją drogą jaka jest różnica pomiędzy sektą, a religią? Pomijając prawodawstwo, oczywiście. Wielu próbowało mi ją wykazać, nikomu nie wyszło.
Pozdrawiam i nie daj się sekciarzom ;)
Różnica jest taka, że zależy kto mówi. Dla niektórych przedstawicieli KK to i buddyzm jest sektą (i to wywodzącą się od chrześcijaństwa, jak to kiedyś wykładał mi na religii pewien katecheta).
Dla mnie w zasadzie pojęcia religii i sekty mogłyby nie istnieć. Wystarczy rozróżnienie na nieszkodliwe i groźne wierzenia, oddzielające wspólnoty religijne, do których przystępujesz i w których trwasz faktycznie z własnej woli od tych, które cię do tego uczestnictwa w jakiś sposób zmuszają.
Oczywiście można i inne kryteria szkodliwości wskazać, ale moim zdaniem jak ktoś ma ochotę to może sobie wierzyć i w Boga, i w wielkiego potwora spaghetti ;).
Trzeba być naprawdę ślepym by nie zauważyć kto tak naprawdę jest sektą!
“i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” … Jan 8;32 BT
http://www.krzyjahu.pl/page8340342514d3756eec6ee4.html
A znasz może definicję sekty? Ale nie tę dyktowaną przez Kościół Rzymskokatolicki, ani też nie tę zawartą w polskim prawie (również podyktowaną przez tenże Kościół), ale tę religioznawczą?