Chrystus królem w rejonie wileńskim
Samorząd rejonu wileńskiego, w którym dominują litewscy Polacy, uznał Chrystusa za swego króla. Namawia inne gminy Litwy, by poszły jego śladem.
Uroczystościom intronizacji Chrystusa nie przeszkodziły wątpliwości niektórych mieszkańców rejonu wileńskiego, czy taki akt nie łamie konstytucyjnej zasady autonomii Kościoła i państwa. Samorząd rejonu (nie obejmuje miasta Wilna), w którym zdecydowaną większość mają radni Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, jednogłośnie zdecydował 12 czerwca o uznaniu Chrystusa za króla, a mer rejonu Maria Rekść dzień później publicznie odczytała akt intronizacji.
Ceremonia, która miała pełne poparcie Kościoła, odbyła się w kościele Wniebowzięcia w Mejszogole, który ufundowali Władysław Jagiełło i królowa Jadwiga. Uczestniczył w niej m.in. nuncjusz papieski abp Luigi Bonazzi. Teraz radni rejonu wileńskiego apelują do innych rad samorządowych całej Litwy o dokonanie podobnych aktów, by cały kraj trafił pod panowanie Chrystusa Króla. Nazywają to „lekarstwem na upadek moralny”.
Polacy stanowią ponad 60 proc. mieszkańców rejonu wileńskiego, a dominująca tam politycznie Akcja Wyborcza Polaków na Litwie jest ruchem konserwatywnym. Jej jedyny europoseł zdecydował wczoraj o przyłączeniu się w Parlamencie Europejskim do nowej frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów tworzonej przez brytyjskich konserwatystów, PiS i czeski ODS.
Źródło: gazeta.pl
Komentarz własny: przypominam, iż coś podobnego miało mieć miejsce również i w naszym kraju – klik ;)
„lekarstwo na upadek moralny” – nie ma to jak napisać coś na papierze, a potem mieć nadzieję, że spełni się samo ;)
23 Czerwiec 2009 @ 13:52
Ano, Polacy jak zwykle muszą się wyróżnić. Kiedyś zastanawiałem się nad głębszymi konsekwencjami intronizacji
http://hokopoko.net/krol-jest-lysy/
i ciekawe, czy Litwini na to coś poradzą ;)
7 Lipiec 2009 @ 18:36
Fajny wpis, osobiście, położyłbym większy nacisk na kwestię presupozycji, która zakłada, że jest tak, że Jezus (w chwili obecnej, a nie jedynie jako postać historyczna obecna w naszych głowach) istnieje/żyje/etc. Ale Ty to już wiesz ;)
Uzbierało mi się jeszcze kilka przemyśleń dotyczących kwestii, więc się nimi podzielę ;)
Powyższy przypadek można rozpatrywać w 2 kategoriach (a przynajmniej, ja rozpatruję):
- albo kościół chce zwiększyć swoje wpływy na Litwie
- albo wszyscy ci ludzie naprawdę uważają, że owy akt będzie dobrym „lekarstwem na upadek moralny”
Jako że sami twierdzą, że tak jest:
„Podczas posiedzenia Rady mer Samorządu Rejonu Wileńskiego Maria Rekść podkreśliła, iż ogłaszając taki akt, Samorząd dąży do uniknięcia bolesnych błędów, zagrożeń i niebezpieczeństw, pokładając nadzieję w Bożym błogosławieństwie i opiece, wyraża trwanie w tradycjach duchowych oraz nabiera sił do stawienia czoła wyzwaniom, jakie niesie ze sobą przyszłość.”
(źródło: http://kurierwilenski.lt/2009/06/18/akt-intronizacji-chrystusa-krola-w-rejonie-wilenskim/ )
nie mam powodu uważać, że jest inaczej.
I teraz uwaga – taki sposób myślenia jest odmianą (jakże dobrze nam w Polsce znanego) rozumowania typu:
- jakoś się zrobi, bądź (co gorsza)
- samo się zrobi
Owy zapis nie zawiera żadnych realnych planów przeciwdziałania (bliżej niesprecyzowanym zresztą) zmianom, których obawia się ichniejsza ludność!
Samo „pokładanie nadziei w Bożym błogosławieństwie i opiece” niczego nie zmienia, do niczego nie prowadzi.
Uważam, że takim zapisem sami sobie szkodzą, jako istotom myślącym oraz będącymi odpowiedzialnymi za własne czyny. Zamiast coś naprawdę zrobić (no dobra, może „zrobili” ten zapis, co może dawać poczucie „zrobienia” czegoś konkretnego, ale co to tak naprawdę „robi”?), oni wolą trwać w swojej bierności, nie robiąc niczego per se.
Na zakończenie, obrazek, który może w lepszy sposób zobrazuje powyższą myśl: http://boskiateista.wordpress.com/files/2009/07/modlitwa-vs-praca.jpg
18 Lipiec 2009 @ 15:02
Obrazek zabawny, ale tylko w tych kategoriach (żartu) ma jakąś wartość. W rzeczywistości bywa inaczej. Modlitwa czasem dla modlącego się staje się uciążliwością i żmudną ‘robotą’, więc nie zawsze łatwa. Zakonnicy w klasztorach bardziej „uspołecznionych” (np. dominikanie) modlą się w sumie kilka godzin w ciągu dnia. Teraz pytanie, co miało oznaczać, że modlitwa jest szybka. Jednocześnie wiele pracują wśród ludzi i/lub studiują (zależne od zakonu). Jest darmowa, fakt, bo za więź z Bogiem się nie płaci pieniędzmi. Nie zwalnia od odpowiedzialności i niekoniecznie rozwiązuje problemy. Pozwolę sobie nie wybiegać naprzód z uzasadnieniami, autor zdjęcia by mógł najpierw uzasadnić swój tok myślenia.
Tak samo wzięcie się za robotę… dlaczego nie jest darmowe? Płacimy pieniędzmi za to, że sami pracujemy? Czy to nam płacą?
Problemem jest chyba potoczne rozumienie modlitwy, pracy i różnic między nimi.
Ale rozumiem, to ma być prztyczek w nos dla ludzi… powiedzmy – wygodnych i nieodkrywających życia.
Pozdrawiam;).
27 Czerwiec 2009 @ 20:39
Matka Boska na sołtysa w mojej wiosce!
6 Lipiec 2009 @ 10:19
Po co w Polsce (na Litwie) zatem wolne wybory? :)
18 Lipiec 2009 @ 14:22
Z tego co czytałem, w jednym objawieniu maryjnym (chyba prywatnym…?) było rzeczone o końcu świata i o tym, że będzie niefajnie, i że jakoś uchronione będą te państwa, które uznają Chrystusa za swojego Króla. Nie wiem ile w tym prawdy, ale być może od tego to się wzięło;).
Pozdrawiam.