Nasi ateiści świadczą o nas

ateizm-jest-martwyWygląda na to, że polscy ateiści mają, jako grupa, jedną wspólną cechę z polskimi katolikami: przeważają wśród nich tacy, którym „się nie chce”, czyli inaczej mówiąc: ateiści-lenie, na podobieństwo katolików-leni. Taki w każdym razie wniosek można wysnuć z raportu opracowanego przez krakowskiego socjologa, Radosława Tyrałę.

Powszechnie wiadomo, i to nie od dziś, że polscy wyznawcy religii rzymsko-katolickiej w znacznej części czerpią swą religijną motywację z tradycji, z przyzwyczajenia, a nawet z presji otoczenia. Z tych trzech źródeł motywacji jedynie tradycja ma jako tako szlachetną postać. Pozostałe dwa źródła świadczą raczej o braku charakteru niż o pobożności – co czasem przybiera wręcz postać konformizmu.

Dopóki tradycja miała się u nas dobrze, jakoś trwała tzw. ludowa pobożność, mająca swoje wady, ale też z pewnością i niejakie zalety. Teraz, wraz z postępującym wyjałowieniem tradycji, polska pobożność traci swoją najważniejszą podstawę. Trzeba ją szybko czymś zastąpić i to jest największe wyzwanie stojące obecnie przed naszym Kościołem.

Tą nową podstawą może być tylko wiara – ugruntowana zarówno intelektualnie, jak i duchowo. Model takiej nowoczesnej pobożności istnieje od dawna: to duszpasterstwa akademickie i szkół średnich (w Krakowie np. dominikańskie „Beczka” i ”Przystań”). Chodzi teraz o to, jak ten model rozpowszechnić.

To oczywiście jest bardzo trudne, tym trudniejsze w obecnych warunkach cywilizacyjnych, w których dominująca kultura masowa, szalenie płytka, zachęca ludzi skutecznie do życia bez ryzyka, bez zobowiązań i bez wyższych celów. Póki co dominuje więc model katolicyzmu „z przyzwyczajenia”, zamiast pożądanego katolicyzmu z wyboru. A tylko ten drugi mógłby się skutecznie przeciwstawić wzorcom kultury masowej.

Jaki to ma związek z ateistami? Ano taki, że mniejszości wyznaniowe (w Polsce: nie-katolicy) i światopoglądowe, chcąc nie chcąc, w jakiejś mierze upodobniają się do siły dominującej. Żarliwy katolicyzm prawdopodobnie wygenerowałby żarliwy ateizm, katolicyzm letni generuje letni ateizm.

Badania Radosława Tyrały pokazują, że tylko 27 proc. naszych ateistów odczuwa dumę z dokonanego wyboru światopoglądowego, a aż 68 proc. spośród nich nie odczuwa z tego tytułu „żadnych uczuć”. Te liczby korelują z innymi, które z kolei pokazują motywy wyboru światopoglądu ateistycznego.

Co drugi polski ateista stał się ateistą z powodu negatywnej oceny działalności Kościoła, zaś tylko co czwarty (dokładnie 24 proc.) z powodu nieutożsamiania się z religijnym systemem wartości. Można chyba bez większego ryzyka błędu powiedzieć, że grupa tych, którzy są dumni ze swojego ateizmu, jest mniej więcej tożsama z grupą tych, którzy świadomie odrzucają wiarę i moralność katolicką.

To znaczy, że trzy czwarte polskich ateistów jest nimi z powodów niezasadniczych. Są ateistami, ale niemal równie dobrze, w innych nieco warunkach, mogliby nimi nie być.

W polityce jakość opozycji w pewnej mierze świadczy o jakości władzy. W kwestiach wiary i niewiary – podobnie. Zatem: letniość polskich ateistów, powinna być zmartwieniem dla świadomych katolików.

Źródło: interia.pl

Komentarz własny: nic dodać, nic ująć. Jako osoba, która od dłuższego czasu śledzi tematy związane z ateizmem w naszym kraju, muszę podpisać się pod interpretacją wyników wyciągniętych ze wspomnianej ankiety (pamiętacie?) obiema rękoma. Tyle ode mnie.

Dodatkowo, zachęcam do zapoznania się z  artykułem, do którego podlinkowałem na samym początku wpisu. Jest to wywiad z twórcą ankiety wraz z jego (socjologiczną) interpretacją oraz omówieniem wyników.

Odpowiedzi: 9 to “Nasi ateiści świadczą o nas”

  1. elve Powiedział/a:

    „Co drugi polski ateista stał się ateistą z powodu negatywnej oceny działalności Kościoła, zaś tylko co czwarty (dokładnie 24 proc.) z powodu nieutożsamiania się z religijnym systemem wartości.”

    Tych danych raczej nie można tak interpretować: można było podać dwa najważniejsze powody, więc procenty nie sumują się do stu. Na pierwszym miejscu jest „naukowa interpretacja rzeczywistości”, 54% wskazań – i za to naszym ateistom należą się brawa. Moje obawy wzbudziłby raczej ateizm bezrefleksyjny, odziedziczony po rodzicach niczym religia, tak zresztą – jako potomków komunistycznych działaczy – postrzegają często ateistów religijni aktywiści. Jak widać mijają się z prawdą :)

  2. Hoko Powiedział/a:

    Badania Radosława Tyrały pokazują, że tylko 27 proc. naszych ateistów odczuwa dumę z dokonanego wyboru światopoglądowego, a aż 68 proc. spośród nich nie odczuwa z tego tytułu “żadnych uczuć”.

    No i dobrze. Duma z tego czy owego to jedna z podstaw fanatyzmu.

    A generalnie, przecież takie ujęcie sprawy, jak w tym tekście, czyni z ateizmu kolejne „wyznanie”, co zresztą wierzący często ateistom przypisują.

    Nie wiem też, dlaczego żarliwy katolicyzm miałby powodować powstanie żarliwego ateizmu. Żarliwy islam jakoś w Iranie specjalnej liczby ateistów nie prowokuje do działania.

    grupa tych, którzy są dumni ze swojego ateizmu, jest mniej więcej tożsama z grupą tych, którzy świadomie odrzucają wiarę i moralność katolicką
    Tutaj autorowi teksu radziłby zajrzeć do słownika i zapoznać się ze znaczeniem terminu „tożsamy”, jako że ma ewidentne braki w tej dziedzinie…

    Czyli, reasumując, kolejne socjologiczne objawienie.

  3. Hoko Powiedział/a:

    OK, poprawka. Zarzut z „tożsamym” wynikł ze zbyt szybkiego czytania, skutkiem czego jeden wyraz wyskoczył za horyzont ;) Zwracam honor.

    Nie mniej całe to badanie, jak tak przeczytałem źródłowe teksty, jest metodologicznie mocno wątpliwe – również z braku pojęciowej dyscypliny, skoro autor do ateistów pakuje nawet njuedżowców. Że taki się określa ateistą, nie jest powodem, by go za takiego uznawać.

  4. kape Powiedział/a:

    Myślę, że jeśli ateista ma świadomość tego że ma tylko jedno życie (chrześcijanie nie ma ją takiej świadomości) i chce coś z tym życie zrobić – wycisnąć z niego najwięcej jak się da, to uważam że taki człowiek może zdziałać na prawdę wiele :) Jednak aby spełnić swoje marzenie trzeba _chcieć_. :)

  5. Nie wiem czy to tekst, czy może badania, ale coś tu się nie trzyma kupy ;]

    1. Tekst/badania są bardzo subiektywne, a to dyskwalifikuje je jako poważny naukowy tekst/badania.

    2. Tekst/badania opiera się na kilku błędnych założeniach/pojęciach i dlatego interpretacje jego/ich jest pokićkana.

    3. Ateizm jest opozycją do teizmu. Jeśli wiec ktoś ma być opozycja do wyznawcó religii to nie bardzo pasuje tu nazywanie do mniejszością wyznaniowa.

    4. Mam wrażenie, że tekst zarzuca nam to, że w Polsce nie ma grupy żarliwych fanatyków antyreligijnych… a ja chwale to sobie i występuje przeciw fanatyzmowi antyreligijnemu, ze nie jestem taka sama jak fanatycy religijni. Fanatyzm ideowy jest grożny i prowadzi do zbrodni przeciw ludzkości. A niby tyle się nauczyliśmu po II Wojnie Światowej, a ciągle tęsknimy do tamtych fanatycznych czasów.

    5. Duma ze swojego światopoglądu nie jest powodem do dumy. Człowiek dumny ze swojego światopoglądu, narodowości itpe jest zazwyczaj bezrozumnym i nietolerancyjnym człowiekiem, który nie rozumie, że to jaki jest jest wynikiem tego gdzie i kiedy się urodził… i że każdy na świecie jest taki sam jak on.. bez wzgledu na wyznanie, kolor skóry, język itp… również światopogląd nie zależy od nas. Gdybyśmy się urodzili w Indiach, Brazylii, wśród Masajów czy gdziekolwiek bylibyśmy innymi światopoglądowo ludzmi. Swiadomy siebie człowiek to rozumie. Człowiek nie świadomy jest dumny, że robi coś innego niż większość. Nie ma powodu, żeby być dumnym ze swojego ateizmu.

    6. Antyklerykalizm jest czymś zupełnie róznym od ateizmu. Nie można tego utożsamiać. Człowiek, który nie wierzy w bóstwa tylko dlatego, że nie chce się utożsamiać z moralnością i światopoglądem religii dominującej tam gdzie żyje jest dokładnie tyakim samym człowiekiem jak ten który występuje przeciw organizacji religijnej. Ateista to człowiek, który po prostu nie wierzy w bóstwa, nie zaś ten który się czemukolwiek sprzeciwia i staje w opozycji do czegoś. Można się sprzeciwiać chrześcijańskiemu systemowi wartości i być islamistą. Można się sprzeciwiać organizacji religijnej i wierzyć. To jeszcze nie czyni z człowieka ateisty. BA! Można mieć taki sam system wartości jak jakaś religia, ale nie wierzyć. Ateizm to tylko niewiara w bóstwa. Wiara jest czyms irracjonalnym, tak samo jak niewiara i nie powinno się mieć powodów ku temu. Po prostu sie wierzy albo nie. Tak samo jak z miłością ;] Kiedy pojawiają się powody wszytsko staje się podejrzane.

    7. Ateista nie odrzuca wiary. On po prostu nie wierzy.

  6. dunder Powiedział/a:

    Ateizm to po prostu osobisty pogląd odrzucający wiarę w bogów. Myślę, że ktoś tu jednak miesza ateizm z antyteizmem i antyreligią. Osobiście nie jestem miłośnikiem religii i się z tym nie kryję. Uważam, że nauka lepiej wyjaśnia świat, a religia jej w tym przeszkadza. Mimo to, wiara to sprawa osobista, tak samo jak kwestie rodzinne czy matrymonialne i dlatego nie zamierzam ingerować na siłę w czyjeś prywatne sprawy (mogę jedynie na ten temat porozmawiać i przedstawić własną opinię). Uważam też, że nie powinny tego robić żadne instytucje publiczne ze szkołami włącznie.

    Mam wrażenie, że autor tego artykułu próbuje na siłę z ateizmu zrobić religię za którą należałoby walczyć i umierać – to zupełnie bez sensu. Z własnej woli nie pojawiam się w kościele, bo nie mam tam czego szukać, ale jeśli ktoś oczekuje ode mnie, że będę się zapierał rękami i nogami żeby się tam nie pojawić np. na pogrzebie bliskiej osoby, to chyba jest szalony. Mogę nie akceptować pewnych postaw, uważać je za naiwne albo głupie, ale potrafię je tolerować i okazywać szacunek ludziom dla których one coś znaczą. Czy autor uważa, że ateiści powinni zionąć nienawiścią do tradycji i osób wierzących? To chyba nie o to chodzi… Ludzie są ważniejsi od światopoglądów, które przecież ulegają zmianom.

  7. Stołek Powiedział/a:

    Spojrzałem na swoją odpowiedź, (w międzyczasie pomyślałem sobie „Hmm.”) i postanowiłem jej nie publikować ;)

    W skrócie: zgadzam się z ogólnymi (szczegółów nie dotykam) wnioskami płynącymi z obu tekstów, nad ateizmem w naszym kraju trzeba jeszcze trochę „popracować”.

  8. No ja się przyznam, że jestem leniwą ateistką i jakoś mi się formalnie załatwić apostazji, czym poprawiam kościołowi katolickiemu statystyki, niestety. Nie jestem dumna ze swojego światopoglądu, ale też się z nim nie kryję, co nie wywołuje zresztą żadnych kontrowersji u nikogo, poza moimi własnymi rodzicami:)

    „Co drugi polski ateista stał się ateistą z powodu negatywnej oceny działalności Kościoła, zaś tylko co czwarty (dokładnie 24 proc.) z powodu nieutożsamiania się z religijnym systemem wartości.”

    Pytanie – cóż to jest ten „religijny system wartości”? Chrześcijaństwo uwzględnia w dekalogu pewne uniwersalne zasady, których przestrzega większość ludzi bez względu na wyznanie lub jego brak, sugerując, że to ono je stworzyło i ma na nie wyłączność. A przecież większość ateistów też nie kradnie, nie zabija, szanuje rodziców i nie zdradza partnerki/a. To, że ktoś nie wierzy w boga/ów nie czyni go automatycznie amoralnym, tak samo jak przestrzeganie tych zasad nie czyni nikogo chrześcijaninem.

  9. BioZ Powiedział/a:

    Witam,
    Tekst bardzo ciekawy, dobry do refleksji. Do zastanowienia się zarówno niewierzących jak i wierzących, jak i tych, którzy w życiu pchani są tylko emocjami – kim jestem? jaki stawiam sobie cel w życiu? jakie wyznaję wartości i dlaczego?
    Osobiście nie wnikam w metodologię badań autora listy z procentami, być może prawdziwa, być może nie. Mnie zresztą nie obchodzi taka statystyka. Tzn. obchodzi, ale ta pokrywa się z moimi obserwacjami dotyczącymi ateistów a chciałbym wierzyć, że jest inaczej, stąd dystansuję się do niej. Ważne, by ludzie myśleli, w dzisiejszych czasach – nie wiadomo, czy celowo, czy nie – myślenie się w ludziach zabija. Przez obniżanie poziomu nauki w szkołach, w tym poziomu z przedmiotów potocznie uznawanych za ścisłe (które – chcąc nie chcąc – dobrze poszerzają horyzonty myślowe), poprzez marketing nastawiony na zysk i otumanianie, aż do wprowadzania modelu konsumpcjonistycznego, egoistycznego, bezmyślnego stylu życia. To wszystko jest pewnego rodzaju zagrożeniem dla człowieka i jego osobowości.

    Chciałbym teraz, jeśli mi wolno, odnieść się do tutejszych komentarzy, jak to zwykłem czynić.
    @Hoko:
    Faktycznie, powiązanie żarliwości wyznawania lub niewyznawania jakiejś wiary wydaje się być mocno wątpliwe, jest to kwestia indywidualna. Pewne bodźce płynące od żarliwie wierzących/niewierzących innych mogą skłaniać do refleksji i przebudowywać/umacniać światopogląd, ale nic poza tym, imo.

    @Zdesperowany Królik:
    „5. Duma ze swojego światopoglądu nie jest powodem do dumy. Człowiek dumny ze swojego światopoglądu, narodowości itpe jest zazwyczaj bezrozumnym i nietolerancyjnym człowiekiem, który nie rozumie, że to jaki jest jest wynikiem tego gdzie i kiedy się urodził…”
    Myślę, że łączenie twierdzenia, że duma ze światopoglądu nie jest powodem do dumy, oraz że człowiek z tego dumny jest ZAZWYCZAJ bezrozumny i nietolerancyjny, jest metodologicznie niepoprawne. Skoro zazwyczaj, to nie zawsze. Skoro nie zawsze, to niekoniecznie nie musi nie być powodem do dumy. Zresztą – to zależy, w jaki sposób ktoś utożsamia się ze spokrewnionymi/wyznawanymi wartościami i pojęciami. Np. jestem dumny z tego, że potrafię piec pizzę, ponieważ wielką radość sprawia mi gotowanie, szykowanie innym dobrego posiłku. E?

    „również światopogląd nie zależy od nas. Gdybyśmy się urodzili w Indiach, Brazylii, wśród Masajów czy gdziekolwiek bylibyśmy innymi światopoglądowo ludzmi. Swiadomy siebie człowiek to rozumie. Człowiek nie świadomy jest dumny, że robi coś innego niż większość. Nie ma powodu, żeby być dumnym ze swojego ateizmu.”
    Jeżeli ktoś do ateizmu doszedł w wyniku długotrwałych rozważań, może być dumny. Nie z tego, że jest elementem masy lub przeciwwagi dla tej masy, ale z powodu swojej intymnej więzi z treściami, do których się zbliża, i które rozważa. Patrzenie na to pod kątem „to co większość/to co mniejszość” ma wymiar chyba bardziej społeczny.
    Możliwe jednak, że nie do końca zrozumiałem, co masz na myśli pisząc „być dumnym ze swojego światopoglądu”. Np. ja cieszę się, że odnalazłem w życiu po paru latach walki w życiu drogę, która z każdym krokiem umacnia mnie, przynosi radość i pomaga stawać się lepszym człowiekiem. W takim kontekście jestem dumny z mojego światopoglądu, z efektów pracy, jaką w niego włożyłem. Oczywiście mało z tego to moja zasługa, ale to już inna historia;).
    Ciężko mi się zgodzić z tym, że światopogląd nie zależy od nas, i że urodzenie kompletnie determinuje światopogląd. Oczywiście – jest to bardzo istotny czynnik, który potrafi zadecydować o całym światopoglądzie człowieka. Jednocześnie wydaje się, że nierzadko jesteśmy świadkami tego, jak ludzie „usilnie szukający drogi/prawdy” dochodzą do zupełnie innych wniosków niż społeczeństwo/krąg kulturowy w którym się wychował, lub wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej się w nim umacnia, tak, że odstaje żarliwością od ogółu, który rzecz przyjmuje z letnią obojętnością i konformizmem. Jednocześnie do powyższego dodałbym, iż uważam, że pomimo sporych różnic kulturowych istnieją pewne głęboko zakorzenione w człowieku abstrakty, które on, pragnąc ‘rozwikłać życie’, zacznie powoli znajdować. I tutaj pojawia się to, co napisałem wcześniej – może, ale nie musi to się pokrywać z tym, gdzie i jak został wychowany.

    „Ateizm to tylko niewiara w bóstwa. Wiara jest czyms irracjonalnym, tak samo jak niewiara i nie powinno się mieć powodów ku temu. Po prostu sie wierzy albo nie. Tak samo jak z miłością ;]”
    Piękne:). Jeno co do powodów – powodów ku wierze lub niewierze?

    „7. Ateista nie odrzuca wiary. On po prostu nie wierzy.”
    Tak jest, nie wierzy, a jednocześnie – zależnie od spojrzenia – wierzy:). Tzn. patrząc przez pryzmat wierzeń – nie wierzy, patrząc przez pryzmat nauki, co często starają się robić ateiści – wierzy tak samo, jak np. teista.

    @Dunder:
    „Uważam, że nauka lepiej wyjaśnia świat, a religia jej w tym przeszkadza.”
    http://www.wykop.pl/link/190405/wypowiedzi-inteligentnego-ksiedza-katolickiego-przelamujemy-stereotypy
    Polecam, dyskusja księdza i Dawkinsa.
    Warto pamiętać to, o czym chyba Stołek kiedyś tu pisał – nauka i teologia (dokonajmy na moment takiego wyodrębnienia) nie są jednakowe w zakresach swoich badań i kompetencji.

    „Mimo to, wiara to sprawa osobista, tak samo jak kwestie rodzinne czy matrymonialne i dlatego nie zamierzam ingerować na siłę w czyjeś prywatne sprawy (mogę jedynie na ten temat porozmawiać i przedstawić własną opinię). Uważam też, że nie powinny tego robić żadne instytucje publiczne ze szkołami włącznie.”
    Agree. Tak tylko piszę, bo zauważyłem że głównie się w tym komentarzu czepiam, przepraszam;).

    „Czy autor uważa, że ateiści powinni zionąć nienawiścią do tradycji i osób wierzących? To chyba nie o to chodzi… Ludzie są ważniejsi od światopoglądów, które przecież ulegają zmianom.”
    Również się zgadzam. Jedyne, co bym wyciągnął jako naukę z badań czy tekstu, to aby ludzie rozważali, a nie ‘wegetowali duchowo’. Niedawno się dowiedziałem, że mój sąsiad i kumpel od dziecka jest ateistą. Świetny gość, no i tyle:).

    @Elenoir:
    „No ja się przyznam, że jestem leniwą ateistką i jakoś mi się formalnie załatwić apostazji, czym poprawiam kościołowi katolickiemu statystyki, niestety.”
    Z tego co mi wiadomo to w trakcie ogólnokrajowego spisu ludności lub w trakcie jakichś innych badań są przeprowadzane ankiety dotyczące wiary. Zresztą sami duchowni i wierni są świadomi tego, że metryka chrztu to nie wszystko, a i zrobienie jakiejś ogólnej akcji socjologicznej jest łatwiejsze niż zakopanie się w stertach metryk chrztu i aktów zgonu żeby policzyć ilu z żyjących Polaków jest katolikami (jak już gadamy nt. ateizm vs KrK zamiast ateizm vs teizm).

    Co do tego badania tak mnie naszło – nie jestem pewien, czy 7,5 tysiąca odpowiedzi wystarczy, by z przedziałem ufności choćby 95% móc polegać na tej ankiecie. Musiałbym policzyć.

    „Pytanie – cóż to jest ten “religijny system wartości”? (…) To, że ktoś nie wierzy w boga/ów nie czyni go automatycznie amoralnym, tak samo jak przestrzeganie tych zasad nie czyni nikogo chrześcijaninem.”
    Ktoś kiedyś powiedział – „samo chodzenie do kościoła czyni cię chrześcijaninem tak samo, jak stanie w garażu czyni cię samochodem”;).

    Pozdrawiam i miłego dnia wszystkim:).

Dodaj komentarz