Michael Shermer (szef Skeptic Society) gładko wyjaśnia, iż religia jest jednym z naturalnych wytworów ewolucji, podobnie jak upodobanie mężczyzn do pań o stosunku talii do bioder ok. 0,7.
Czy ludzie wyewoluowali do bycia religijnymi i wiary w Boga? W najbardziej ogólnym sensie, tak. Oto co się wydarzyło.
Dawno, dawno temu, w środowisku daleko różnym od współczesnego świata, ludzie ewoluując nabyli zdolność wyszukiwania niosących znaczenie wzorców w naturze by wyrobić sobie pojęcie o otaczającym świecie, w wiele tych układów wprowadzili posiadające intencje istoty, z których niektóre stały się animistycznymi duchami czy potężnymi bogami. A jako społeczny gatunek naczelnych wytworzyliśmy organizacje dedykowane promowaniu grupowej spójności i obrony wartości moralnych.
Źródło: SkepticBlog
Podobne rozważania można znaleźć w “Bogu urojonym” R. Dawkinsa. Podaje on trzy punkty widzenia według których religia sprzyja rozwojowi gatunku:
- bezpośrednie korzyści dla ludzi:
Pewne przesłanki pozwalają przyjąć, że wiara rzeczywiście chroni przed schorzeniami pojawiającymi się w następstwie stresu. Nie są to zbyt silne dowody, ale w zasadzie trudno byłoby się temu dziwić, przecież „uzdrawianie” niekonwencjonalnymi metodami też czasem skutkuje. Nie muszę chyba dodawać, że takie akurat konsekwencje wiary w żaden sposób nie świadczą, że jej przedmiot jest prawdziwy. Jak napisał George Bernard Shaw. „To, iż wierzący jest szczęśliwszy od sceptyka, znaczy niewiele więcej niż fakt, że człowiek pijany lepiej się czuje od trzeźwego”
- dobór grupowy, czyli koncepcja głosząca, że selekcja naturalna działa na grupy organizmów:
chrześcijaństwo przetrwało za sprawą doboru grupowego właśnie, bo rozbudzało wśród swoich zwolenników wewnątrzgrupową lojalność (a nawet braterską miłość), a to pomogło grupom wyznawców przetrwać kosztem grup mniej religijnych
- religia jako produkt uboczny, czyli teoria głoszona też przez M. Shermera:
Ludzie mają skłonność do myślenia, że za zjawiskami coś stoi (najbardziej dosłownym przykładem jest “złośliwość rzeczy martwych”), ponieważ pozwala to szybciej wyjaśnić co się stało i co się stanie za chwilę.
O ciekawym powiązanym eksperymencie psychologicznym pisał już Stołek
Te darwinistyczne wyjaśnienia wydają mi się dość silne, pomimo, a może właśnie dlatego, że są kompletną antytezą dogmatu: to nie Bóg stworzył człowieka, a Ludzie stworzyli bogów.







Lepiej o tym mówił tekst, który za Światem Nauki przedtrokowało internetowe Studio Opinii (niestety, chyba tekst już zdjęli?). Krótko mówiąc: człek pierwotny, widząc ruszającą się trawę mógł uznać to za wiatr, albo skradającego się drapieżnika, czyli działanie celowe. Ten drugi miał większe szanse przeżycia, nawet jeśli najczęściej się mylił.
Stąd ewolucja wypromowała „agentyzację” — podświadome doszukiwanie się celowości we wszelkich działaniach i przejawach. Stąd: religie, magia, a współcześnie teorie spiskowe.
Jestem w trakcie czytania “I człowiek stworzył bogów” Pascala Boyera i śmiem twierdzić, że bardzo dokładnie przeanalizował źródła religijności. Nie ograniczał się tylko do religii w dzisiejszym rozumieniu, ale jako antropolog rozszerzył swe badania na wierzenia rozmaitych plemion. O ile wspomniany tutaj “Bóg urojony” krąży bardziej w temacie “dlaczego nie powinniśmy wierzyć w zabobony?”, tak praca Boyera jest raczej próbą odnalezienia źródeł naszych irracjonalnych wierzeń.
XXI wiek… buahahahahahaa
pomyliły mi się wpisy…mój rechoczący śmiech dotyczył wpisu: PLAMA
To o czym pisze Jurgi i to o czym wspomina Dunder, to tak naprawdę jedno i to samo, tylko wyrażone inaczej. Boyer używa pojęć z zakresu “adaptive toolbox” takich jak moduł wykrywania istot żywych (co w książce zostało błędnie przetłumaczone jako “system wykrywania istot żywych”). Tymczasem moduł ten to nic innego jak owa ruszająca się trawa. Shermer wyjaśnia to na gruncie bardziej społecznym i z mi dostępnej wiedzy, uważa religia jako twór do ukonstytuowania dawnej władzy.
Znalazłem tekst! Robili przemeblowanie w Studiu Opinii, szczęściem wleciało jeszcza raz w czytnik, więc dzielę się linkiem:
http://alfaomega.webnode.com/news/głos%20sceptyka/
A nie wpadliście, że religijność człowieka, to po prostu wszczepiona mu przez Stwórcę naturalna potrzeba, wynikająca z tego, że został on stworzony ‘na Jego obraz i podobieństwo’? Wszak miedzy innymi tym różnimy się od zwierząt.
jeśli to potrzeba wszczepiona “na obraz i podobieństwo” to w kogo wierzy Bóg? ;)
Wpadliśmy. Tylko że jest to hipoteza której nie da się zweryfikować, dlatego ją odrzucamy.
My natomiast lubimy weryfikować sprawy które mogą mieć kluczowe znaczenie dla naszego życia oraz wpłynąć na życie innych osób ;)
@Maciek: jak została sztucznie wszczepiona, to nie jest naturalna. :P A od zwierząt różnimy się tym, że potrafimy logicznie myśleć i analizować.
No tak, z punktu widzenia Stwórcy wszystko co dla nas naturalne, dla Niego jest sztuczne.
Pranie mózgu nigdy nie będzie rzeczą naturalną, niezależnie od punktu widzenia.
“No tak, z punktu widzenia Stwórcy wszystko co dla nas naturalne, dla Niego jest sztuczne.”
Widzę, że nie tylko posiadasz wiedzę na temat istnienia bądź nieistnienia Stwórcy, ale Ty również wiesz jak On rozumuje.
Fiu, fiu ;)
Poczytuję czasem Jego autobiografię :)
Być może Maciek ma rację. Być może też jest podobnie, jak piszą wspomniani w artykule, ale ciut inaczej: spójrzcie – człowiek najpierw kierował się instynktami, później wyewoluowała w nim inteligencja emocjonalna, następnie psychika rozbudowana przejawiająca się m.in. w zdolności abstrakcyjnego rozumowania. Zakładając istnienie Boga i posłużenie się przez Niego ewolucją, możnaby potraktować od pewnego momentu pojawiające się przejawy wiary w bóstwa za przejaw dojrzewającego “kolejnej generacji” fragmentu niematerialnej sfery osobowości człowieka.
Zresztą nie lubię wyjaśniania czegoś naukowo jako rzekomy argument przeciw innym teoriom, to jest zawodne z natury. Ktoś może powiedzieć, że świat powstał poprzez Wielki Wybuch. Ktoś inny może powiedzieć, że świat stworzył Bóg. Obie odpowiedzi mogą być jednocześnie prawdziwe. Wszystko rozbija się o wiarę.
Przy okazji warto wspomnieć, że teoria Wielkiego Wybuchu bazuje na zawodnym wnioskowaniu redukcyjnym. Nie można zatem być w stu procentach pewnym, że początek wyglądał właśnie tak, jak w tej teorii.
Pozdrawiam.