Dzisiejsze wiadomości przyniosły między innymi informację dotyczącą spadku ilości osób biorących udział w pielgrzymkach:
Z każdym rokiem mniej ludzi pielgrzymuje do Częstochowy – wynika z jasnogórskich statystyk. Dominikanin Wojciech Jędrzejewski: – Widać tendencję odpływu z imprez masowych w Kościele.
Tydzień lub dwa marszu, modlitwa i śpiewy – polski katolicyzm stoi pielgrzymkami, zwłaszcza do Częstochowy. Wielu nie wyobraża sobie bez nich sierpnia. Jednak statystyki prowadzone na Jasnej Górze dają jasny sygnał: pielgrzymów ubywa.
W tegorocznym sezonie pielgrzymkowym (od 30 maja do 14 sierpnia) do Częstochowy przyszło 101 tys. 176 osób. To aż o 30 proc. mniej niż dziewięć lat temu. Bo w 2000 r., w porównywalnym okresie, w stronę Jasnej Góry wędrowało 145 tys. 548 osób. Liczba pielgrzymów do Częstochowy topnieje zresztą regularnie z roku na rok. Od czerwca do połowy sierpnia 2006 r. przyszło pod Jasną Górę ok. 107 tys. osób, rok wcześniej – 118 tys., a jeszcze w 2002 r. – 128 tys.
[Zobacz więcej na: Gazeta.pl Wiadomości]
Przyczyn takiego stanu rzeczy można dopatrywać się w rozmaitych kwestiach. Pozwolę sobie jednak przedstawić tezę inną od tych pojawiających się we wcześniej przywołanym artykule – mianowicie, może już czas przyznać, że tendencje religijne (a przynajmniej związki z instytucjami kościelnymi) w naszym kraju zaczynają się wyczerpywać? Pokolenie dziadków zasilających oddziały „moherowych beretów” jest już pokoleniem schyłkowym. Odstępstwa od wiary zaczynają pojawiać się już w pokoleniu „rodziców”. Nie wspomnę już o obecnej młodzieży, gdzie wiara zeszła na dalszy plan, lub odeszła całkowicie. Takie tendencje do zmiany religijności Polaków naświetliło już zresztą badanie przeprowadzone przez zespół badawczy Instytutu Socjologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (zob. artykuł na stronie Rzeczpospolitej).
Nie twierdzę, że kościoły zniknął całkowicie. Jest jednak spora szansa na to, żeby stały się one prywatnymi miejscami kultu grupek osób chcących partycypować w wydarzeniach religijnych. Kto wie – może i u nas wprowadzone zostaną podatki na Kościół obowiązkowe dla wiernych (na wzór chociażby Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Danii, Szwecji, Finlandii i Islandii)? Może uda się ograniczyć wpływ Kościoła na obszary, które nie powinny być z nim związane (vide akcja „Renegocjujmy konkordat„)? Mam nadzieję, że nie są to tylko moje mrzonki. Patrząc jednak na różne wydarzenia, wydaje się, że raczej nie.








A, to dlatego niektórych tak denerwował koncert Madonny: zawiść dupsko skręca… };>
Juz wkrótce ruszy nowa akcja dotycząca 196 kk…Nie watpliwie im wiecej akcji jak 196 kk czy renegocjujmy… medialnie naglosnionych tym skuteczniej one oddzialywuja na spoleczenstwo…
No, w koncu ktos sie wqrwi ze nie wierzy a jego podatki ida na sniadania i obiadki i wiele innych rzeczy dla ludzi, którzy uważają, że homoseksualizm to choroba, którą należy leczyć.
chuj ci oko, bo w dupe to przyjemnosc
ja juz wole by jakis bezdomny dostal pomoc od siostr zakonnych czy rydzyk kupil sobie 2giego maybacha nizli takie geje i lesby jak ty sie panoszyly po swiecie
kurwa mac, najlepiej dzis zostac skinheadem
pozdro dla normalnych
Ano wqrw dosięgnie niebiańskich obłoków i całego stada świętego krowia w dziwnych kieckach…
Ludzie „starsi” mają w sobie często zakorzeniony strach przed Bogiem. Polskie chrześcijaństwo ma wymiar ludowy, pełen przesądów. Młodzi są tego bagażu pozbawieni, tak więc trudniej przychodzi wiara w … gadającego węża i inne bajki.
Renegocjacja konkordatu niezłym pomysłem, natomiast ‘podatek od wiary’ absolutnie nie. Kościół nie narzuca się z opłatami. Jedni dają na tacę złotówkę w roku, inni dziesięć złotych co tydzień, jeszcze inni cztery tysiące jako ofiarę za Mszę w jakiejś intencji. Jedni dają mniej niż promil miesięcznych dochodów, inni dają biblijną dziesięcinę, jeszcze inni wszystko, co mają, przeznaczają na rozwój wspólnoty. Każdy decyduje ile może i ile chce dać. Nałożenie podatku kłóci się z ideą dobrowolności w ten sam sposób, w jaki kłóci się obecnie domyślnie ustawiona na „tak” religia w szkole.
Pozdrawiam.
A, byłbym zapomniał – a niektórzy nie dają nic.
„Każdy decyduje ile może i ile chce dać. Nałożenie podatku kłóci się z ideą dobrowolności w ten sam sposób, w jaki kłóci się obecnie domyślnie ustawiona na “tak” religia w szkole.”
Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale na mocy konkordatu pewien procent budżetu państwa jest rokrocznie przekazywana KK. A skąd budżet się bierze? Ano z podatków. A podatki skąd? Z kieszeni podatników. Tak więc ja jako ateista w gruncie rzeczy też muszę płacić na KK. Czy w takim wypadku rozwiązanie zachodnienie jest bardziej sprawiediwe?
„Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale na mocy konkordatu pewien procent budżetu państwa jest rokrocznie przekazywana KK.”
Zdaję sobie z tego sprawę. Kiedyś traktowano jakieś sondy czy badania przy rejestrze ludności za wiążące, i jak się ~90% deklaruje jako katolicy, to rząd pozwolił sobie przypodobać się i wiernym i duchownym na bazie demokracji. Tak jak ponad dwieście lat temu państwo zobowiązało się wybudować ŚOP. Natomiast ta „statystyczna większość” to jedyna rzecz jaka usprawiedliwia wspieranie materialne Kościoła, ale osobiście to neguję i wiem, że bez tego byłoby uczciwiej, i że bez tego zarówno rząd, duchowni jak i wierni sobie poradzą.
„A skąd budżet się bierze? Ano z podatków. A podatki skąd? Z kieszeni podatników. Tak więc ja jako ateista w gruncie rzeczy też muszę płacić na KK. Czy w takim wypadku rozwiązanie zachodnienie jest bardziej sprawiediwe?”
Ani jedno ani drugie nie jest sprawiedliwe, jedno i drugie jest przymusowe i sprzeczne z założeniami.
Natomiast dlaczego nie protestujemy, że podatki są wydawane na różne inne rzeczy? Mnie się nie podobają gimnazja, nie podoba mi się sprzeniewierzanie nauki i tworzenie armii przeciętniaków, nie podoba mi się budowanie w Poznaniu centr handlowych za centrami handlowymi, niepopularyzowanie drum ‘n’ bass’u i domniemane wspieranie lub tolerowanie pseudonaukowej propagandy niektórych środowisk homoseksualnych, proaborcyjnych lub proeugenicznych. I nie podoba mi się, że mamy w Polsce więcej socjalizmu i kapitalizmu. Mam walczyć o to wszystko? UPR-owska wizja gospodarki wydaje się być rozsądna, jak największa prywatyzacja i minimalizacja podatków.
Pozdrawiam.