Joanna Senyszyn uważa, że wiedza na temat wychowania seksualnego w polskiej szkole zastępowana jest wiarą. “(Wiara – red.) Nie czyni cudów, ale skutecznie przekształca polską szkolę w siedlisko ciemnoty i zabobonu” – twierdzi eurodeputowana SLD.Jak pisze Joanna Senyszyn, dzieje się tak “za aprobatą prawicowych polityków, zamiast świeckiego szkolnictwa, mamy wyłącznie katolickie. Za pieniądze podatników”.
Następnie eurodeputowana przytacza przykład:
“Gimnazjaliści robiąc ćwiczenia dowiadują się, że “dążenie do zaspokojenia popędu seksualnego może przybrać formy zniekształcone, jak… homoseksualizm, biseksualizm, ekshibicjonizm, narcyzm, pedofilia, sadyzm, masochizm i in.” (ćwicz. Gim III-5, s.57). Autorzy do jednego wora wrzucają orientacje seksualne (homoseksualizm, biseksualizm), zaburzenia osobowości (narcyzm) i zaburzenia preferencji seksualnych (pozostałe wymienione). Mylą przestępstwa z chorobami, a choroby z popędem do tej samej płci”.
“Im dłużej wędrujemy ku dorosłości z podręcznikami wydanymi przez “Rubikon”, tym więcej napotykamy głupot, fałszu i robienia wody z mózgu. Autorzy dokonują tego w sposób zakamuflowany i trudno zauważalny dla uczniów. Kłamstwa są przedstawiane jako prawdy objawione. Najczęściej Janowi Pawłowi II” – ocenia eurodeputowana SLD.
[Źródło: Onet.pl Wiadomości]
Wpis na blogu Joanny Senyszyn – [klik!].







To co Senyszyn mówi o homo- i biseksualizmie jest nie do przyjęcia. W ogóle pojęcie orientacji seksualnej to jakieś wypaczenie.
Pozdrawiam.
Wszystko się w rzeczywistości wyolbrzymia, a mówię w tym wypadku o religii w polskiej szkole. Sam ukończyłem gimnazjum i muszę przyznać, że mieliśmy nawiedzoną katechetkę, ale wcale nam nie kazała mordować homoseksualistów i innowierców. W LO natomiast mamy lekcje religii, które są w istocie luźnymi rozmowami z młodą katechetką na temat wiary i nie tylko. Kobieta przedstawia stanowisko Kościoła (zaznaczając, że to jest właśnie ichniejsze stanowisko), bo za to jej płacą i wcale nas nie namawia do nienawiści i nietolerancji.
Wszystko zależy od tego jak uczeń i nauczyciel podchodzą do przedmiotu, bo bez współpracy, a przynajmniej chęci, nic z tego nie wyjdzie. Osobiście jestem zwolennikiem religioznawstwa w szkołach, jednak to, co mi LO serwuje jest też dobre. Nie mamy żadnych skrajności, żadnej nietolerancji. I taka powinna być religia jako przedmiot.
Jakoś wszyscy w tym kraju nagle zapomnieli, że w Polsce istnieje konstytucyjny rozdział Kościoła od Państwa.
Niech każdy sobie wierzy w co chce, ale prosiłbym nie indoktrynować mojego dziecka.
To je wypisz, wiesz, że jest taka możliwość? :)
“Gimnazjaliści robiąc ćwiczenia dowiadują się, że “dążenie do zaspokojenia popędu seksualnego może przybrać formy zniekształcone, jak… homoseksualizm, biseksualizm, ekshibicjonizm, narcyzm, pedofilia, sadyzm, masochizm i in.” (ćwicz. Gim III-5, s.57). Autorzy do jednego wora wrzucają orientacje seksualne (homoseksualizm, biseksualizm), zaburzenia osobowości (narcyzm) i zaburzenia preferencji seksualnych (pozostałe wymienione). Mylą przestępstwa z chorobami, a choroby z popędem do tej samej płci”
Wszystko co wymienione jest zaburzeniem. Gdzie tu widzisz indoktrynację? Wydaje się, że abstrahujesz od tematu, jak gdyby sam nagłówek najmocniej przykuł Twoją uwagę.
Pozdrawiam.