Dawno, dawno temu… [Nabór, Smalu, #1]
Dawno, dawno temu, zjawił się na Ziemi (trzecia planeta od Słońca w Układzie Słonecznym, Droga Mleczna) wysokorozwinięty spermatozoid, który opanował techniki poruszanie się w powietrzu, potrafił bez szwanku przedrzeć się przez atmosferę. Włamał się do wcześniej wybranej i nieużywanej dotąd struktury replikacji naturalnej, która notabene była w tamtych czasach pozbawiona śladów ludzkich manipulacji biotechnicznych, których rozpoczęcie przypada na lata czterdzieste XXI wieku. Tam ów plemnik wykształcił się do formy typowego w tamtych czasach przedstawiciela Ziemian, z niespotykanymi dotąd umiejętnościami. Posiadał zdolność teleportacji, regeneracji i zmiany właściwości chemicznych różnych cieczy i ciał stałych.
Prowadził również rozmowy na odległość ze swoim Zwierzchnikiem – prawdziwym Ojcem, nie tym przybranym Ziemskim. Nie ustaliliśmy do tej pory dokładnych techniczych aspektów tej transmisji – w tamtych czasach nie było nawet rozwiniętej technologii dalekosiężnych rozmów głosowych (sic!), używano prawdopodobnie specyficznej odmiany psychokinezy, która wymagała odpowiedniej postaty i ułożenia rąk.
Wysłannik -bo tak będziemy go dalej nazywać – głosił różne teorie, robił różne rzeczy. Jednym z jego najbardziej zagadkowych i nie powtórzonych do tej pory dokonań było dokonanie natychmiastowej fermentacji alkoholowej monotlenku diwodoru, bez udziału drożdży i owoców! Według późniejszych, lecz mniej potwierdzonych źródeł, w późniejszych wiekach udawało się dokonać takiego procesu jedynie przy dodatkowej obecności gwoździ (tzw. wino z gwoździa).
Wracając do Wysłannika – znalazł on swoich zwolenników, lecz nie spodobał się bardziej wpływowej części lokalnej ludności. Postanowiono go zabić. Odnowił się w trzy dni, po czym powiedział, że kiedyś jeszcze się tu pojawi, a tymczasem „musi lecieć” do Zwierchnika.
Gdy odszedł zaczęto z czasem masowo nawiązywać jednostronną transmisję ze Zwierzchnikiem (któremu nawiasem mówiąc przypisywano stworzenie świata – Globalne Ojcostwo Dogmatyczne). Jednak ludzie nigdy nie otrzymali od niego klarownej odpowiedzi, ani w formie dźwiękowej, ani w formie obrazu. Nie przeszkadzało im jednak prowadzenie zbiorowego monologu.
Wierzono, że Zwierzchnik stosuje niebezpośrednie środki przekazu: różnego rodzaju cuda, a czasami objawia się wybranym przez siebie osobnikom. Bo przecież jakoś musi odpowiadać, wszak ojciec musi rozmawiać ze swoimi dziećmi? Niektórzy tak bardzo chcieli nawiązać transmisję, że popadali w różne omany.
Tylko osobia piastująca stanowisko oficjalnego przedstawiciela i rzecznik prasowy, której decyzje w sprawach wiary były nieomylne (dzięki podjętej ustawie, która bezdyskusyjnie ogłaszała teologiczną nieomylność) mogła się poszczycić posiadaniem gorącej linii, która łączyła ze Zwierchnikiem.
Sam Zwierzchnik natomiast był Zwierzchnikiem absolutnym, nie uznawał innych Zwierzchników. Każdy, kto nie wierzył [...]
14 Styczeń 2010 @ 23:56
Niedawno na obiad jadłem zmielone mięśnie z okolic karku Sus scrofa f. domestica, polane zagęszczoną wydzieliną z gruczołów mlecznych krowy wymieszaną z łodygami i liśćmi roślin oraz wyrastających z piasku organizmów cudzożywnych, z dodatkiem kulistych bulw wykopanych spod ziemi, do tego posiekane, sfermentowane liście kapusty.
:)
15 Styczeń 2010 @ 0:52
„Tam ów plemnik wykształcił się do formy typowego w tamtych czasach przedstawiciela Ziemian”
jako przedstawicielka płci pięknej, chciałabym zaprotestować wobec takiej relacji tego rodzaju wydarzeń! ;)
Ten tekst jest tendencyjny! ;)
15 Styczeń 2010 @ 1:04
Wiecie jak się to czyta bezpośrednio po oderwaniu się od czegoś z gatunku fantasy? Hehehe
Ode mnie [+] za inwencję i kreatywność.
15 Styczeń 2010 @ 11:57
Opowiadanie raczej marne,ale nie pozbawione odrobiny polotu jaki można odnaleźć w konwencji s-f.Wg. mnie średnio zabawne,ale nawiązuje do zjawisk paranormalnych ,archetypu ojca i problemu wiary w jedynego ,osobowego”Zwierzchnika”.
15 Styczeń 2010 @ 15:49
Boskie usmialam sie przy tym :D
18 Styczeń 2010 @ 17:39
To jest fajne. Tak biologicznie napisane, że się tak wyrażę.
A najbardziej podoba mi się to: „Jednym z jego najbardziej zagadkowych i nie powtórzonych do tej pory dokonań było dokonanie natychmiastowej fermentacji alkoholowej monotlenku diwodoru, bez udziału drożdży i owoców!”
Trochę niepoprawne stylistycznie ale fajne :)
18 Styczeń 2010 @ 18:06
Całkiem przyjemnie się czyta :) plus za kreatywność, no i życzę powodzenia w konkursie :)
18 Styczeń 2010 @ 18:25
Pozwolę sobie odpowiedzieć w jednym komentarzu:
@Flądra – owszem, ten tekst jest tendencyjny, nieobiektywny i niepoprawny politycznie – nie zaznaczałem na wstępie, że będę obiektywny, zresztą powinnaś kierować pretensje do Zwierzchnika ;)
@Ameba28 – dzięki :)
@privateart – myślę, że wyszło całkiem sprawnie, jak na pierwsze opowiadanie siedemnastoletniego amatora ;)
@Magda – Wiadomo, wszak to Boski Ateista.pl ;)
@Agon – fakt, doszlifowanie stylistyczne byłoby całkiem pożądane, postaram się nad tym popracować. Choć kiedyś osoba dokonująca korekty mojego artykułu stwierdziła, że gdyby poprawić wszystkie błędy stylistyczne tekst straciłby swoją „smalowatość” ;)
@nataliya – podwójne „dzięki” :)
1 Luty 2010 @ 13:04
[...] Dawno, dawno temu… [...]