Kim jestem? Prawdopodobnie troche za bardzo poważnie…. [Nabór, Antyiskra, #1]

Mój pierwszy wpis! Mam nadzieje, że nie ostatni. W pełni subiektywny, skrojony na miarę, lekko egocentryczny, wypełniony błędami i zdecydowanie zbyt serio…

Kim jestem?

Mój debiut na niniejszym portalu chciałbym rozpocząć od zadania fundamentalnego pytania, a mianowicie: kim jestem? Nie będzie to jednak manifest, na które to słowo uczuleni są nasi kochani, prawicowi politycy i publicyści; nie będzie to też ideologiczny bełkot, którym się brzydzę, oraz tym bardziej autokreujący panegiryk. Deklaracją tą, chciałbym w uczciwy i rzetelny sposób przeprowadzić rozprawę z samym sobą. Zanim jednak się samookreślę, muszę się przyznać do masy problemów, których nastręcza mi termin „ateizm”.
Pomimo świadomości definicji i historii tego nurtu, słowo to, zawsze wydawało mi się skażone pewną sekciarską manierą, pewną mistyczną, wręcz, instytucjonalizacją i strukturalizacją moich przekonań. Szufladą w regale…Muzułmanie, żydzi, chrześcijanie, ateiści,…, „n”. Ciąg terminów został zamknięty. Niestety, określając się tym mianem, nieświadomie włączamy się w pewien porządek. Porządek, w granicach którego nie chce się znajdować.
Innym obliczem tego słowa, jest jego status, estyma, oraz wzrastająca moda w niektórych kręgach na samookreślenie się tym mianem. Nie widzę problemu, gdy oświadczenie takie słyszę od osoby, która poprzedziła je lekturą i uczciwie przemyślała swój punkt widzenia. Irytują mnie, jednak, osoby, które szermują terminem na prawo i lewo, a gdy przychodzi czas poważnej dyskusji, uciekają się do recytacji wyświechtanych dogmatów, które notabene są kolejnym przykładem na instytucjonalizację i sakralizację ateizmu.
Czy istnieje alternatywa? / Deklaracja
Uważam się za humanistę. Ateizm aksjologiczny to tylko jedna z odsłon mojej tożsamości. Jednakże, zapytany o moje preferencje religijne, odpowiadam, że jestem osobą niewierzącą. Termin ten jest o tyle użyteczny, iż w gruncie rzeczy jest wieloznaczny i pozostawia otwarte drzwi do podjęcia dyskusji. W przeciwieństwie do kategorycznego określenia „ateista”, imiesłów przymiotnikowy (sic!) „niewierzący” ma bardzo szerokie znaczenie w mowie potocznej. Patrząc od strony semiotycznej, słowo to jest zaprzeczeniem i stawia osobę się nim określającą „naprzeciwko” ogólnemu trendowi, nie zaś, jak jest w przypadku „ateisty”, włączeniem w pewien ciąg definicji związany z religijnością. Oczywiście, można też dostrzec słabszą siłę przekazu ukrytą w słowie „niewierzący”, podkreśloną właśnie przez dodanie przedrostka „nie-” do hegemonistycznego i ogólnie akceptowanego tematu, jakim jest określenie „wierzący”. W moim przekonaniu jest to jednak dobry asumpt do konstruktywnej rozmowy…Innym użytecznym stwierdzeniem, może się okazać parafraza wypowiedzi Woody’ego Allena w jednym z jego filmów: zostałem wychowany w wierze chrześcijańskiej, ale przeszedłem na narcyzm…

Odpowiedzi: 18 to “Kim jestem? Prawdopodobnie troche za bardzo poważnie…. [Nabór, Antyiskra, #1]”

  1. nie nie nie, to było inaczej! „pochodzę z rodziny żydowskiej, ale z wiekiem przeszedłem na narcyzm”

    przepiękny tekst, jak zwykle genialnego Allena :)

    • iskra Powiedział/a:

      dlatego napisalem ze to parafraza i rowniez z tego powodu nie wkleilem znakow cytatu…
      i zgadzam sie, allen ma genialne momenty

  2. Ameba28 Powiedział/a:

    Treść ciekawa, język bardzo dobrze dobrany, lektura sprawiła mi niekłamaną przyjemność. Miałem wrażenie, jakbym właśnie czytał felieton w czasopiśmie.

    Ale mam jedno „ale”: układ tekstu. Wszystko zostało zlepione w jedną bryłę. Jeżeli mogę się wtrącić, to radziłbym podzielić tekst na więcej akapitów, a same śródtytuły pogrubić.

    Ogólnie jednak w porządku. Mam nadzieję, że nie uznasz mojej wypowiedzi za wredne wtrącanie się, a jedynie za próbę udzielenia koleżeńskiej porady.

    Pozdrawiam i życzę dalszej owocnej pracy ;)

  3. Tadeknorek Powiedział/a:

    „Niewierzący” tak samo szufladkuje, jak „ateista”, bo określa Cię jako kogoś stojącego w opozycji do wiary w bóstwa. A że to wiara jest zjawiskiem częstszym i wcześniejszym na rynku, ateizm powstał jako opozycja i nadal tak funkcjonuje. Można sobie wyimaginować przyszły świat, gdzie wiara w boga jest już takim przesądem, jak wiara w smoki i wtedy słowo „ateista”, tak samo jak „niewierzący” będzie zupełnie zbędne.

    • nataliya Powiedział/a:

      Myślę, że śmiało można się pokusić o szerszą definicją słowa ”niewierzący”. Odnosi to także do rzeczy typu: zodiak, pech, klątwa itd. Natomiast określenie ”ateista”odnosi się tylko do religii. Nie wrzucałabym tych dwóch określeń do jednego worka.

      • loginia Powiedział/a:

        Zgadzam się! „Niewierzący” jest sematynycznie bardziej obszernym wyrażeniem. Stąd rozmyslenia nad wyborem określenia siebie w tej „materii” mija się z celem. A „dziecko” nazwane, tak czy inaczej, przez to właśnie ulega zaszufladkowaniu. Rozumiem to jako miejsce w szeregu, gdzieś przecież każdy ustawia swoje wyrażenia – a to indywidualnie według własnej hierarchii.
        Tekst jest ciekawym lustrem inspirującym do przyjrzenia się sobie.
        Tylko … gdzie tu „na wesoło”?

  4. george Powiedział/a:

    Wydaje mi się, że popadasz trochę w sposób w jaki wierzący szufladkują ateistów, na zasadzie „ateizm to też religia”.
    Zauważ jednak, że słowo „ateista” jest dokładnie tak samo jak „niewierzący” zbudowane na zasadzie opozycji. Przedrostek „a-” oznacza dokładnie to samo co „nie-” (asferyczny, asynchroniczny, aseksualny).
    Dla mnie ateista natomiast ma silniejszy wydźwięk, właśnie ze względu na mniejszą akceptację tego słowa w społeczeństwie

    • iskra Powiedział/a:

      zgadzam sie w stu procentach,jest jednak roznica w odczycie tej informacji w spoleczenstwie.do czego pije, to fakt, iż ateista,ateizm itd to slowa obcego pochodzenia, przez co ich zlokalizowanie nawet przez ludzi „w temacie” nie nastepuje,glownie ze wzgledu na nasze procesy myslowe,ktore sa nierozerwalnie zwiazane z pismiennoscia i oralnoscia…co powoduje pewna alienacje,zamkniecie w szczelnych ramach,czegos na wzor elitarnego klubu.nie wydaje mi sie rowniez aby wydzwiek, o ktorym mowisz byl silniejszy – sprawia wrazenie,ze utozsamiasz sie z pewnym ruchem,dogmatycznym dodam.fakt, nawiazuje w tekscie do sposobu w jaki odbierani sa ateisci przez osooby wierzace i, w pewnym senie, zgadzam sie z nimi…
      ze slowem „niewierzacy” tez jest problem,gdyz implikuje ono brak wiary w boga,niekoniecznie zas negacje jego istnienia. jestem pewien ze idea boga to masowy fantazmat duzej czesci spoleczenstwa, ale poprzez wieloznacznosc tego terminu tworze pole do dyskusji…ten tekst jest rowniez napisany po to aby taka dyskusje wywolac…

      • Ameba28 Powiedział/a:

        fakt, nawiazuje w tekscie do sposobu w jaki odbierani sa ateisci przez osooby wierzace i, w pewnym senie, zgadzam sie z nimi…

        No i wywołałeś dyskusję. Zobaczymy, czy potrafisz obronić swoje zdanie ]:->

        W którym konkretnie ‘pewnym’ sensie?

      • iskra Powiedział/a:

        glownym zarzutem, ktory slysze to wlasnie owa instytucjonalizacja,o ktorej wielokrotnie wspominam..ale zeby dobrze odzcytac zarzuty trzeba by siegnac glebiej do historii sporu pomiedzy dyskursem naukowym a dyskursem religijnym.czy dostrzegam pararele pomiedzy figurami apostolow,uczonych w pismie,filozofow i oswieconych wszelkich systemow religijnych a filozofami, doktrynerami, socjologami i antropologami,stojacymi na przeciwleglych barykadach?tak,oczywiscie.czy zycie reprezentantow obu frakcji nie ulega pewnej mitologizacji i w rezultacie sakralizacji?niewatpliwie.wreszczie, czy obie grupy nie tworza swoich organizacji,stowarzyszen, nie docieraja do innych wykorzystujac media,jak chocby w przypadku tego blogu(a?)??zapewne…
        innym zarzutem,patrzac przez pryzmat wiary i wiedzy osob wierzacych, jest fakt, iz argumenty natury empirycznej czy „racjonalnej”,nigdy nie przekonaja osob gleboko wierzacych,gdyz po raz kolejny istnieje pararela pomiedzy naszym empirycznym(forma zyczeniowa,oczywiscie)postrzeganiem swiata, a sensualizmem religijnym (czy kamien z odcisnieta stopa jezusa nie jest namacalnym dowodem???) wydaje mi sie ze wiekszosc z nas,zadeklarowanych ateistow(czy tez niewierzacych) przyjmuje prawdy naukowe na „wiare”,gdyz nie jestesmy specjalistami z poszczegolnych dziedzin,t.j. fizyka,biologia,chemia itd.przynajmniej, co do jednej osoby jestem pewien…
        wydaje mi sie, ze nasz punkt widzenia, w duzej mierze, opiera sie na przyjetej doktrynie i zostal uksztaltowany przez figury-dla wierzacych,beda to swieci,meczennicy,mama,tata,babcia i inne nudne osoby,dla niewierzacych, sa to filozofowie, naukowcy,mysliciele,celebryci, czy starszy kolega

  5. Język taki naukowy, bardzo polonistyczny. Ogólnie jest to niezłe, tylko przeciętnemu czytelnikowi trudno byłoby zrozumieć pewne zwroty.
    Czy tekst jest dobry? Uważam, że tak.

  6. Mam nieodparte wrażenie,że autor tego artykułu to młody człowiek bardzo pobudzony intelektualnie do tego ,żeby nam ateistom wykazać przynajmniej w niewielkim stopniu jacy to z nas marni ateiści.Podoba mi się zacięcie erystyczne i duży zakres znaczeń jakie odkrywa przed czytelnikiem każdy dyskurs tego autora.Od siebie mogę dodać kilka „postulatów” ,które w jakiś sposób korespondują z tym co napisał uczestnik konkursu.

    1.Ateista to brzmi dumnie (Parafraza słynnego ” Człowiek ,to brzmi dumnie”)
    2.Wiara w naukę ,to nie fideizm,a intuicja sceptycznego i krytycznego intelektu poparta dowodami naukowymi,a nie indywidualnym eksperymentowaniem.
    3.Niewierzący to nie zawsze ateista,ale często krytyk i uważny obserwator społeczeństwa ,a co za tym idzie człowiek opowiadający się za neutralnością światopoglądową.
    4.Ateizm powinien zostać zauważony i uwzględniany tam gdzie uważany jest za postawę dyskredytowaną i mniejszościową.
    5.Ateista ,to człowiek ,który ma pełne prawo śmiać się z absurdów religijnych i czynić to z poszanowaniem ludzkiej godności.

    • iskra Powiedział/a:

      brakuje jeszcze 5 i mielibysmy dekalog…a tak mamy 5 prawd…no wlasnie,czego???oczywiscie z wiekszoscia sie zgadzam,moze tylko do 2jki mialbym pewne zastrzezenia
      moim celem nie bylo udowodnienie komukolwiek czegokolwiek,a raczej kontestacja i autozamyslenie…
      jezeli ktos poczol sie urazony,przepraszam.co do mojego wieku to niestety,glownie dla mnie samego, taki mlody to ja znowu nie jestem.nie jest tez to konkurs na ateistycznego ultrasa…chyba-bo wydaje mi sie ze nie o to tu chodzi.

      • Ameba28 Powiedział/a:

        nie jest tez to konkurs na ateistycznego ultrasa…chyba-bo wydaje mi sie ze nie o to tu chodzi.

        Oczywiście, że nie. Właśnie tym się wyróżniamy pośród innych, że nie jesteśmy tacy jadowici, jak większość innych tego typu serwisów/blogów.

        Jeśli o mnie chodzi, to przyczepiłbym się przede wszystkim do jedynki. „Ateista to brzmi dumnie”? A niby dlaczego? Czy „mężczyzna” też brzmi dumnie? Albo „niebieskooki”? Ja nie jestem w żaden sposób dumny z tego, że jestem ateistą, ani też nie wstydzę się tego. To po prostu kolejna z wielu moich cech.

  7. Nie mam problemu ze swoim ateizmem,a życie w zakłamanym sklerykalizowanym kraju w którym obłuda i hipokryzja środowisk katolickich jest aż nadto uderzająca, jeszcze bardziej utwierdza mnie w mojej dumie z bycia tym kim jestem.Mógłbym wymienić wiele różnych cech,które mnie charakteryzują,ale ateizm pozwala nam się odseparować od rzeszy wierzących idiotów.To tyle…z wesołym pozdrowieniem :))).

    • Stołek Powiedział/a:

      „…jeszcze bardziej utwierdza mnie w mojej dumie z bycia tym kim jestem.”

      Oj, nie bądźmy tacy subiektywni w ocenie nas samych ;) Bądźmy raczej dumni z tego co robimy, a nie z tego kim nam się wydaje że (i jacy) jesteśmy ;)

      Osobiście, znam wielu, jak ich wcześniej nazwałeś – „wierzących idiotów”, których szanuję o wiele bardziej niż niejednego z-klapkami-na-oczach-ateistę.

      Samo przekonanie o czymś nie czyni nikogo lepszym lub gorszym, liczy się ostateczny (namacalny) rezultat z owych przekonań wynikający.

      Nie szufladkuj nikogo jako gorszego wyłącznie na podstawie jego przekonań które są sprzeczne z Twoimi, to niegrzeczne ;)

  8. excalibur Powiedział/a:

    dobry tekst

  9. [...] Kim jestem? Prawdopodobnie troche za bardzo poważnie…. [...]

Dodaj komentarz