Kościół ostrzega przed pierścieniem Atlantów
Społecznościowy portal Franciszkańska 3 ostrzega przed noszeniem tzw. pierścienia Atlantów. Jak twierdzą egzorcyści, ten modny, kupowany na walentynki amulet to nie tylko chwyt marketingowy, ale też okultystyczny symbol.
„Zrobiłam sobie przymiarkę na palec i doznałam uczucia, że pierścień jest w końcu na właściwym miejscu. Oczywiście zdjęłam go, ale odkąd jest pod moim dachem, odczuwam niepokój. Zaczynają się we mnie budzić na nowo obsesyjne myśli. Ciągnie mnie do zniszczenia pierścienia, a z drugiej strony blokada przed zrobieniem tego. Muszę to zrobić… Muszę ostatecznie go zniszczyć, aby już nikomu nie wyrządzał krzywdy. Być może część z Was myśli, że nie wierzy w te bzdury i nosi sobie pierścień. Tacy ludzie sami na siebie sprowadzają zgubę. Nie musicie w to wierzyć, pierścień i tak bardzo szkodzi. Udało mi się go rozwalić ostatecznie młotkiem i wrzucić do płynącej rzeki i w końcu odczułam ulgę” – to fragment blogu Dziennik byłej satanistki, do którego odwołuje się Franciszkańska 3. Portal pisze o pierścieniu jako zagrożeniu duchowym i ostrzega rodziców, którzy – nieświadomi jego znaczenia – pozwalają go nosić dzieciom.
Według ks. Andrzeja Trojanowskiego, autora artykułu, pierścień reklamowany jest jako przynoszący szczęście, uzdrawiający i chroniący przed złem. Tymczasem to groźny amulet okultystyczny.
Pierścień Atlantów rzekomo miał być znaleziony podczas wykopalisk archeologicznych w Egipcie. Rzekomo, bo żadnych dowodów na takie znalezisko nie ma. Historia amuletu pojawiła się m.in. w wydanej w 1972 r. w książce „Domy, które zabijają” Rogera de Lafforest. To właśnie w tej książce znalazł się opis oraz fotografia pierścienia z symbolem złożonym z trzech umieszczonych na środku prostokątów. Na ich przedłużeniu znajdują się trzy kwadraty oraz trójkąt równoboczny. Prostokąty mają postać półcylindryczną.
Moda na pierścień zaczęła się w Polsce w latach 90., a jego produkcją zajęły się firmy jubilerskie. Pierścienie wykonuje się z różnych metali, te wykonane ze złota kosztują ok. 2 tys. zł. Najtańsze można kupić za kilkanaście złotych. Noszą go celebryci – prezenterzy telewizyjni, piłkarze i artyści estradowi.
- Problem polega na tym, że ten pierścień sprzedawany jest jako remedium na nieszczęścia i problemy zdrowotne. Wylansowano modę na niego, a to tak, jakbyśmy teraz zaczęli nosić swastykę. Noszenie takich amuletów charakterystyczne jest dla osób, które nie radzą sobie z życiem i szukają oparcia w ezoterycznych rytuałach – tłumaczy Antoni Misztal, psychoterapeuta, który zajmuje się sektami.
Źródło: Gazeta.pl
To dzieło Szatana (bo jak wiadomo moda jest dziełem Asmodeusza – jednego z siedmiu Książąt Piekieł)!
Boże, błogosław ateizm
Ameba
8 Luty 2010 @ 19:01
Z punktu widzenia ateisty takie stawianie sprawy nie ma sensu, z punktu widzenia wyznawcy jakiejkolwiek religii ma. Jeżeli np. katolik wierzy w takie działanie tego pierścienia, to jeżeli nawet nie ma on konotacji z przyciąganiem złych duchów, jest to co najmniej bałwochwalcze.
Natomiast dla ateisty samo:
„Według ks. Andrzeja Trojanowskiego, autora artykułu, pierścień reklamowany jest jako przynoszący szczęście, uzdrawiający i chroniący przed złem. Tymczasem to groźny amulet okultystyczny.”
Może być powodem do strapienia, kolejny zabobon do zwalczenia ;].
Pozdrawiam.
8 Luty 2010 @ 19:05
To drugie zdanie nie miało być w cytacie, sorki x]. Chodziło mi o podejście wielu noszących go, niezależnie od tego, jak to jest z pozanaukowym elementem tego zagadnienia.
8 Luty 2010 @ 20:27
„Dla elfich władców pod niebem jasnym Trzy są Pierścienie,
Dla krasnoludzkich podziemnych królów Pierścieni Siedem,
Dziewięć dla ludzi – tych ostatecznym śmierć przeznaczeniem,
Dla Władcy Mroku na czarnym tronie jest Pierścień Jeden
W Krainie Mordor, gdzie wiecznej nocy zaległy cienie.
Pierścień Jedyny, by władać wszystkimi, czarem je opętać,
Pierścień Jedyny, by wszystkie zgromadzić i w ciemnościach spętać
W Krainie Mordor, gdzie wiecznej nocy zaległy cienie.”
8 Luty 2010 @ 20:31
Sauron wykuł nową serię.
Kto zna „Władcę Pierścieni” Tolkiena, ten wie o co chodzi. ;P
8 Luty 2010 @ 22:31
A kto nie zna? :P
8 Luty 2010 @ 22:16
Nie dziwią mnie takie brednie ze strony „byłej satanistki”, w końcu satanizm został wymyślony przez chrześcijan i jest jedynie chrześcijaństwem „a rebous”.
> Tymczasem to groźny amulet okultystyczny
Ostrzegam ludzi przed krucyfiksem: to groźny symbol okultystyczny, sprowadzający cierpienie i śmierć!
9 Luty 2010 @ 12:57
Albo ten blog to prowokacja, albo piszę go osoba po solidnym praniu mózgu. Aż trudno uwierzyć, że ktoś może na serio pisać takie brednie. No, ale ludzie to komentują, jakieś się tam katolickie strony się do tego bloga odwołują i to chyba przeraża najbardziej – że ktoś bierze te bzdury za dobrą monetę i wierzy w takie dziwaczne „świadectwa”. Idiotyzm.
8 Luty 2010 @ 23:21
„Wylansowano modę na niego, a to tak, jakbyśmy teraz zaczęli nosić swastykę.”
Ciekawe, co jest złego w symbolu Słońca, świętym symbolu Hinduizmu czy modnym przed wojną ozdobniku? :)
Poza tym, czegoś tu nie rozumiem – Kościół Katolicki chyba mocno odradza dawanie wiary w magiczne działanie amuletów, etc.? Podejrzany ten portal.
9 Luty 2010 @ 5:08
„Noszenie takich amuletów charakterystyczne jest dla osób, które nie radzą sobie z życiem i szukają oparcia w ezoterycznych rytuałach”
yyy… krzyżyk na szyi?
9 Luty 2010 @ 9:19
Słabi jesteście, jeśli nie wiedzieliście, że pierścień Atlantów jest zły… Przecież to nic innego jak – uwaga! – BAŁWOCHWALSTWO!
Plakat prawdę Ci powie!
Hihi.
9 Luty 2010 @ 9:55
Nie od dziś wiadomo, że jeśli nasz przesąd ma odnieść sukces (a już najlepiej, dążyć do monopolu na rynku idei), konkurencyjne przesądy należy zwalczać.
9 Luty 2010 @ 10:07
http://www.krolowa-pokoju.com.pl/newage/plakat/plakat_komentarz.pdf
Wygrzebane z tej samej strony. Bardzo podoba mi się wrzucenie do tego samego worka:
* „Przedsionka piekła”
* Homeopatii – zła, ponieważ „brak jej medycznego uzasadnienia” (sic!)
* Komunizmu (?)
* Nauki szybkiego uczenia się (???)
Styl w którym został napisany ten tekst jest bardzo podobny do języka, jakim posługują się ludzie od „Cudownego Medalika” (zeskanuję kiedyś i wrzucę na bloga ;)
9 Luty 2010 @ 16:09
A ma medyczne uzasadnienie?
9 Luty 2010 @ 22:11
No właśnie chodzi o to, że raczej średnio ma ;) Rozbawiło mnie to, że ktoś kto tak kwiecistym językiem powołuje się na sprawstwo siły wyższej (której istnienia metodami naukowymi uzasadnić nie można), odwołuje się do „braku medycznego uzasadnienia homeopatii”.
Gdzie tutaj jakaś konsekwencja? ;]
9 Luty 2010 @ 21:37
Homeopatia ma medyczne uzasadnienie. Przecież istnieją leki homeopatyczne i można je kupić w aptece. Na niektóre nawet potrzeba recepty od lekarza. Sam jak kiedyś byłem u doktora, to przepisał mi lek, który działał na zasadzie homeopatii. I to nie był jakiś znachor, tylko prawdziwy lekarz.
9 Luty 2010 @ 21:58
Przeczytaj sobie kiedyś skład jakiegokolwiek „leku” homeopatycznego. Jeśli odrobina sacharozy i laktozy (skład oscillococcinum) może wyleczyć grypę i przeziębienie, to cukier w kostkach jest końską dawką leku i powinien być wydawany z przepisu lekarza.
Jakiekolwiek ewentualne efekty działania homeopatii to czyste placebo (a co ciekawe, preparatom homeopatycznym w badaniach rzadko udaje się osiągnąć wynik zbliżony choćby do placebo).
9 Luty 2010 @ 22:10
Tu się nie zgodzę, chyba trochę przesadziłeś – wynik nie może być słabszy niż placebo. Może być do niego zbliżony albo znacznie wyższy. W kwestii homeopatii – jak na razie nie udowodniono skuteczności wyższej od placebo.
Swoją drogą James Randi – ten sam, który ustanowił nagrodę miliona dolarów za udowodnienie posiadania dowolnej zdolności paranormalnej, podciągnął pod tą nagrodę także udowodnienie działania homeopatii. Wymóg jest taki, żeby przedstawić dowolny homeopatyczny środek, o skuteczności wyższej od placebo (tak jak w przypadku prawdziwych leków).
Dla zainteresowanych tematem:
1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Homeopatia#Krytyka_homeopatii
2. http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3804/q,Belgijscy.sceptycy.popelniaja.masowe.samobojstwo
3. http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3889/q,Homeopatia.fundamentalne.oszustwo
9 Luty 2010 @ 22:19
Na pewno przesadziłem używając słowa „rzadko”, prawdopodobnie masz rację w 100%, ale miałem w pamięci jakieś wyniki badań, w których homeopatia wypadła gorzej niż placebo. Jak o tym chwilkę pomyśleć to rzeczywiście absurdalne, znać zawiodła moja pamięć (lub metodologia badań?).
9 Luty 2010 @ 22:03
Ale homeopatia jest normalną dziedziną medycyny. Podobno naucza się tego na akademiach medycznych.
9 Luty 2010 @ 22:07
Mam przytłaczające wrażenie, że dałem się wkręcić ;-).
9 Luty 2010 @ 22:23
Otóż nie, nie naucza się do na akademiach medycznych. Co więcej: Naczelna Izba Lekarska stwierdziła w swoim rozporządzeniu, że przepisywanie leków homeopatycznych jest niezgodne z Kodeksem Etyki Lekarskiej.
9 Luty 2010 @ 22:30
No to będę musiał zmienić lekarza ;P
9 Luty 2010 @ 22:45
Czem prędzej :).
Polecam:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Brytyjska-akcja-przedawkuj-leki-zakonczona-sukcesem,wid,11909734,wiadomosc.html
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/homeopatia_wyjasniona_116742.html
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/homeopatia_o_czym_nie_jest_informowana_opinia_publiczna_112586.html
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/homeopatia_bioenergoterapia_i_inne_banialuki_112327.html
Ogólnie o aspektach pierścieni etc., homeopatii i wiary… Mam napisane krótkie uporządkowanie tych spraw z puntu widzenia teisty ale nie wiem czy jest sens tutaj ;). Tak jak do rozważania metody eliminacji Gaussa jest potrzebna znajomość macierzy albo układów równań, tak do akceptacji jakiegokolwiek czynnika nadprzyrodzonego, niematerialnego, potrzebna jest wiara w możliwość jego występowania.
Pozdrawiam :).
10 Luty 2010 @ 21:34
„Ale homeopatia jest normalną dziedziną medycyny. Podobno naucza się tego na akademiach medycznych.”
To się nazywa dawaniem pacjentowi placebo, żeby poczuł się lepiej i dać mu subiektywne poczucie poprawy, w oczekiwaniu, aż choroba sama przejdzie. Podobno robi się tak np. wtedy, gdy lek byłby szkodliwy bardziej, niż przejście choroby. Choć nie wiem, nie rozmawiałem o tym z lekarzami. ;]
9 Luty 2010 @ 22:51
No jasne, że jest! Dajesz ;)
9 Luty 2010 @ 23:16
Są chyba cztery możliwe przypadki, tak w skrócie i bez głębszej analizy:
1. Kawałek materiału który nic w rzeczywistości nie robi, noszący nie wierzy w jego działanie => nic się nie dzieje (choć może być jeszcze ryzyko zgorszenia w bardziej hardkorowych przypadkach np. odwrócony pentagram na szyi katolika)
2. Kawałek materiału który nic w rzeczywistości nie robi, noszący nadaje mu specjalne właściwości jakie rzekomo ten materiał ma posiadać sam z siebie* ** => bałwochwalstwo i zabobon
3. Kawałek materiału który w rzeczywistości ma jakieś działanie (związane ze sferą duchową, bo materialistycznie to nadal kawałek materiału), noszący nie przypisuje mu żadnych właściwości => tu z punktu widzenia katolicyzmu w przypadku przedmiotów nawiązujących swoją charakterystyką i działaniem do innych religii noszący otwiera się w pewnym stopniu na działanie złych duchów w jego życiu. Z punktu widzenia innych sytuacja może być podobna jak przy noszeniu ‘niedziałającego’ amuletu. Dla kogoś, kto również nie wierzy w działanie tegoż, najwyżej zgorszenie. Dla kogoś, kto spotkał się z tym i uważa, że ‘coś jest na rzeczy’, wybrzmiewa w tym bałwochwalstwo i zagrożenie dla ducha.
4. Kawałek materiału, który w rzeczywistości ma jakieś działanie (j. w.), noszący w to wierzy – w przypadku np. katolika i pierścienia Atlantów (jeśli spełnia założenie o działaniu) bałwochwalstwo, zgorszenie, zaparcie się swojej wiary, otwarcie się na działanie czegoś, co nie jest do końca pewne***.
* – tak jak przez wiarę pewne rzeczy mają miejsce, tak i przez wiarę noszący może przyczynić się do tego, że otworzy się na działanie, którego sobie życzy, jeżeli jednak będzie to pozbawione Boga, to kto inny mu to przyniesie, razem ze zniewoleniem. Natomiast może chyba być też tak, że nawet jak jakiś przedmiot „słynie” z tego, że np. daje człowiekowi bogactwo materialne, to faktycznie dobrze nie dawać temu wiary, jednocześnie trwając przy Chrystusie, wtedy niekoniecznie cokolwiek się stanie; ale „unikajcie wszystkiego co ma choćby pozór zła”, u jubilera jest szeroki wybór asortymentu :).
** – 2. albo 3. dotyczyć w zarysie może np. krzyżyków – same w sobie nic nie robią (eliminacja zabobonu), a jeżeli, to poprzez wiarę mogą być narzędziem dla Boga (eliminacja bałwochwalstwa). Pewnie może być tak, że ktoś ubierze 50 medalików na szyję, i wpadnie pod pociąg. Bóg nie jest automatem do spełniania życzeń, jak to bywa chyba w większości magicznych wierzeń, że np. ktoś zrobi to, odmówi tamto and we’re done. Inaczej, przy modlitwie – zdarza się, że szybciej/wyraźniej spełniają się prośby kogoś, kto z wiarą przez jedną krótką modlitwę w tej intencji przebrnie, niż kogoś, kto twierdzi, że ‘wytrzaska’ cały różaniec i „to się musi spełnić”. Musi to na rusi ;].
*** – wiadomo, w sprawach wiary nic nie jest pewne w ścisłym tego słowa znaczeniu, niemniej dla wierzącego chodzi o oderwanie od Boga. Jakoś tak, nie potrafię tego opisać.
Tak w skrócie, na szybko, teologiem nie jestem; zapewne elukubracja; również chyba nie powinienem tego wypisywać mając na względzie, że pewna wiedza (naukowa, religijna etc.) jest podzielona na ‘poziomy’. I tak nie zrozumie i nie zaakceptuje metody eliminacji Gaussa ktoś, kto nie wie co to macierz albo układ równań. Podobnie są rzeczy, które można sensownie rozważać dopiero gdy się jest ateistą/wierzącym – przykładowo wniebowstąpienie czy cudowne uzdrowienia są dla ateisty nieprawdopodobne, może wręcz niedorzeczne, natomiast dla wierzącego nie, mając na względzie desygnat Boga, którego moc sprawcza nie ogranicza się do praw które odkrywa człowiek, ani do ludzkiego rozumu.
Stołek, co do homeopatii sprawa jest złożona. Z jednej strony to tylko woda albo cukier, z drugiej zdarza się że egzorcyści (nota bene teraz trwa ogólnopolski zjazd egzorcystów, gdzie także są niektórzy zza granicy) mają do czynienia z ludźmi zniewolonymi lub opętanymi i jest to powiązane z homeopatią. Nie do końca pewne, czy to ma związek z samym dawaniem wiary w działanie tych leków (wiary bałwochwalczej), czy faktycznie „coś jest na rzeczy” (na bazie religijnych rozważań nie jest to wykluczone). Inna sytuacja, ojciec o którym Tobie opowiadałem (w którego rekolekcjach brałem udział) opowiadał, jak w Indiach znajomy prosił go o poświęcenie jego ‘instytutu homeopatycznego’. Po paru dniach przyleciał do niego znowu twierdząc, że wszystko musiał wyrzucić, bo straciło potencję czy tam coś, no stało się absolutnie niedziałające (nie wiem jak to stwierdził, skoro w kontrolowanych warunkach działanie i tak jest znikome, może na poziomie placebo; z drugiej strony są przypadki gdzie faktycznie coś się działo, ale nie zamierzam bronić homeopatii, zbyteczny to wytwór ludzkiej ręki). Nie jest tak, że od razu zjedzenie Oscillococcinum (tak to się pisze?) zniewoli człowieka, ale:
1. Skoro z materialistycznego punktu widzenia nie ma w tym leku, to po co brać?
2. A jeżeli brać, to ryzykuje się, gdyż od strony badań nad efektami homeopatii nie wszystko jest wyjaśnione, a od strony religijnej przykładowo katolik ryzykuje igraniem z czymś nieznanym (nauka dawałaby pewność; a tak – skoro wg kogoś działa, a wg nauki nie działa, to jaką mocą działa?) i wystawia swoją wiarę na podłamanie, także ucieka się do czegoś ‘obdarzonego uzdrawiającą mocą’ gdzie nic samo z siebie nie może uzdrawiać, jak tylko Bóg wykorzystując jakąś substancję, choćby leki konwencjonalne (ale kto powie przy Oscillococcinum, że to jest narzędzie w rękach Boga? Nie, to woda która uzdrawia! Sama z siebie!), mamy zatem do tego do czynienia z mniej lub bardziej świadomym bałwochwalstwem. W Gidlach k/ Częstochowy jest sanktuarium maryjne, które słynie z wina, w którym jest zamaczana kamienna figurka Maryi znaleziona kilka wieków temu na polu. Są rozmaite świadectwa tego, że modlitwa połączona z użyciem tego wina skutek odniosła w cudownym wyleczeniu lub wspomożeniu leczenia (pomińmy kwestię placebo na razie; siłę woli odrzucam, gdyż chyba nawet sraczki ona nie pokona). Ale kiedy ktoś w ‘sklepiku’ gdzie można wino otrzymać (dwie ampułki na osobę) podchodzi i pyta „ile płacę” (mniej istotne), albo „chciałbym dostać trochę uzdrawiającego winka”, to dominikanie ocucają człowieka :). Też raz trafiłem na kazanie przeora który mówił przed rzeszą starszych pielgrzymów (afair): „to jest tylko wino, wino nie uzdrawia, wino nie jest Bogiem Wszechmogącym”. Oczywiście z tej błahej dygresji ktoś może spytać – „ok, a jak ktoś wierzy, że przez homeopatię działa Bóg?” Nie jestem pewien, ale sama geneza i filozofia związana z homeopatią dość pokazuje, że – w przypadku katolików (do nich się ciągle odnoszę, najłatwiej mi;p) – uciekanie się do homeopatii ZWŁASZCZA kiedy mamy rozwiniętą medycynę konwencjonalną, a i mnóstwo sakramentów, modlitw****, miejsc i przedmiotów słynących z bycia narzędziem w ręku Boga przy czynieniu cudów, wypada dość blado i nie za bardzo ma sens.
**** – Jezus mówił raz o wierze wielkości ziarnka gorczycy – i tu znowu apostrofa specjalnie do chrześcijan: tak jest, z wielką wiarą (powiedzmy jak to ziarenko, choć nie widzi mi się teraz materializacja wymiaru wiary) wypowiedziana jedna modlitwa czy prośba do Boga może zadziałać równie potężnie, jak szwadron różańców, nabożeństw, ‘cudownych winek’…
Reasumując, bo nabazgrałem: chrześcijan (przydałby się buddysta w dyskusji :)) spokojna głowa z homeopatią i innymi, ale wyglądają one na co najmniej zbyteczne.
Stołku, niekonsekwencja jest widoczna ale właśnie tylko z punktu widzenia pozareligijnego, czy może pozachrześcijańskiego (nie potrafię teraz stwierdzić, spaaać…). Homeopatia uchodzi w pewnych kręgach za lekarstwo. Lekarstwo chyba wg definicji powinno wykazywać działanie na poziomie materii. Medycyna leży i kwiczy patrząc na to wszystko.
Pozdrawiam, dobrej nocy wszystkim :).
9 Luty 2010 @ 23:58
Właściwie przyczepię się tylko jednego:
Tu się mylisz. Nie doceniasz siły placebo ;) Najprostszy przykład: badania nad skutecznością pewnego leku na grypę. Skuteczność placebo wyniosła nieco ponad 35%.
Mój ulubiony argument, który lubię przytłaczać w dyskusji nt. placebo (względnie nocebo), to jeden z serii eksperymentów, które przeprowadzono właśnie żeby wyjaśnić fenomen placebo. Wyglądało to tak: pewną grupę ochotników podłączono do urządzenia rażącego ich małymi, bezpiecznymi impulsami prądu, które jednak można było zwiększać. Następnie zapisano natężenie impulsu, przy którym dany ochotnik stwierdzał, że odczuwa ból.
Później podano im do wyboru dwa rodzaje tabletek: żółte i brązowe. Wszystkim, którzy wybrali i zażyli żółte powiedziano, że to tabletka przeciwbólowa, natomiast wszystkim, którzy zażyli brązowe – że to tabletka, która ów ból potęguje. I co się okazało? Faktycznie wszyscy ochotnicy, którzy zażyli żółtą tabletkę deklarowali odczuwanie bólu przy dużo wyższym natężeniu (nawet o 100%), natomiast ci, którzy wybrali tabletkę brązową, wytrzymywali impulsy o sile dużo niższej niż przed zażyciem tabletki.
A teraz najlepsze
Skład tabletki żółtej: roztwór soli fizjologicznej, cukier, mąka
Skład tabletki brązowej: mąka, roztwór soli fizjologicznej, cukier
I gdzie tu logika? ;)
10 Luty 2010 @ 0:14
No spoko, placebo odnośnie subiektywnych wrażeń (bo to było jak gdyby głównym tematem tego eksperymentu, o którym wspomniałeś) dobrze widać u audiofilów z drewnianymi podpórkami pod złote kable sprzętu grającego pliki w formacie .flac :).
Chodziło mi o to, że nie chcę teraz wgłębiać się w dyskusję, czy placebo miało swój udział w uzdrowieniu skojarzonym z modlitwą i spożyciem tego wina, a dalej jakichkolwiek sakramentaliów. Zresztą z naukowej strony patrząc – być może. I niczemu to nie przeczy ;). Ale zauważyłem u wielu ludzi wierzących (a tym bardziej niewierzących), do niedawna także u siebie, taką właściwość, że jak coś opisuje nauka, to znaczy że to tak jest i tyle, nie może mieć to jakichkolwiek konotacji z Bogiem. Z troski i w celu uniknięcia takiego wniosku chciałem pominąć kwestię roli placebo. Dalej taki wierzący może sobie np. modlitwę wyjaśnić relaksem, transem, spoczynek w Duchu hipnozą, spowiedź kozetką… I niewiele to zmienia samo w sobie, ale dobór słownictwa wpływa na odbiór… Tak jak kiedyś popularny ‘demotywator’ o „żydowskim zombie”. No cóż, jadam zmielone dupska świń na obiad, z paroma dodatkami wykopanymi albo wyrwanymi z ziemi, ale wolę to nazywać sznyclem :).
Pozdrawiam i przepraszam, że być może razi fakt, że od września zatraciłem sztywny i do granic „tolerancyjny” obiektywizm, nie zmienię już tego ;).
10 Luty 2010 @ 0:18
O, inny przykład odnośnie „tego typu” placebo:
„Praktyka testów subiektywnych pokazuje, że wystarczy 0,5dB różnicy aby przy identycznych źródłach słuchacze opowiadali poezje nt tego, jakie to jedno źródło jest lepsze od drugiego.”
cytat z mojego prowadzącego teorię sygnałów, doktora od cyfrowego przetwarzania sygnałów, chyba także praktykującego w dziedzinie muzyki.
A co do placebo jeszcze – kurczę, tyle złych i głupich zachowań ‘możnowładców’, nie lepiej wylansować takie tabletki z mąki i roztworu soli, które kosztowałyby 1500,- sztuka, i reklamowaliby i „potwierdzali” lekarze, naukowcy, instytuty, WHO, „uzdrowieni”, że toto np. leczy raka, AIDS czy inne trudno uleczalny albo nieuleczalny syf, globalna kampania… Kłamstwo, choć o ile mniej niemoralne od tego co się dzisiejszymi czasy wyrabia, jeżeli ma pomóc (w statystycznie ignoranckim uproszczeniu) choćby 35% stosujących.
Pozdrawiam, dobranoc :).
10 Luty 2010 @ 16:57
Oczywiście, że nie. Założenie, że modlitwy działają jako placebo nie jest dowodem na nieistnienie Boga, bo takich dowodów nie ma. Są jedynie pewne „dowody” na jego istnienie, które można obalać. Tylko, że nie ma czegoś takiego jak „wiedza o Bogu”, a jedynie „wiara w Boga”. A jak wiadomo wiara jest czymś, co logice umyka i opiera się tylko na statusach „ja wierzę” bądź „ja nie wierzę”. Jeżeli udowodnilibyśmy istnienie obiektu wiary, to byłaby to już wiedza, nie wiara.
11 Luty 2010 @ 18:24
Czy może mi ktoś wyjaśnić dlaczego katolicy nie mogą nosić amuletów?
Chodzi o to, że jest to bałwochwalstwo, czyli że wierzą w coś innego niż w Boga, czy może powinni wierzyć w magię ale na podobnej zasadzie jak wierzą w istnienie Szatana, czyli unikać z tym kontaktu duchowego?
11 Luty 2010 @ 18:27
Rozważając zupełnie wszystkie możliwości wydaje się, że bałwochwalstwo chyba za każdym razem (jeśli ktoś nosi amulet dla korzyści a nie dla ozdoby), natomiast jeżeli jest jakoś stwierdzone działanie takiego amuletu, to dochodzi do tego to drugie. Chyba tak, nie?
Pozdrawiam.
12 Luty 2010 @ 13:27
To może inaczej zapytam. Jeśli chcę być wzorowym katolikiem to:
- Mogę nosić amulet dla ozdoby ale nie mogę wierzyć w jego moc.
Czy:
- Nie mogę nosić tego amuletu bo przez niego działa Szatan, nawet jeśli nie wierzę, że ten amulet ma jakąś moc.
Ktoś wie jakie jest oficjalne stanowisko Kościoła w tej sprawie? Bo różni księża różnie mówią. Wiem, że katolicy wierzą w opętania ale nadal nie mogę się dowiedzieć, jak to jest z tymi amuletami i pierścieniami.
12 Luty 2010 @ 15:03
Wzorowy katolik… zasadniczo nie ma takich :).
Ogólnie sprawa jest złożona, ale postaram się odpowiedzieć w skrócie, choć nie jestem teologiem i nie znam oficjalnego stanowiska, stąd nie traktuj mojej wypowiedzi jako arbitralną. Zresztą chyba nie ma takiego stricte algorytmu, tak samo jak nie ma w wielu innych przypadkach (np. czy pocałunek jest grzechem). Jednocześnie troszkę jak zwykle się rozpiszę, bo chciałbym do minimum zredukować możliwe nieporozumienia.
Jeżeli amulet nie wykazuje żadnego działania, możesz go nosić ale nie powinieneś wierzyć w to, że jakieś działanie wykazuje.
Jeżeli wykazuje jakieś działanie, nie powinieneś go nosić.
Czy wykazuje czy nie można się przekonać jedynie z autopsji, z relacji innych ludzi oraz na podstawie tego, co się o danym
‘amulecie’ mówi; oczywiście to że ktoś zachwala kawałek patyku jako różdżkę do znajdywania żył wodnych niekoniecznie oznacza, że tak jest naprawdę, ale już samo to powinno wzbudzić ostrożność.
W każdej z sytuacji może się mieszać w różnym stopniu problem bałwochwalstwa, zgorszenia i faktycznego zaproszenia złego ducha do działania.
Asceta raczej nie przykładałby żadnej wagi do ozdób, do tego czy jakieś ma, czy ładniej lub bardziej atrakcyjnie przez to wygląda. A jeżeli już coś nosić koniecznie dla ozdoby… Wydaje się że problem sztuczny, bowiem rozmaitych wzorów i kształtów wszelkiego typu nosidełek i ozdób jest od groma, w tym na pewno także takie zbliżone wyglądem do uchodzących za magiczne, można też niekiedy poprosić o wykonanie jakiegoś wg własnego projektu. W takiej sytuacji rezygnacja z np. pierścienia Atlantów raczej nie powinna sprawiać problemu.
Jednocześnie warto zachować zdrowy rozsądek – dotknięcie się pierścienia czy nawet włożenie go na moment nie sprawia, że od razu człowiek zostaje zniewolony.
Oficjalne stanowisko Kościoła w ogólnym zarysie istnieje, natomiast szczegółowe… trza by poszukać np. na zapytaj.wiara.pl. Ogólnie:
http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkIII-2-1.htm 2110-2117
Na zapytaj.wiara.pl znalazłem coś takiego odnośnie p.A.:
„Kościół katolicki nie zajmuje stanowiska wobec pierścienia atlantów. Zajmuje za to stanowisko wobec wszelkich przejawów magii czy okultyzmu. Jest przeciw. Czy mamy do czynienia rzeczywiście z magią? O ile wiadomo pierścieniowi temu przypisuje się działanie magiczne (choć oficjalnie mówi się o jakichś mikrowibracjach)… Jeśli jednak pierścień ma:
a) chronić przed niebezpieczeństwami
b) uzdrawiać (na palcu serdecznym układ moczowo-płciowy)
c) pozwalać na niezbadane kontakty z rzeczywistością
(to ze strony reklamującej), to jak to inaczej nazwać?
Co do osób noszących tego typu rzeczy nieświadomie. Aby mówić o ciężkim grzechu trzeba, by czyn był świadomy i dobrowolny… No i z intencją noszenia go w wyżej wymienionych celach. Bo trudno za grzech uważać sytuację, gdy ktoś nosi coś dla ozdoby.
Co do ewentualnego wpływu noszenia takiego pierścienia na życie duchowe człowieka, możliwy wpływ demonów trudno się wypowiedzieć… Egzorcyści wskazują, że noszenie talizmanów może być przyczyną jakichś w tym względzie kłopotów…”
Pozdrawiam.
14 Luty 2010 @ 16:45
Dzięki buiosu za odpowiedź ale właśnie chodziło mi o oficjalne stanowisko Kościoła. Cóż chyba jednak nikt tego nie wie.
Wyobraźcie sobie taką sytuację.
Jest dwóch katolików, jeden z nich nosi sobie pierścień. Drugi czepia się go o to i mówi, że to grzech bo to jest magia. Na to odpowiada pierwszy, że nosi pierścień dla ozdoby i wytyka temu drugiemu grzech bo tamten wierzy w magię, a należy wierzyć tylko w Boga.
I teraz zagadka. Który z nich ma grzech? Ten co nosi pierścień ale nie wierzy w magię, czy ten co nie nosi pierścienia bo wierzy w magię?
Żeby ją rozwiązać trzeba znać oficjalne stanowisko Kościoła.
14 Luty 2010 @ 17:11
Jest jeszcze rozum ;).
Jakby wszystko wymagało oficjalnego stanowiska Kościoła to otrzymalibyśmy kodeks kilkuset tysięcy reguł, sztywniactwo i faryzeizm lekki…
Oficjalne stanowisko Kościoła jest zawarte w linkowanym KKK. Poza tym pewnie można wygrzebać jakieś wypowiedzi.
Osobiście nie widzę problemu z algorytmem decyzyjnym do któregośmy wspólnie doszli… Po prostu sytuacja nie jest binarna.
Podobnie jak w osławionej ‘etyce seksualnej’. Wyobraź sobie taką sytuację. Są dwie pary katolików, obie się przytulają i całują (niech będzie delikatny ślimak:P). Zgrzeszyła pierwsza para, druga, obie czy żadna?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna i nie jest winą brak jasnego napisania w Biblii albo KKK, że – powiedzmy – pocałunek może angażować tylko 40% powierzchni warg oraz trwać tyle sekund ile wynoszą lata związku podzielone przez 365…
W tej sytuacji którą przedstawiłeś to jeszcze zależy jaki pierścień:P. Jak już założymy że amulet magiczny kupiony w sklepie Cud w Poznaniu, to prędzej ten co nosi popełnia grzech (ale to zależy od kilku znowu czynników), drugi go upomniał np. z troski. Jest jeszcze jeden element, na który ten pierwszy powinien spojrzeć, jeżeli jest przekonany że pierścień nie „przyciąga” demonicznego wpływu nawet mimo jego braku wiary; 1 Kor 8 (z naciskiem na ostatni werset).
Może najlepiej będzie dla nas i toku tej dyskusji, jak spytam jutro księdza albo teologa o to czy jest oficjalne stanowisko Kościoła w tej sprawie, jak się ono ma do algorytmu i co w sytuacji jaką przedstawiłeś.
Ale jest jeszcze jedno, bo troszkę za dużo w tym wszystkim (choć o tym dyskutujemy) pedantycznego trzymania się reguł. Dla wierzącego – od pewnego etapu rozwoju – ten temat nie powinien być męczący, straszny ani zagadkowy, bo Chrześcijaństwo jest głoszeniem Chrystusa, który zwyciężył, a nie ciągłym lękiem przed złem.
Pozdrawiam i proponuję Tobie też może kogoś zahaczyć i zapytać, będziemy mieli porównanie ;).
14 Luty 2010 @ 17:14
Jeszcze może tak:
Nie należy wierzyć w inne bóstwa (tu rację ma pierwszy koleś), natomiast jest w Kościele obecna wiara w istnienie Szatana i innych złych duchów. I jeżeli spojrzeć na magię, to jeżeli ona wg kogoś działa, to działa mocą demoniczną. Ot.
Kurde, spadam dalej, bo sesja, a mi co chwila coś do łba się wciska :p.
14 Luty 2010 @ 17:16
!!!
Nie miałem na myśli, że czyjeś zdanie sprawia, że może coś działać, ojeny nie to chciałem napisać choć to też nie jest wykluczone, jeżeli już ktoś twierdzi, że coś działa, to jeżeli to faktycznie działa, to mocą demoniczną.
Jakoś tak.
BAN ME!!! :/
13 Luty 2010 @ 14:31
To ja pojadę trochę po bandzie:
„Religia stanowi oficjalną i zaaprobowaną magię, magia stanowi nieoficjalną i pozbawioną oficjalnej aprobaty religię. Ujmując rzecz prościej: „my” wyznajemy religię, „oni” uprawiają magię. Problem polega nie na tym, czy magia jest przeciw oficjalnej religii, czy za nią. Niezależnie od intencji, mocą samego swego istnienia, magia i religia stanowią wyzwanie dla swojej ważności i wyłączności.”
John Dominic Crossan – „Historyczny Jezus: Kim był i czego nauczał?”
13 Luty 2010 @ 15:23
Dlaczego po bandzie? :)
13 Luty 2010 @ 15:53
Z drugiej strony… Racja buiosu [Wiecznie mam problem z zapisaniem tego twojego nicka...]
13 Luty 2010 @ 15:57
Nie no tekst w pewnym sensie ma rację, ale moim zdaniem nie jest w pełni adekwatne od rzeczywistości. Może dlatego że bardziej czepia się nazewnictwa niż faktycznych różnic między tym co się zwie magią a tym co się zwie religią.
Alternatywny nick: BioZ, pierwowzór ;).
Pozdrawiam, miłego dnia :).
14 Luty 2010 @ 10:54
hm z notatki wynika że pierścień atlantów to dzieło szatana więc jestem ciekaw jak szatan wykuł ten pierścień. Może go jakoś zmaterializował poprzez odpowiednią technikę szańską :-)
15 Luty 2010 @ 15:05
brawo . Bardzo dobra reklama ,już widze te dziesiątki osób kupujace ów pierscien na allegro …
15 Luty 2010 @ 19:43
Wybacz, ale nie rozumiem… Co to ma wspólnego z reklamą i z allegro?
15 Luty 2010 @ 23:48
„Wybacz, ale nie rozumiem… Co to ma wspólnego z reklamą i z allegro?”
Ludzie jak przeczytają, że to jest groźne, to zaraz zaczną kupować.
I jeszcze coś. Na stronie głównej na onecie był normalnie tan sam temat o tym pierścieniu i słowo w słowo było napisane to co jest tutaj. :>
16 Luty 2010 @ 1:02
Bo to szeroko zakrojona kampania reklamowa ;)
16 Luty 2010 @ 8:03
Gdybym mógł jednak wtrącić: Dla mnie jest niepojęte że został znaleziony tylko jeden pierścień a jeżeli tak to rzeczywiście musi być on wyjątkowy ponieważ przesiewając piaski pustynne znalezione różne kawałki rzeczywistości i to nie w jednym egzemplarzu a wielości. Wygląda to tak że jak jest jeden jedyny to już jest to przedmiot ezoterycznych westchnień bo moc magiczna wzrasta wówczas jak ktoś lub coś jest jedyny i niepowtarzalny. A jak to była zwykła podkładka metalowa pojazdu „plejadan” a my ludziska doszukujemy się czegoś tajemniczego. Mnie szczególnie nie przeszkadza ze jest taki pierścień bo i sprzedawany jest jako wyrób jubilerski o wartości kruszcu. Czy działa jako efekt placebo czy też nie, nie jest to takie istotne ważne że działa dl wielu i wielu przyznaje się że coś w tym jest. To tak jak z reklamą (koment powyżej) reklama działa jak się ją puści w obieg. Nie działa jak jej nikt nie zobaczy. Ponoć krzyż też działa i to nie ten na którym był ukrzyżowany Jezus ale zwykły wystrugany z drewienka. Czy to też jest oblicze szatana.
16 Luty 2010 @ 19:40
„hm z notatki wynika że pierścień atlantów to dzieło szatana więc jestem ciekaw jak szatan wykuł ten pierścień. Może go jakoś zmaterializował poprzez odpowiednią technikę szańską :-)”
Szatan obejrzał Władcę Pierścieni i zachciało mu się być niczym Sauron, więc wykuł pierścień i obdarzył go przeklętą mocą.
“Zrobiłam sobie przymiarkę na palec i doznałam uczucia, że pierścień jest w końcu na właściwym miejscu. Oczywiście zdjęłam go, ale odkąd jest pod moim dachem, odczuwam niepokój. Zaczynają się we mnie budzić na nowo obsesyjne myśli. Ciągnie mnie do zniszczenia pierścienia, a z drugiej strony blokada przed zrobieniem tego. Muszę to zrobić… Muszę ostatecznie go zniszczyć, aby już nikomu nie wyrządzał krzywdy. Być może część z Was myśli, że nie wierzy w te bzdury i nosi sobie pierścień. Tacy ludzie sami na siebie sprowadzają zgubę. Nie musicie w to wierzyć, pierścień i tak bardzo szkodzi. Udało mi się go rozwalić ostatecznie młotkiem i wrzucić do płynącej rzeki i w końcu odczułam ulgę”
Niestety jak widać Szatanowi nie wyszedł zbyt dobrze ten pierścień bo zwykła dziewczyna zdołała oprzeć się jego wpływowi, a na dodatek aby zniszczyć pierścień wystarczy go potraktować młotkiem.
Pierścień, który wykuł Sauron można było zniszczyć tylko wrzucając go do lawy z Góry Przeznaczenia.
No i pierścień Atlantów nie czyni niewidzialnym.
Pewnie piekło to jakaś marna makieta Mordoru nie godna naszego strachu. Szatan to marny naśladowca i nieudacznik. Nigdy nie będę go czcił! ;P