Sama koncepcja modlitwy wydaje się być nierozerwalnie związana z koncepcją religii. Ateizm wydaje się wykluczać takową aktywność, ale czy ateista, bądź agnostyk nie może mieć takowej potrzeby duchowej? Wydaje nam się to absurdalne… i jest absurdalne. I bardzo dobrze, bo absurd jest w końcu immanentnym składnikiem naszej egzystencji. Wydaje nam się to śmieszne… i jest śmieszne. I bardzo dobrze, bo śmiech jest w końcu najlepszym remedium na absurd.
Jeżeli nie potraficie sobie wyobrazić modlącego się ateisty, to też bardzo dobrze. Ja też nie umiem. Może nikt nie umie. Poza pisarzem Rogerem Zelaznym, który taką postać, postać duchownego wojownika Madraka, członka Zakonu Ateistów i Asekciarzy stworzył w powieści „Stwory światła i ciemności”. Nie chcecie wierzyć? Proszę, chcecie bajki — oto bajka.
— Dlaczego?
— Z powodów osobistych, Ojcze. Wolałbym o nich nie mówić. Proszę, daj mi błogosławieństwo i odpuść mi moje grzechy.
Madrak kładzie rękę na głowie Dolmina.
— Jeżeli coś, co łaskawie zechce spełnić me błagania lub może nie dba o to, co powiadam, słucha mnie teraz, ja, Madrak, proszę, jeśli ma to jakiekolwiek znaczenie, o wybaczenie dla ciebie, Dolminie, za wszystko, coś uczynił i czegoś nie uczynił, a co przebaczenia wymaga, i odwrotnie, jeżeli to nie wybaczenia, a czegoś innego potrzeba, żeby wyświadczyć ci pożądane po unicestwieniu ciała twego dobrodziejstwa, proszę, aby dobrodziejstwa owe, czymkolwiek by one nie były, zostały ci wyświadczone lub abyś został ich pozbawiony, jeżeli tak ma być lepiej i abyś tym samym otrzymał wspomniane wyżej korzyści. Proszę o to jako wybrany przez ciebie pośrednik między tobą a tym, co tobą nie jest, lecz co może, z takich czy innych powodów, pragnąć, byś otrzymał jak najwięcej z rzeczonych korzyści, a na co moja modlitwa może w jakiś sposób wpłynąć. Amen.
To była modlitwa za człowieka właśnie popełniającego samobójstwo. Jak widać, zakon Madraka ma liberalne podejście do kwestii dysponowania własnym życiem. Tak, godne ateisty. Ale, oto modlitwa odpowiednia na trudną sytuację życiową:
Zatem oddaję swe ciało w ręce Tego, Cokolwiek Się Stanie i co potężniejsze od życia i śmierci – jeżeli, rzecz jasna, akt ów okaże się pomocny w zachowaniu mnie przy życiu. Jeżeli bowiem nie, wycofuję ofertę. Jeśli natomiast słowa me zabrzmią arogancko i tym samym zostaną źle odebrane przez To, Czymkolwiek To Jest, a co zechce mnie wysłuchać, odżegnuję się od mej modlitwy i o wybaczenie proszę, jeżeli niezbędne. Jeśli nie, to nie. Z drugiej jednakże strony…
Fragmenty modlitw Madraka rozsiane są po powieści, często niedokończone.
Madrak opuszcza głowę i mrucząc coś pod nosem, zaczyna bić się w piersi.
— Ojcze nasz, być może, któryś jest, kto wie, w niebie… Święć się imię Twoje, jeśli takowe masz i życzysz sobie, żeby się święciło…
— Przebacz mi, Kimkolwiek Jesteś lub Byłeś. Gdziekolwiek Teraz Przebywasz czy też Nie Przebywasz, przebacz mi, zależnie od okoliczności, za zbrodnie i błędy, których się dopuściłem i których się nie dopuściłem w związku z ostatnimi wydarzeniami. A gdyby…
Tak, mam świetny pomysł na zadanie dla Szanownych Czytelników. Może uda wam się dokończyć to, co autor pozostawił w zawieszeniu? Albo napisać własne wariacje? Albo „odtworzyć” „Możliwie Najodpowiedniejszą Modlitwę Na Okoliczność Śmierci”, jaka jest tylko wspomniana?
Ma chwilę czasu na medytacje, nim inna banda opryszków zagrodzi mu drogę. Tym razem Madrak nie zabija i chce się z nimi dogadać.
— Lepiej by dla was było rozważyć pierwej fakt, iż być może jakaś część waszego organizmu przetrzyma destrukcję ciała jako takiego. Dla lepszego zrozumienia kwestii nazwijmy ową hipotetyczną część duszą. Zacznijmy zatem od tego, że dusza owa…
Ale stwory atakują i Madrak zmuszony jest się z nimi rozprawić.
— Szkoda — mówi do siebie i znowu odmawia Możliwie Najodpowiedniejszą Modlitwę Na Okoliczność Śmierci.
Nie wszystek to religijne żarty (bardzo na poważnie) w tej niedługiej opowieści. Otóż na pewnej planecie, słynącej z nieprzebranej ilości religii i kultów, istnieje sekta Czcicieli Starych Butów.
Zaczyna się nabożeństwo.
— Chwała Wam, o Buty, stóp nosiciele! — intonuje pierwszy kapłan.
— Chwała! — skanduje pięciu pozostałych.
— O dobre, szlachetne, błogosławione i łaski pełne Buty!
— Chwała!
— O Wy, które zstąpiłyście do nas z chaosu…
— Chwała!
— …żeby ulżyć naszym sercom i podtrzymać nas na nogach!
— Chwała!
— O Wy, na których od zarania cywilizacji wspierał się człowiek!
— Chwała!
— O jamy najpełniejszej jamistości! O stóp otoczyciele!
— Chwała!
— Chwała Wam, sponiewierane Koturny Cudowne!
— Wielbimy Was!
— Wielbimy Was!
— Cześć Wam oddajemy w ideale Chodakowatości Waszej!
— Chwała!
— O protoplasto stopostroju!
— Chwała!
— O Najwyższe Spełnienie Idei Buta!
— Chwała!
— Cóż by nam czynić bez Was?
— Ach cóż!
— Jeno siniaczyć palce, ranić pięty i nabawić się płaskostopia!
— Chwała!
— Ochraniaj nas, twych wiernych czcicieli, o dobra, błogosławiona stopouprzęży!
— Która zstąpiłaś do nas z chaosu i otchłani…
— …owego dnia mrocznego i posępnego…
— …gorejąca…
— …lecz nie spopielała…
— …O Buty, których posłannictwem pocieszać nas i kierować nami…
— …dźwigać i ożywiać nas.
— Chwała!
— Zawsze prosto, zawsze przed siebie, zawsze sztorcem!
— Na wieki wieków!
Trzeba dodać, że buty owe były onegdaj własnością boga Seta, więc może i faktycznie ustawienie ich na ołtarzu jest uzasadnione. I tak to odkrywa się przed nami kolejny dowcip: w książce tej bohaterami są bogowie i półbogowie. A nasz – wspomniany wcześniej – brat zakonny, obcując na co dzień z bogami (jeden z bogów, Tot, był przez tysiąclecia jego szefem) pozostaje ateistą. A jak tam Wasz światopogląd, Drodzy Czytelnicy ateiści? Czy jest na tyle mocny, żebyście stając oko w oko z bogami, pozostali przy nim?
Polecam ponadto moją recenzję samej książki.







Muszę się dorwać do ej książki :)
Co się zaś tyczy postawionego na końcu pytania, to ponieważ mój ateizm wynika z faktu, że nie istnieją jednoznaczne dowody na istnienie bogów, to gdybym jednak takie ujrzał, wypadałoby uwierzyć…
Właśnie na tym polega “wiara” – intelektualnym przekonaniu, że coś/ktoś/Ktoś istnieje bez jednoznacznych na to dowodów. Czy wiara jest Ci potrzebna do uznania istnienia np. zwierząt czy roślin?
;) “Słuchaj, mój synu, nauczę cię natury demonów. To, co nazywamy demonem, jest czymś czarnym i ogromnym. Ktokolwiek widzi go, czuje wielkie przerażenie i trzęsie się od stóp do głów. Ale tak naprawdę demony w ogóle nie istnieją! ”
Cztery demony Maczig Labdron
[...] książki oraz wpis „Modlitwa atesty” o jednej z [...]
Wiele zależy od definicji wiary i niewiary. Wiedzieć o istnieniu czegoś nie musi oznaczać modlenia się do tego, w końcu do stołka (Stołka? ;)) nikt się nie modli, choć nikt jego istnienia nie neguje. Gdyby bogowie byli normalnym elementem rzeczywistości, może traktowalibyśmy ich nieco tylko bardziej niż szefa? I mniej więcej tak odnosi się do nich Madrak, jego nie-modlitwy mają za cel domniemaną siłę jeszcze wyższą… No bo spytajmy: jaka byłaby religia bogów?
A mi się właśnie przypomniał pewien cytat ze Świata Dysku Terrego Pratchetta:
“Łatwo było mówić o czystej logice i o tym, jak cały Wszechświat podlega zasadom tej logiki oraz harmonii liczb. Fakty jednak były takie, że dysk – co każdy widział – płynął w przestrzeni na grzbiecie wielkiego żółwia, a bogowie mieli w zwyczaju odwiedzać domy ateistów i wybijać im szyby.”
:]
To chyba oczywiste. Jednak ateista to przecież nie ten, który się nie modli tylko ten, który odrzuca wiarę w istnienie bóstw.
W Świecie Dysku angielskiego pisarza, Terry’ego Pratchetta, bogowie lubią odwiedzać domy ateistów i wybijać im szyby w oknach. :) Pratchett również lubi absurd i czarny humor, więc polecam.
O, nie zauważyłem, że już ktoś wcześniej podał dokładny cytat… W sumie można było się tego spodziewać. :)
Czytałem to nastolatkiem będąc. Wtedy jednak jakoś aż tak bardzo nie zwracałem uwagi na kwestie wiary i niewiary. Pamiętam tylko, że uśmiałem się setnie :D Ale chyba spróbuję ją jakoś wygrzebać i sobie przypomnieć.
A jak tam Wasz światopogląd, Drodzy Czytelnicy ateiści? Czy jest na tyle mocny, żebyście stając oko w oko z bogami, pozostali przy nim?
Przeciez to zalezy wszystko od tego, jak sie zdefiniuje boga. Dla prymitywnych plemion wyznajacych kult cargo bogami byli biali ludzie, ktorzy pewnego razu zlecieli podniebnymi ptakami na ich wyspe i obsypali ich cala masa magicznych przedmiotow…
Ktorys z pisarzy powiedzial, ze kazda, odpowiednio zaawansowana technologia nie rozni sie niczym od magii dla laika.
Kwestia wiary to kwestia mentalnego nastawienia do rzeczywistosci.
Jedni w tym samym beda doszukiwac sie boga i cudow, inni stwierdza ze po pierwsze to, ze czegos nie rozumieja nie znaczy, ze musi byc pochodzenia boskiego. Po drugie, to ze czegos nie wiedza nie musi byc zrodlem lęku.
A Zelazny bardzo fajna ksiazke kpiarska napisal :)
Można jeszcze dodać, że Zelazny chętnie i oryginalnie żonglował mitologiami, zarówno mało znanymi (indyjską, mezopotamską), jak i typowymi (grecką, chrześcijańską), nieraz mieszając je ze sobą.
Dopiero wpadłem na pomysł, że miłośnicy Zelaznego mogli zanieść Stare Buty przed Pałac Prezydencki. :D
Buty się same zostawiły :D
To był chyba jakiś znak…