Oto 7 zasad, których zawsze powinien się trzymać każdy dobrze wychowany, kulturalny ateista.
- Grzeczność wymaga, by ateista nie mówił o swoim ateizmie publicznie. Wywleczony na światło dzienne ateizm stanowi bowiem nieprzyjemny widok, na który nikt, a już zwłaszcza dzieci, nie powinien być narażany. Ateizm winien być kontemplowany w ciszy i ciemności, gdzie jego miejsce.
- Wskazane jest by ateista zachował milczenie gdy dyskutowana jest moralność. Fundamentem moralności jest przecież wiara, którą od siebie świadomie odrzucił. Jego postawa etyczna jest więc podwójnie podejrzana: jako nie mająca transcendentnej podstawy oraz jako atrybut jednostki amoralnej, bo grzeszącej pychą.
- Ateista powinien trzymać język za zębami w dni świąteczne, są one bowiem przeznaczone do chwalenia Pana. Każde słowo wypowiedziane przez ateistę w dzień świąteczny jest atakiem na samą ideę święta. Dzieje się tak nawet jeśli nie jest to celem ateisty, albowiem sam jego głos tworzy bluźnierczy dysonans ze śpiewem wiernych.
- W sprawach religii ateista ma siedzieć cicho. Religia kształtuje co prawda rzeczywistość, w której ateista pomieszkuje, ale jest przecież dla ateisty siłą niezrozumiałą. Tym bardziej nie na miejscu jest pisanie przez ateistów książek o religii, jako że z definicji nie mają na ten temat nic do powiedzenia.
- Gdy mowa jest o Narodzie, ateista powinien się zamknąć i uważnie słuchać, bo mimo swoich aspiracji nie rozumie jego istoty ani nie jest jego częścią. Naród definiuje się bowiem przez historię i tradycję, od których ateista się odżegnuje. Milczenie i gotowość poprawy są warunkami, pod którymi Naród znosi obecność ateisty.
- W dyskusji o Bogu ateista ma trzymać gębę na kłódkę, a jeszcze lepiej odejść, jako że cokolwiek powie, będzie bluźnierstwem. Ateista jest bowiem całkowicie odcięty od swojej nieśmiertelnej duszy, która jest jedynym organem poznania Najwyższego. Każdy sąd wypowiedziany bez jej udziału będzie więc skażony ludzkim pierwiastkiem, a wypowiedziany przez ateistę — dodatkowo bezwstydem tegoż.
- Ateista winien zawrzeć ryj gdy mowa jest o Kościele. Kościół to Wspólnota Chrystusowa, z której ateista jest na własne życzenie wykluczony. Odrzucenie Chrystusa nie tylko odbiera ateiście tytuł moralny do oceny tej Wspólnoty, ale przede wszystkim jest belką w jego oku uniemożliwiającą mu właściwą ocenę źdźbeł grzechu kapłanów i wiernych.
Źródło: Azrael – zwykłe pisanie -> Nudzą y Brzydzą
Nie jestem pewien źródła. Jeżeli ktoś uważa, że popełniłem błąd, niech napisze o tym w komentarzu – poprawię. -> Dzięki, aleister.
Boże, błogosław ateizm
Ameba







Jak napisał Azrael wpis pochodzi z (niestety już skasowanego) bloga Nudzą y Brzydzą (na Psychiatryku24) – http://idiotsynkrzja.salon24.pl/, autorem jest von Humboldt Fleischer
Smacznego jajka http://whyevolutionistrue.wordpress.com/2010/04/03/caturday-felid-easter/ ;)
Dobrze wychowany przez kogo?
http://demotywatory.pl/1352360/Jestem-ateista#comments
śmiechu co niemiara (wklejam tu, bo nie znalazłem lepszego miejsca)
Drodzy pseudoateiści. Kiedy widzę jak się użalacie, że Kościół ogranicza waszą wolność to mi się słabo robi. Pewnie większość z was “nabyła” ateizm.
U mnie jest to raczej wrodzone bo cała moja rodzina jest niewierząca, nawet moi dziadkowie to ateiści.
Tworzycie takie strony bo musicie odreagować to, że rodzice wychowywali was w wierze. Wiem, że tak naprawdę na ateizm przechodzą osoby, które były wcześniej bardzo wierzące i słuchając księży, czy czytając biblię doszły do wniosku, że ta wiara nie jest logiczna. Rozumiem to i doceniam ale nie jesteście prawdziwymi ateistami.
Ateizm można porównać do szlachetnego urodzenia: albo ktoś jest szlachcicem albo nie. Nie da się tego nabyć, w waszych umysłach zawsze pozostanie dawna wiara, która się uaktywnia w chwili śmierci.
Jeśli tak naprawdę nie wierzycie w Boga, to po co tyle o tym piszecie? Zastanówcie się nad tym. Prawdziwy ateista nie rozprawia bez przerwy jaki to on jest niewierzący, nie dyskutuje z wierzącymi na temat wiary bo nie jest mu to do szczęścia potrzebne.
Zdecydowałam się to napisać, ponieważ przez takich wyzwolonych pseudoateistów lub antyteistów jest szargana reputacja prawdziwych ateistów. Jaki sens ma walka z Kościołem i nawracanie na niewiarę?
Widzę, że koleżanka nowa na blogu ;)
“Ateista” z definicji, to ten co odrzuca “teizm”, czyli wiarę w istnienie Boga/Bogów. Ni mniej, ni więcej.
Przyczyna “konwersji” na linii osoba wierząca/agnostyk -> ateista nie ma tutaj nic do rzeczy. Jest to to jedynie Twoja (wątpliwej jakości) opinia na ten temat.
Co więcej, ktoś mógłby zarzucić Ci, że Twój ateizm nie jest “wypracowany” i że nie włożyłaś żadnego wysiłku intelektualnego w kształtowanie owego aspektu swojej osobowości.
Przy takim braku refleksji, ktoś mógłby nawet pomyśleć, że gdybyś wychowała się w rodzinie np. katolickiej, to zostałabyś osobą wierzącą (zapewne również przekonaną o swoim “szlachetnym urodzeniu”).
“Zdecydowałam się to napisać, ponieważ przez takich wyzwolonych pseudoateistów lub antyteistów jest szargana reputacja prawdziwych ateistów.”
A konkretniej? ;)
“Ateizm można porównać do szlachetnego urodzenia: albo ktoś jest szlachcicem albo nie. Nie da się tego nabyć, w waszych umysłach zawsze pozostanie dawna wiara, która się uaktywnia w chwili śmierci.”
Dowcip roku. Dalej nie czytałem.
Masz racje Lauro.Brakowało takiej opinii na temat tego bloga.Całkowicie się z Tobą zgadzam.Wg. mnie osoby które współtworzą ten blog właśnie w taki sposób bronią się przed wieloma wątpliwościami i często nie potrafią sobie z nimi poradzić,a tym samym tracą energie na podtrzymywanie swojego “ateizmu”.Z drugiej strony warto się czasem pośmiać z różnych absurdów jakich wszędzie pełno,ale tracić czas na te wszystkie humoreski raczej nie przystoi ;).
Czasami czytam również inny blog,który polecam:
http://ateista.blog.pl/
Koleżanka się za dużo “Zmierzchu” naoglądała.
“Tylko wampir czystej krwi i szlachetnego urodzenia jest prawdziwym wampirem. Wy, pseudowampiry przez ugryzienie, wampiry półkrwi, nie możecie równać się z doskonałością przymiotów wampira przez urodzenie. Na zawsze pozostanie w was dawne człowieczeństwo i to zwierzęce pochodzenie męczy was, dlatego wciąż o nim rozprawiacie, a zaprawdę powiadam wam, prawdziwy wampir nie mówi o swoim wampiryzmie, bo uwłacza to jego godności.”
:D
Lauro, nie sądzę, żebyś była ateistką. Myślę, że katechetka nie powinna się podszywać pod inne osoby, bo to niegodne.
Eeee… co ma światopogląd do urodzenia? To tak jakby urodzić się Demokratą, albo Anarchistą….. Einstein był jednego pewien, wszechświat ma granice, a jeśli chodzi o głupotę ludzką to miał wątpliwości co do tej granicy.
Dokładnie Lauro. Całkowicie się z tobą zgadzam.
A z siedmioma powinnościami ateisty zgadzam się w 100%.
W końcu jakaś prawda na tym blogu.
Nawróćcie się, tylko Bóg może wam pomóc.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak Szatan wami kieruje, jaką ma nad wami władzę, jak was mami i zaślepia.
Tylko pokorna służba Bogu daje możliwość zbawienia.
@Laura – z początku wyglądało mi to na prowokacje ale na wszelki wypadek odpiszę.
“Tworzycie takie strony bo musicie odreagować to, że rodzice wychowywali was w wierze. Wiem, że tak naprawdę na ateizm przechodzą osoby, które były wcześniej bardzo wierzące i słuchając księży, czy czytając biblię doszły do wniosku, że ta wiara nie jest logiczna.” – Myślę, że nie chodzi o to, żeby odreagować, a żeby pokazać ludziom powątpiewającym, że ateistów jest coraz więcej i żeby sami mogli zobaczyć niektóre niedorzeczne fakty w świetle humorystycznym.
Jestem ateistą, ale nigdy nie byłem osobą bardzo wierzącą i słuchającą księży. Od małego byłem zmuszany (głównie przez babcię) do chodzenia do kościoła. Sensu w tym nigdy nie widziałem. Po prostu tu nic nie współgra, a jak jeszcze kilka faktów naukowych człowiek przyswoi i włączy myślenie to odpowiedź nasuwa się sama.
“U mnie jest to raczej wrodzone bo cała moja rodzina jest niewierząca, nawet moi dziadkowie to ateiści.(…)Rozumiem to i doceniam ale nie jesteście prawdziwymi ateistami. Ateizm można porównać do szlachetnego urodzenia: albo ktoś jest szlachcicem albo nie.” – Nie wiem czy chcesz się w ten sposób dowartościować albo udowodnić swoją szlachetną wyższość, w każdym razie brzmi to trochę agresywnie. Jak można być pseudoateistą ? Albo jest się teistą albo ateistą i tyle. PS: zapewne cała Twoja rodzina przez wszystkie te wieki była ateistyczna, tak? Nie wydaje mi się, spalonoby któregoś twojego przodka na stosie, przez co Ciebie by na świecie nie było.
“Jeśli tak naprawdę nie wierzycie w Boga, to po co tyle o tym piszecie? ” – żeby wskazać drogę innym.
“Prawdziwy ateista nie rozprawia bez przerwy jaki to on jest niewierzący, nie dyskutuje z wierzącymi na temat wiary bo nie jest mu to do szczęścia potrzebne.” – tu niestety również mam pewne zastrzeżenia. Jak już wcześniej wspomniałem, nie widzę żadnych podziałów wśród ateistów na prawdziwych i tych “fake”. Z drugą kwestią jestem zdolny się zgodzić w pewnym procencie, gdyż zazwyczaj wierzący są zbyt zaślepieni i od małego zindoktrynowani przez Kościół, by zauważyć pewne fakty.
–no i ostatnie–
“Jaki sens ma walka z Kościołem i nawracanie na niewiarę?” – 11.XI.2001; W USA szerzy się kreacjonizm i sprzeciw przeciwko ewolucjonizmowi. W niektórych szkołach uczy się, że Ziemia ma 6000 lat, cała Biblia jest prawdą itd. Zresztą tak samo w Anglii.
BTW : A jaki sens ma Kościół i wiara? (…) Wolę żyć w świecie pełnym sensu, a nie bezsensu :S .
“Z początku wyglądało mi to na prowokacje ale na wszelki wypadek odpiszę.”
Otóż to, otóż to… ;)
TomeQ~ Nawracanie ludzi na niewiarę moim zdaniem jest dośc ostrym posunięciem co ci szkodzi że “W USA szerzy się kreacjonizm i sprzeciw przeciwko ewolucjonizmowi. W niektórych szkołach uczy się, że Ziemia ma 6000 lat, cała Biblia jest prawdą itd. Zresztą tak samo w Anglii.” Czy to w jakikolwiek sposób utrudnia tobie funkcjonowanie? Moim zdaniem jeżeli oni nie narzucają tobie swych przekonań to dlaczego ty miał byś ich na siłę uszczęśliwiać swymi.
I zanim zwrócisz mi uwagę jak można odrzucać teorię ewolucji chciałbym zauważyć, że jest ona nadal tylko TEORIĄ. Fakt, że najlepiej opisującą pewne zjawiska zachodzące w przyrodzie i najpopularniejszą. Ale jak każda dobra TEORIA posiada ona wyjaśnienia konkurencyjne i to ku, któremu z nich się zwracasz to już twoja prywatna sprawa.
Pozdrawiam i oczekuje na ewentualną odpowiedź
I niech moc będzie z wami
No fakt, może tego zaznaczać tak nie powinienem, no ale w każdym razie uważam za trochę niedorzeczne nauczanie wg Biblii, gdy jest tyle dowodów na słuszność tej drugiej teorii.
No może po prostu za bardzo lubię Dawkinsa i po prostu nie chciałbym kiedyś pojechać do USA wśród ludzi którzy wierzą, że Ziemia ma 6k lat.
A całe pytanie “Jaki sens ma walka z Kościołem i nawracanie na niewiarę?” wg mnie trochę za bardzo odnosi się tylko do Kościoła.
Popatrzeć wystarczy na pełny miłości i zamachów Islam ;).
[i]I zanim zwrócisz mi uwagę jak można odrzucać teorię ewolucji chciałbym zauważyć, że jest ona nadal tylko TEORIĄ. Fakt, że najlepiej opisującą pewne zjawiska zachodzące w przyrodzie i najpopularniejszą. Ale jak każda dobra TEORIA posiada ona wyjaśnienia konkurencyjne i to ku, któremu z nich się zwracasz to już twoja prywatna sprawa.[/i]
No właśnie nie. Teoria w nauce nie oznacza czegoś o wątpliwym statusie a już na pewno nie potrzebuje konkurencyjnych wyjaśnień, by być prawomocną. Istotą teorii naukowej jest to, że jest intersubiektywnie komunikowalnym i weryfikowalnym sposobem opisu pewnego wycinka rzeczywistości, możliwe, że zwodzi Cię potoczne rozumienie tego słowa i mylisz ją z hipotezą ;-). Istnieje np. teoria grawitacji która tłumaczy dlaczego ciała spadają na ziemię i o ile mi wiadomo, rzetelni naukowcy jej nie kwestionują, ponieważ została wielokrotnie zweryfikowana i nie ma równie dobrze pasujących do faktów wyjaśnień. Jeśli mamy być uczciwi – nie ma równie dobrze wyjaśniających złożoność życia teorii naukowych – ewolucja nie ma poważnej konkurencji i tak naprawdę jest chyba jedną z najlepiej udokumentowanych teorii w biologii. Kreacjonizm to nie nauka, nie stosuje je metod i właśnie o uświadamianie tego ludziom chodzi – wiele rzeczy jest błędnie rozumianych i nierzetelnie przedstawianych.
saunterer
Hmm zastanawiam się w którym miejscu popełniłem błąd w moim poście, który zasugerował tobie, że uważam iż powątpiewam w prawdziwość teorii ewolucji? Ale jakoś nie mogę tego miejsca znaleźć Wydaje mi się, że to zdanie “jest ona nadal tylko TEORIĄ. Fakt, że najlepiej opisującą pewne zjawiska zachodzące w przyrodzie i najpopularniejszą” w żaden sposób jej nie podważa. Osobiście nie mam do niej żadnych zastrzeżeń i doskonale zdaję sobie sprawę że jest to najlepsza teoria wyjaśniająca różnorodność życia na naszej planecie. Mogli byśmy teraz podjąć przydługą dyskusje zaczynającą się od metodologi procesu naukowego a kończąc na definicjach dowodu, ale nie o to chodzi. Sednem, które chciałem zawrzeć w swojej wypowiedzi jest to, że nawracanie kogokolwiek na cokolwiek moim zdaniem nie jest dobrym pomysłem (Chyba w tym miejscu nie muszę przypominać ile krzywd zostało wyrządzonych innowiercom w czasie nawracania na jeden słuszny światopogląd?). Jeżeli ktoś uważa, że jest produktem siły wyższej a nie pochodzi od małpy jego prawo a mi osobiście nic do tego.
:)
Nie chodzi mi tyle o prawdziwość teorii ewolucji, co sformułowania “to tylko teoria [są inne]” i ew. o konkurencyjność “innych teorii” która jest nieprawdziwa ;-). To ku któremu się zwracasz to oczywiście prywatna sprawa – gorzej jeśli czyjeś niedoinformowanie wpływa np. na decyzje odnośnie kształcenia w szkołach. Ci ludzie podejmują potem mające wpływ na życie innych ludzi (abstrakcyjnie – moje życie) decyzje np. w głosowaniach w oparciu o swoje średniowieczne poglądy. No i znam ludzi, którzy wierzą w “jakąś siłę” bo potrzebują wyjaśnienia fenomenu różnorodności i dopasowania życia na Ziemi. Jeśli oni mają prawo głosić bzdury, ja mam prawo o tym mówić.
Jeżeli ktoś uważa, że jest produktem siły wyższej a nie pochodzi od małpy jego prawo a mi osobiście nic do tego.
Zastanawiam się dlaczego ta ‘małpa’ tak przeszkadza wielu wierzącym, skoro nie przejmują się tym że genetyczne różnice są (ilościowo) niewielkie (i słusznie, w końcu najważniejsza nie jest liczba genów i różnic między nimi – to trochę bardziej skomplikowana sprawa). Nie martwi ich też to że każdy człowiek bierze początek z plemnika i komórki jajowej, a wszystko to dzieje się w jakiejś mazi ;-) , natomiast robią teh dramę z tego, że życie mogło powstać w pierwotnej ‘zupie’ ze stosunkowo prostych związków chemicznych.
Podobnie nieznaczący (for everyday life) jest fakt, że jesteśmy zbudowani z ‘gwiezdnego pyłu’ – materii, która powstała (z wodoru) i budowała gwiazdy – złośliwie można stwierdzić że jesteśmy zbudowani z g…, bo zanim materia naszych ciał trafiła do nas przeszła przez niejedną kupę :-D
Nie dość że myślenie magiczne (jak pamięć wody u homeopatów), to jeszcze niekonsekwentne.
saunterer
“Nie chodzi mi tyle o prawdziwość teorii ewolucji, co sformułowania “to tylko teoria [są inne]” i ew. o konkurencyjność “innych teorii” która jest nieprawdziwa ;-)” No jakże to tak, że stwierdzenie o istnieniu konkurencyjnych teorii jak powstało życie jest nieprawdziwe? A o czym my tu cały czas dyskutujemy? czym jest teoria kreacjonistyczna jeśli nie konkurencja dla teorii ewolucji?
Już o samej jakości tej “konkurencji” nie będę się wypowiadał pozwólmy by dobór naturalny sam zadecydował o przetrwaniu tej bardziej wartościowej ;-)
aleister
Mi bardzo pasuje to o czym piszesz. Bo przez jaką drogę nie musiała by przejść “moja” materia, to świadomość współdzielenia przodków z gwiazdą działa podbudowująco na moje Ego ;-)
“czym jest teoria kreacjonistyczna jeśli nie konkurencja dla teorii ewolucji?”
Możliwe, że nie wyrażam się dostatecznie precyzyjnie ale możliwe też, że po prostu nie możemy dojść do porozumienia, ponieważ jest jakaś nieprzeskakiwalna przepaść pomiędzy naszymi sposobami rozumienia tej kwestii.
W moim rozumieniu nauki (wydaje mi się, że bardzo bliskim ogólnie w nauce przyjętemu), “teoria kreacjonistyczna” nie jest w żaden sposób konkurencyjna wobec NAUKOWEJ teorii ewolucji drogą dobru naturalnego. Kreacjonizm jest z definicji nienaukowy, nie wyjaśnia niczego, czego nie wyjaśniałaby ewolucja a reszta naszej wiedzy przeczy jego założeniom i wreszcie operuje na innej płaszczyźnie wyjaśniania świata – religijnej. Jest mitem, który można sobie opowiadać ale którego nie można brać za adekwatny do rzeczywistości w świetle nauki.
Owszem, konkuruje w kwestii popularności wśród społeczeństwa (jako sposób wyjaśniana, który ktoś może uznać za prawdziwy), ale ja nie mówię o tym. Ktoś rzeczywiście może myśleć, że ma do wyboru kreacjonizm i ewolucję jako równorzędne wyjaśnienia, tyle, że jest to błędne postawienie sprawy i zwyczajna nieprawda (jeśli się cokolwiek na ten temat wie – jeśli się nie wie, po to właśnie edukuje się ludzi). Ten komentarz prosi się o jakiś argument w stylu FSM czy IPU – “to ja twierdzę, że życie na Ziemi pochodzi od Uczciwych Niekłamiących Polityków i stwarzam tym samym konkurencję dla TYLKO TEORII ewolucji”. No nie, to tak nie działa ;-).
Kreacjonizm jest z definicji nienaukowy, nie wyjaśnia niczego (…)
Spotkałem się z argumentacją że w archeologii dopuszcza się działanie ‘inteligentnego projektanta’ (artefakty, rysunki, malowidła), wobec tego w biologii też można by było. Jest tylko jeden problem – archeolog nie poprzestaje na stwierdzeniu że coś nie mogło ‘samo’ powstać, tylko szuka na to argumentów, dowodów (kości, narzędzia, materiały itp. rzeczy) wskazujących na to że w pobliżu znaleziska przebywały w miarę inteligentne istoty, stara się coś o nich powiedzieć (jak wyglądały, co jadły, jakie miały zwyczaje,…), jak sporządzono dane przedmioty/narzędzia, jaką techniką wykonano malowidła; skąd, z czego i jak uzyskano barwniki itd. Z kolei goście od ID zatrzymują się na stwierdzeniu że coś zostało zaprojektowane i nie da się stwierdzić przez kogo (choć nieoficjalnie (?) większość dobrze wie przez kogo, przepraszam wierzy ;) i w jaki sposób, więc chyba nie równoważności między twierdzeniami ID a archeologii.
Jest mitem, który można sobie opowiadać ale którego nie można brać za adekwatny do rzeczywistości w świetle nauki.
Trochę offtop (strumień świadomości): Dosłowna interpretacja opowieści (mitu) aż prowokuje do absurdalnych eksperymentów myślowych. Jeśli wziąć na warsztat np. początek Księgi Rodzaju (jakże oryginalny pomysł ;) to nasuwa się kilka pytań typu ‘co by było gdyby’, np.
Co by było gdyby część potomstwa Adama i Ewy została spłodzona przed incydentem z wężem (a część po)? albo gdyby Adam nie dał się namówić na przekąskę?
Jeśli natomiast mit potraktujemy jak mit, to pytania te nie mają żadnego sensu – wydaje mi się (nie jestem religioznawcą, to tylko moja teoria od czapy!), że jakkolwiek struktura (fabuła) opowieści może być skomplikowana, to pojedyncze wydarzenie zwykle ma jednoznaczną wymowę, tzn. bardzo łatwo ocenić je w kategoriach dobra i zła (przynajmniej intuicyjnie – wywołuje silne emocje), nie ma miejsce na etyczne komplikacje, ważenie argumentów.
To katolicy o swojej wierze rozmawiać już mogą, a ateiści o swojej “wierze” to już nie? Hmm czy katolicy nie mówią o miłości do bliźniego i tolerancji?
Ja popieram takie blogi, bo dobrze wiedzieć, że czasem na tym świecie istnieją inni, o podobnych “poglądach” ludzie, z którymi można porozmawiać na takie czy nie inne tematy :)
Się znalazła ateistka czystej krwi.
A ja uważam całkiem inaczej. Wolę kiedy ktoś sam do czegoś dojdzie, a nie tylko siedzi na tyłku i bezmyślnie robi to czego został nauczony. Człowiek to nie pies, potrafi myśleć samodzielnie i nie da się tresować.
I wiesz co? Wolę nawet kogoś kto przyjął wiarę bo zaczął samodzielnie myśleć i doszedł do wniosku, że Bóg istnieje, niż osobę której nie chce się nawet zastanowić nad sprawami wiary i która siedzi w swoim ateizmie bo tak została wychowana.
Oczywiście najlepiej jest kiedy ktoś wierzący staje się ateistą bo to może nie wymaga jakiegoś specjalnego wysiłku intelektualnego (brak logiki w Biblii i sprzeczność nauk głoszonych przez Kościół zauważy nawet idiota) ale przede wszystkim wymaga wyzbycia się lęku przed śmiercią i fałszywej nadziei na wieczne życie, a to już jest trudne.
Przykro mi, że potraktowaliście, to co napisałam jako prowokację.
To pewnie dlatego, że użyłam słów krytyki i wypowiedziałam się w 2 osobie liczby mnogiej, co powoduje wrażenie dystansu.
“Przy takim braku refleksji, ktoś mógłby nawet pomyśleć, że gdybyś wychowała się w rodzinie np. katolickiej, to zostałabyś osobą wierzącą (zapewne również przekonaną o swoim “szlachetnym urodzeniu”).”
@Stołek – nie wiem na jakiej podstawie uważasz, że jestem przekonana o swoim “szlachetnym urodzeniu”, ja tylko porównałam ateizm do szlachectwa, to nie znaczy, że uważam się za osobę lepszą od innych. W tym porównaniu chodziło mi tylko o to, że ateizm jest sprawą wychowania, a nie nagłej decyzji.
Z tym szarganiem reputacji ateistów chodziło mi o to, że załóżmy jakiś ksiądz natknie się na taki prześmiewczy blog i potem wmawia ludziom, że ateiści atakują Kościół i religię.
@M – jeśli tak bardzo śmieszy cię mój komentarz to zachowaj to dla siebie bardzo cię proszę.
@privateart – miło, że chociaż ty mnie rozumiesz.
@TomeQ – “Nie wiem czy chcesz się w ten sposób dowartościować albo udowodnić swoją szlachetną wyższość, w każdym razie brzmi to trochę agresywnie. Jak można być pseudoateistą ? Albo jest się teistą albo ateistą i tyle. PS: zapewne cała Twoja rodzina przez wszystkie te wieki była ateistyczna, tak? Nie wydaje mi się, spalonoby któregoś twojego przodka na stosie, przez co Ciebie by na świecie nie było.”
Podobnie jak Stołek doszedłeś do wniosku, że uważam się za osobę lepszą od innych, co nie jest prawdą. Kiedy pisałam o swojej rodzinie miałam na myśli współcześnie żyjących jej członków, jeśli chodzi o przodków żyjących w średniowieczu, to byli oni oczywiście katolikami.
@navrant – ateizm to nie jest wiara tylko brak wiary w Boga lub bogów. Oczywiście, że możemy o tym rozmawiać, tylko po co? To tak jakby rozprawiać o tym, że wiara w istnienie krasnoludków jest bezsensowna i wciąż przedstawiać dowody ukazujące nielogiczność takiej wiary.
@Murlok – dobrze, że uważasz inaczej. Tylko niefajnie zacząłeś: “Się znalazła ateistka czystej krwi.” Jesteś kolejną osobą, która zakłada, że uważam się za lepszą od innych.
“Oczywiście najlepiej jest kiedy ktoś wierzący staje się ateistą bo to może nie wymaga jakiegoś specjalnego wysiłku intelektualnego (brak logiki w Biblii i sprzeczność nauk głoszonych przez Kościół zauważy nawet idiota) ale przede wszystkim wymaga wyzbycia się lęku przed śmiercią i fałszywej nadziei na wieczne życie, a to już jest trudne.” Właśnie dlatego, że jest to trudne większość pseudoateistów nie wyzbywa się tego wewnętrznego lęku i dlatego na łożu śmierci natychmiast się nawracają. Nie jestem psychologiem ale wydaje mi się, że właśnie ten nieuświadomiony, wewnętrzny lęk przed śmiercią przy jednoczesnym uznaniu nielogiczności wiary sprawia, że pseudoateiści tak bardzo lubują się w wyśmiewaniu religii i wiary. Zauważ także, że pseudoateista, który wcześniej był katolikiem bardzo lubi wyśmiewać Kościół, a pseudoateista, który wcześniej był wyznawcą hinduizmu lubuje się w wyśmiewaniu tej właśnie religii. Podobnie jest w przypadku innych religii. Oczywiście to wyśmiewanie się nie musi być ukazywane wprost, zwykle polega ono na ukazywaniu błędów danej religii i dowodzeniu, że ateizm jest lepszy i to jest właśnie takie popisywanie się ateizmem, które nie ma sensu.
Pozdrawiam ;)
A czy uważasz że taki “pseudoateista” który dalej ma utajony lęk przed śmiercią jest w stanie wychować dzieci bez tego lęku?
Co do wyśmiewania wiary – jak lepiej pokazać jej brak rozsądku jak nie poprzez satyrę?
Wyśmiewanie swojej byłej wiary łatwo wytłumaczyć – po prostu o niej wie się najwięcej, aspekt powszechności danej religii w danym społeczeństwie też nie jest bez znaczenia.
Lauro,
Po pierwsze, jeśli dobrze Cię rozumiem, uważasz ateizm z wychowania za niejako “wyższy” od nabytego. Otóż odważyłbym się stwierdzić, że to jednak osoby, które nabyły ten światopogląd drogą własnych rozważań mogłyby być uznawane za “prawdziwych” ateistów. Wychowanie w ateizmie jest swego rodzaju indoktrynacją i z własnego doświadczenia wiem, że niektórzy tacy ateiści trwają przy swoich poglądach z tej samej zasady co wierzący.
Wychowany ateista nie musi również dochodzić sam do swojego światopoglądu. Wydaje Ci się, że każdy odrobinę inteligentny człowiek odrzuci wiarę. Nie doceniasz potęgi indoktrynacji, potęgi wymyślonego przyjaciela, potęgi niewidzialnego powiernika – potęgi religii. Wiele osób logicznie myślących, inteligentnych, perfekcyjnych kandydatów na ateistów można powiedzieć, trzyma się nadal swojej wiary.
Piszesz, że wychowany ateista nie ma lęku przed śmiercią. Myślę, że sam lęk jest niezależny od światopoglądu w tym wypadku. Raczej chodzi o konsekwencję w swoich poglądach i obecność głęboko ukrytej, dawno zakorzenionej wiary w umyśle człowieka. Muszę się więc zgodzić, że ateista, który był mocno indoktrynowany religią w dzieciństwie ma większe szanse na nawrócenie się przed śmiercią niż osoba, która nigdy nie wierzyła.
Co do wyśmiewania się z religii, żyjemy w kraju, w którym religia jest nadal jednym z ważniejszych problemów. Dlatego, tak jak z polityków, wyśmiewamy się też z religii. A jak już kiedyś pisałem, kpienie i obrażanie jest zdrowe dla społeczeństwa – hamuje rozwój radykalnych i irracjonalnych zachowań, zmusza do przemyślenia własnych przekonań.
Pojęcie “pseudoateista” funkcjonuje najczęściej w nomenklaturze filozofii katolickiej. Nie dziw się więc, że jesteś traktowana z podejrzliwością. KUL?
do punktu o moralności: to, że jest się ateistą, nie znaczy, że człowiek nie umie odróżniać dobra od zła, każdy ma sumienie; aby dobrze postępować nie potrzebna mi wiara w Boga!
do Laury nigdy nie byłam bardzo wierząca! to, co piszesz jest jedynie twoim wymysłem… i uważam, że owszem katolicy (NIEKTÓRZY), A RACZEJ KATOLICCY POLITYCY I K.Kat. OGRANICZA MOJĄ WOLNOŚĆ, BO:
a) to z moich podatków Kościół czerpie zyski,mimo mojej niezgody na to; b) religia nauczana jest w szkołach świeckich jako nauka, a nią nie jest i to ja musiałam przez godzinę nie wiedzieć, co z sobą robić, nikt się mną nie zajmował, mimo, że byłam dzieckiem i tylko dlatego, że nie chodziłam na religię; c) to ja nie mogę w święta religijne pracować, bo tak sobie wymyślili katoliccy politycy i można tak mnożyććććććććć!!!!
TAKŻE TAK OSOBY NIE WIERZĄCE W SŁUSZNEGO BOGA W PL SĄ DYSKRYMINOWANE!
Laura nie wolno obrażać nikogo ze względu na wiarę, ale i niewiarę; pamiętaj o tym, stukając w klawiaturę
,,Pamiętajcie, że i niewiara może być czyimś najświętszym uczuciem. Nie szargajcie jej.”
Stanisław Jerzy Lec
Droga Lauro
Wrażenie twego przekonania o swym “szlacheckim urodzeniu” powstaje w prosty sposób. Otóż gdy wspominasz o swym rodzinnym Ateizmie z dziada pradziada i porównujesz go do szlachectwa wniosek nasuwa się sam.
Dla ścisłości opinia wygłoszona przez ciebie w zdaniu “Ateizm można porównać do szlachetnego urodzenia: albo ktoś jest szlachcicem albo nie. Nie da się tego nabyć” nie jest do końca poprawne gdyż tytuł szlachecki jak najbardziej można było nabyć w toku swojego życia :)
Jeżeli chodzi o twoje (domniemane dodam) poczucie wyższości nad innymi to zapewne wina tego nieszczęsnego porównania ateizmu do szlachectwa. Ponieważ Szlachcic był kimś kto z powodu urodzenia się w danej rodzinie uważał się za lepszego od “pospólstwa”, no i tu może nasunąć się porównanie do twego ateistycznego urodzenia.
Co do twojego spostrzeżenia, że jesteśmy zanurzeni w swojej tradycji muszę się z tobą jak najbardziej zgodzić. Mi też wydaje się, że w Polsce jest się przede wszystkim AKatolikiem. Być może w Indiach jest się przedewszystkim AHinduistą, co do tego czy w krajach arabskich istnieje jakikolwiek ŻYJĄCY zadeklarowany AMuzułmanin mam pewne wątpliwości ;)
A co do ewentualnej szkodliwości bloga. To co komu tak naprawde one przeszkadza? Autora znam osobiście i wiem, że za powstaniem tej przystani niewiernych ;) stało raczej jego poczucie humoru, niż chęć ateistycznej ewangelizacji i walki z kościołem.
pozdrawiam i oczekuje twej ewentualnej odpowiedzi :)
I niech moc będzie z wami
Skoro przodkowie w średniowieczu byli katolikami, a wszyscy obecnie żyjący (kilka pokoleń wstecz) są ateistami, to gdzieś po drodze któryś przodek musiał ateizm nabyć “niegodną” drogą własnych przemyśleń i przeciwstawiania się teistycznej większości. Jego potomkowie “odziedziczyli” już ateizm tak jak wielu dziedziczy religię- bezmyślnie.
Także nie ma się czym chwalić, dowartościowywać i wywyższać, bo to nie ty byłaś tym, kto w trudniejszych dla ateistów czasach był rodzinnym pionierem ateizmu.
Czytając to przypomniała mi się książka “Harry Potter” tam było kilka postaci. Hermiona Granger oraz Draco Malfoy ;) Laura przypomina mi tego Draco, który jest przekonany o swojej czystej krwi jednak Hermiona jest o wiele bystrzejsza i mądrzejsza ;)
Niestety, ateizm, jeśli chodzi o symptomy, bardzo przypomina wiarę, tyle że a rebours.
Niepostrzeżenie (nawet dla samych ateistów), staje się ideologią. Stąd nieprzeparta potrzeba, by ten swój ateizm (nabyty czy też odziedziczony) manifestować (choćby pisząc poświęcone ateizmowi blogi).
Gdyż każda ideologia szuka swojej afirmacji i współwyznawców, próbując rozszerzyć swoją przestrzeń mentalną.
Ateizm jest też wg mnie ideologią… (no niech będzie: światopoglądem) nastawioną na zaprzeczenie, negację (co ujawnia juz sam przedrostek “a”(teizm), czyli dosłownie: “przeciw” bogu, bardziej niż “bez” boga (o czym świadczą te wszelkie tyrady ateistyczne, w których broni się niczego innego, jak własnych PRZEKONIAŃ o nie-istnieniu Boga).
Napisałem “przekonań”, bo przecież nie może to być “wiedza”.
Niestety, ateizm jest też wg mnie właśnie rodzajem wiary, ponieważ człowiek nie jest w stanie “wiedzieć”, że Boga nie ma, a jedynie wierzyć, że go nie ma. Ponieważ istnienia Boga nie jesteśmy w stanie udownodnić, tak samo, jak nie jesteśmy w stanie udowodnić to, że Bóg nie istnieje. Kto twierdzi inaczej, ten przecenia naszą zdolność poznania tego, co istnieje (JEST) niezależnie od naszego postrzegania rzeczywistości – bo przecież nie możemy twierdzić, że istnieje jedynie to, co postrzegamy.
Innymi słowy: jesteśmy zdolni postrzegać jedynie mały wycinek tego, co JEST; czyli: nasze całościowe ogarnięcie/zrozumienie/opisanie tego co JEST, jest niemożliwe. A w tej przestrzeni niedostępnej naszemu postrzeganiu/pojęciu/zrozumieniu może właśnie istnieć byt zwany przez nas Bogiem, (który nota bene ludzie próbują sobie – na wiele różnych sposobów – wyobrazić).
Co do udowadniania nieistnienia boga, polecam te dwa wpisy na naszym blogu:
1. http://boskiateista.pl/2008/11/17/czajniczek-russella/
2. http://boskiateista.pl/2010/04/07/udowadnianie-nieistnienia/
:)
Na pierwszym wykładzie z filozofii, wieki już temu, sugerowano mi: “jeśli ktoś w pierwszym zdaniu rzuca od niechcenia obce słówko, zapytaj go, co ono znaczy”.
Ateizm = wiara a rebours. Czy wiesz, co chciałeś powiedzieć?
Ateizm, podobnie jak teizm nie jest ideologią/światopoglądem/religią, tylko elementem tychże. Jakkolwiek teizm (w jakiejś odmianie) jest najważniejszym elementem wielu religii, to można być teistą nie wyznając żadnej z nich (‘Bóg filozofów’). Natomiast jeśli idzie o ateizm (czy agnostycyzm), to ciężko mi uznać go za najważniejszy składnik światopoglądu – dużo ważniejsze są racjonalizm, sceptycyzm, naturalizm, itp., których niewiara jest ‘tylko’ konsekwencją.
[...] każdym razie pomyślałem, że świetnie wpisze się on w toczoną pod tym wpisem [...]
To ideał ateisty wg wierzącego :]
Ten ideał mnie nie dziwi. Mówienie o bogu, gdy zaczyna brakować argumentów racjonalnych i trzeba się odwołać do tajemnicy, powoduje dyskomfort. Normalne zjawisko psychiczne. Nie ma sensu się go wstydzić.
Zrównywać problem istnienia Boga (jako przyczyny sprawczej naszego świata) do kwestii istnienia czajniczka (krążącego po orbicie okołoziemskiej) jest przejawem infantylizmu (i dość wąpliwej jakości dowcipem).
(Nikt o zdrowych zmysłach nie może twierdzić, że czajniczek stworzył świat).
Fanatyczne upieranie się przy stosowaniu logiki do zrozumienia tego, co JEST, często prowadzi do absurdu.
Być może więc B. Russell był zdziecinniały. Nie zmienia to jednak faktu, że nikt nie przedstawił mu sensownego kontrargumentu w tej sprawie.
Osobiście uważam, że wymyślanie osobowej przyczyny sprawczej na drodze porównania “skoro moja kupka ma osobowego autora i obiadek w moim domu ma osobowego autora, to świat ma osobowego autora” jest infantylne.
Logika przy tłumaczeniu rzeczy istniejących nie prowadzi do absurdu pod jednym warunkiem: gdy nie dodajemy do świata rzeczy istniejących panów z brodami, którzy mówią przez proroków i wysyłają własnych synów (sic!), żeby naprawiali świat, który ich ojciec sam kiepsko stworzył, choć najsampierw jako wszechwiedzący wiedział już, że będzie musiał wysłać syna, by ten naprawiał świat, który ojciec kiepsko stworzył, ale stworzył kiepsko bo … (i tu nigdy nie dowiaduję się od wierzących dlaczego, bo tajemnica, tajemnica), ale w każdym razie za kiepski świat jest odpowiedzialny człowiek (?), za to bóg jest miłosierny i wszechmocny, chociaż świat kiepsko stworzył. Czy to ma sens? Wiem, że nie. I…?
“Osobiście uważam, że wymyślanie osobowej przyczyny sprawczej na drodze porównania „skoro moja kupka ma osobowego autora i obiadek w moim domu ma osobowego autora, to świat ma osobowego autora” jest infantylne.”
Cecylka jedna uwaga. Nie jest to zachowanie infantylne. Tylko działanie wytworzonych w toku ewolucji mechanizmów umysłowych, które automatycznie podsuwają nam sugestie, że za każdym działaniem, które można uznać za celowe, kryje się jakaś intenconalność
PS. Jakaś przyczyna świata musiała być. Natomiast dlaczego:
1. musi być celowa;
2. dlaczego jest w tym założenie, że sama nie została przez nic stworzona;
tego zwolennicy tych dwóch teorii nie potrafią wytłumaczyć.
Być może był to ciąg wielu małych przyczyn, a ta pierwsza, jakiś zagubiony neutron, nie byłaby warta splunięcia, a tym bardziej ołtarzy.
Witam wszystkie siostry i braci w niewierze. Dopiero dziś wpadłem via “fejsbók” na tę stronkę. Co do siedmiu powinności ateisty…lepiej nie można o było tego ująć. Autor jednak nie był Polakiem. Nasze realia wydłużyłyby tę listę do co najmniej 20 punktów. Pozdro
Ale niektórzy tu mają pomysły. Nie jestem katechetką (studiuję aktorstwo jakby to kogoś interesowało), nigdy nie uczęszczałam na zajęcia z religii, a o sprawach związanych z Kościołem wiem głównie z telewizji, prasy i internetu.
Wygląda na to, że muszę uściślić kto jest ateistą, a kto jest pseudoateistą. Ateista to ktoś, kto nie wierzy w bogów, natomiast pseudoateista to ktoś, kto na każdym kroku podkreśla nielogiczność wiary i popisuje się swoim ateizmem. Oczywiście może być tak, że ktoś jest równocześnie ateistą i pseudoateistą. Można być też antyteistą czyli kimś, kto walczy z wiarą w bóstwa. To jest dość często spotykane u ateistów, którzy zauważają, że ta wiara powoduje wiele zła jak np. usprawiedliwianie zbrodni, wojny, ataki terrorystyczne i widzą, że lepiej by było na świecie, gdyby osłabiono wpływ religii na życie ludzi. Skrajny antyteizm zakłada całkowite wykorzenienie wiary w bóstwa.
Są również antyklerykałowie, którzy nie zgadzają się na różne udogodnienia, które przysługują kapłanom danej religii (w Polsce problem dotyczy głównie katolickich księży), jak np. niepłacenie podatków przez kapłanów. Skrajny antyklerykalizm zakłada zlikwidowanie warstwy kapłańskiej.
Nie jestem osobą, która się nad niczym nie zastanawia i nie ma własnego zdania. Jestem ateistką, mam poglądy lekko antyteistyczne i antyklerykalne. Nie rozumiem natomiast pseudoateizmu, wydaje mi się, że takie osoby podświadomie wierzą w boga, choć świadomie deklarują się jako wierzący. Można to porównać do kompleksu niższości, gdy ktoś podświadomie uważa się za osobę “gorszą” od innych, a w zachowaniu często ujawnia agresję, pragnienie dominacji i chęć podkreślenia swojej wartości.
Wracając jeszcze do moich poglądów. Uważam, że w szkołach nie powinno być krzyży, a lekcje religii powinny odbywać się w Kościołach (i naturalnie nie powinno być ocen z tego przedmiotu na świadectwie szkolnym).
Nie wiedziałam, że moje komentarze zainspirują was do podjęcia takiej długiej dyskusji.
Pozdrawiam ;*
“Nie rozumiem natomiast pseudoateizmu, wydaje mi się, że takie osoby podświadomie wierzą w boga, choć świadomie deklarują się jako wierzący. Można to porównać do kompleksu niższości, gdy ktoś podświadomie uważa się za osobę “gorszą” od innych, a w zachowaniu często ujawnia agresję, pragnienie dominacji i chęć podkreślenia swojej wartości.”
1. Wchodzisz na bloga i określasz ludzi mianem “pseudoateistów”, czyli słowem, które ewidentnie posiada negatywny wydźwięk. Dopiero po dłuższej dyskusji owe słowo definiujesz (na swoją modłę zresztą, poszperałem w necie, wiele osób wiele różnych postaw rozumie pod hasłem “pseudoateizm”).
2. Piszesz, “wydaje mi się, że…”, czyli sama stwierdzasz, że pewności nie masz co taka osoba może myśleć, a przypisujesz przecież komuś pewne stany mentalne, których ten posiadać wcale nie musi. Jest to dość wątła presupozycja.
3. Owe stany mentalne przypisujesz nader szerokiej grupie ludzi, których nigdy przecież nie spotkałaś, czyli – nazbyt uogólniasz.
4. No i porównujesz “pseudoateizm” do “kompleksu niższości” (znowu negatywny wydźwięk).
Nadal dziwisz się, że Twoje komentarze ludzi tak bardzo “poruszają”? ;)
Hm. Mnie do wypowiedzi zainspirował podjęty przez Ciebie temat poczucia niższości.
Czy często masz wrażenie, że ktoś ma poczucie niższości w stosunku do Ciebie? Bo prawdę mówiąc, wychynął mi z Twoich długich postów jakiś kompleks.
Twierdzisz, że jesteś ateistką prawdziwą, co w Twoim mniemaniu oznacza, że nie dyskutujesz na temat swojego ateizmu i… powtarzasz to już któryś raz, czyli ewidentnie chcesz pogadać.
Ja mam poglądy ateistyczne, nie zajmuje mnie jednak to, kto jak bardzo jest ateistyczny oraz nie dzielę ludzi na wierzących, pseudowierzących, ateistów i pseudoateistów. Lubię dyskutować o religii, ponieważ to wspaniałe ćwiczenie logicznych możliwości mózgu. Czyli lubię pofilozofować, natomiast nieśpieszno mi do oceniania ludzi. Czy uważasz, że to dobra postawa, czy ploteczki o innych są lepsze?
Laurze najwyraźniej chodzi o to,że chłopcy “brandzlują się” ze swoim ateizmem i całkowicie negują psychologiczne aspekty takiego nadętego intelektualizowania.O ile praktykowanie jakiejkolwiek religii może być pozbawione znaczenia w życiu współczesnego człowieka(stąd ateizm),o tyle
bóg jest obecny w umyśle każdego bez wyjątku i nie ma tutaj sensu prowadzenie sporów,przytaczanie dowodów za lub przeciw.Tak samo z dogmatycznymi religiami,które są bezużyteczne poznawczo ,a sama religia jest współcześnie definiowana jako powszechnie akceptowalna nerwica natręctw. Nie zmienia to faktu,że idea boga,chociaż pusta poznawczo istnieje w aparacie pojęciowym ateisty jak i teisty.
Posłużę się kilkoma cytatami z C.G Junga.
“..Bóg jednak jest obecny w życiu każdego z nas, bowiem jest w rzeczywistości efektywnie najsilniejszą pozycją psychiczną. Ta potrzeba istnieje niezależnie od nas, my jej nie wytwarzamy; od wolności człowieka, od jego zdolności do stanowienia o sobie zależy to, kogo wybierze sobie za B(b)oga – Bóg nie jest stwarzany, ale wybierany. Nasz wybór określa i definiuje B(b)oga…”.
“.. religia jest więc szczególną postawą ludzkiego umysłu, którą zgodnie z pierwotnym rozumieniem terminu religio, można określić jako troskliwe uwzględnienie i baczenie na pewne dynamiczne czynniki pojmowane jako moce”. Moce te nazywane są przez ludzi w różnoraki sposób: duchami, demonami, bogami, prawami, ideami, ideałami, dotyczą zjawisk potężnych, niebezpiecznych lub pomocnych, ale również pięknych i pełnych znaczenia i są na tyle silnie doświadczane, że zmuszają do liczenia się z nimi, a również kochania ich i ubóstwiania..”
Wszyscy żyją więc z bogiem lub bogami,ale ateiści religii jako takiej nie potrzebują ;).Myślę,że to całkiem zabawne.
Muszę jeszcze coś uściślić.
Wcześniej napisałam: “Jaki sens ma walka z Kościołem i nawracanie na niewiarę?”
Są przypadki, że czasem ma to sens np. jeśli mamy do czynienia z fanatykami religijnymi. Z takimi ludźmi trzeba rozmawiać na temat wiary i starać się je skłonić do zmiany systemu wartości bo dla takich osób często życie ludzkie nie stoi na pierwszym miejscu (ważniejsze są nakazy boga).
I z tego powodu jestem antyteistką, tyle że dość umiarkowaną bo osób słabiej wierzących nie trzeba nakłaniać do ateizmu, czasem nawet nie powinno się tego robić. Często dla osób starszych, chorych czy umierających religia daje nadzieję i wielu z nich gdy dochodzi do wniosku, że dane bóstwo nie istnieje załamuje się psychicznie.
Niestety instytucje religijne takie jak Kościół żerują na ludzkiej wrażliwości i dobrze by było gdyby władza Kościoła osłabła.
Z drugiej strony może się zdarzyć, że gdy spadnie liczba katolików, ich miejsce zajmą muzułmanie. To jest argument, który często przytaczają zwolennicy Kościoła, mam jednak nadzieję, że to raczej ateizm zastąpi katolicyzm.
Urodziłam się, wychowałam i mieszkam w Warszawie ale wiem, że w małych miejscowościach księża posiadają naprawdę silną władzę. Na wsiach proboszcz jest traktowany na równi z wójtem i zwykle jest osobą najbardziej szanowaną. Tak naprawdę księża nic szczególnego nie robią, ich praca nie jest tak odpowiedzialna jak np. praca lekarza, a na polskiej wsi lekarz się do księdza nie umywa. Kler nie zasługuje na taki szacunek ludzi i na takie zarobki. Problem polega na tym, że oni korzystając z ambony przemawiają do ludzi, a osoba świecka jeśli nie jest politykiem lub nie pracuje w mediach, raczej rzadko ma tak duże grono słuchaczy. Teoretycznie mamy demokrację ale gdyby nie internet, to trudno byłoby przedstawić swoje zdanie większej liczbie osób. To jeden z powodów dla których Kościół tak krytykuje rozwój techniki.
Z Kościołem zgadzam się w kwestiach aborcji i eutanazji. Nie popieram tych zabiegów, sądzę nawet, że my ateiści (konkretnie niewierzący racjonaliści, bo są ateiści, którzy wierzą w życie po śmierci tyle, że odrzucają istnienie boga) powinniśmy jeszcze bardziej niż katolicy chronić ludzkie życie. Powinien to być nasz priorytet, ponieważ nie uznajemy życia po śmierci. Takie jest moje zdanie.
Natomiast in vitro, modyfikowanie żywności i antykoncepcja są według mnie rzeczami pozytywnymi i zakazy Kościoła pod tym względem uważam za niedorzeczne.
Jeszcze na temat pseudoateizmu.
Nie rozumiem w jakim celu niektórzy ateiści dyskutują ciągle między sobą na temat Boga (czyli boga chrześcijan) i dlatego nasuwa mi się wniosek, że jest to związane z jakąś tęsknotą za wcześniej wyznawaną religią i niecałkowitym wyzbyciem się wiary.
No ale dla świętego spokoju uznam, że interesuje was literatura fantasy (w tym wypadku Biblia), a Bóg to po prostu ciekawa wymyślona istota, tak jak elfy, smoki i krasnoludy. ;P
Mam jedno pytanie: rozumiem twoje stanowisko na temat aborcji. Jak jednak uargumentujesz swój sprzeciw wobec eutanazji? Dlaczego uważasz, że należy chronić czyjeś życie wbrew jego woli?
(No offence.)
Religia, akurat omówię katolicką, ma swoje bardzo(!) dobre strony:
- działa pozytywnie na psychikę- zawsze mamy się do kogo zwrócić, nawet jeśli jesteśmy sami; powiecie- wyrzuty sumienia, ale ma je każdy człowiek mniejsze lub większe z jakiegoś tam powodu
- popiera prawo, przynajmniej jego większą część, np. dzieci uczy, żeby nie biły, nie kradły itp.
- spowiedź “uszna”: zdecydowana większość jej nie lubi, ale jak się wygadasz z tego co w Tobie siedzi, jest Ci lżej i nie musisz płacić za wizytę u psychologa, jak trafisz na dobrego księdza :)
- nakazuje miłować innych- pomaga w pewnym stopniu w tworzeniu lepszego świata
- możemy pracować nad sobą, uczyć się wytrwałości, np. w czasie postów
O minusach nie rozmawiam, jest ich bardzo dużo, ale mimo wszystko uważam, że dla tych skromnych plusów katolicyzm ma sens.
Lauro,
Zastanowiłem się nad tym co napisałaś o “nieprawdziwych ateistach” i doszedłem do wniosku, że jednak nie masz racji. Owszem niektórzy ateiści może faktycznie odczuwają podświadomie potrzebę bliskości Boga ale to tylko niektórzy. Większość jednak faktycznie odrzuca istnienie Boga zarówno świadomie, jak i podświadomie. Wszystko zależy od tego z jakim człowiekiem ma się do czynienia, niektórzy wcale nie nawracają się na łożu śmierci, choć mają ku temu okazję. Nie możesz uogólniać. Możesz zrozumieć motywy i postępowanie konkretnego człowieka i to tylko wtedy gdy dobrze go znasz, natomiast nie można powiedzieć, że wszyscy ateiści, którzy wcześniej byli wierzący, byli tacy, a tacy. Musisz wiedzieć, że każdy człowiek jest inny, każdy ma własne doświadczenia.
Mi osobiście “nieprawdziwy ateista” kojarzy się z człowiekiem, który doświadczył tragedii i przez to stracił wiarę lecz podświadomie nadal wierzy w Boga, ale jest na niego obrażony. Taki ktoś gdy zaakceptuje trudną sytuację odzyskuje wiarę i tłumaczy sobie, że doświadczył cierpienia z zamysłu bożego. Co innego gdy zostaje się ateistą z powodów racjonalnych, a co innego z powodów emocjonalnych. Te drugie zwykle są niewystarczające.
Oczywiście to też uogólnienie ale moim zdaniem, jak już trzeba przyporządkowywać to taki powód jest bardziej prawdopodobny by ktoś został “nieprawdziwym ateistą”.
Laura,
Czemu tak na serio?
To tylko strona humorystyczna – nic więcej. Od innych stron tego typu różni się jedynie tematyką.
Nie traktuj religii tak poważnie, ani nie szczyć się tak ateizmem, bo powinnością każdego człowieka powinna być zdolność logicznego myślenia, która wg mnie jednoznacznie prowadzi do ateizmu.
Szlachcianko.
“Mam jedno pytanie: rozumiem twoje stanowisko na temat aborcji. Jak jednak uargumentujesz swój sprzeciw wobec eutanazji? Dlaczego uważasz, że należy chronić czyjeś życie wbrew jego woli?”
Pomimo tego, że zwykle popieram działania mające na celu zwiększenie wolności człowieka, to jednak nie popieram eutanazji.
Osoba nieuleczalnie chora może przestać racjonalnie myśleć i przez to zgodzić się na odebranie jej życia.
Oprócz tego lekarze czy rodzina mogą wywrzeć presję na pacjencie, a skutków raz podjętej decyzji nie można odwrócić, więc istnieje duże niebezpieczeństwo manipulacji taką osobą.
W przypadku osoby, która ma trudności w porozumiewaniu się (np. z powodu paraliżu) istnieje niebezpieczeństwo nieopatrznego uznania przez lekarzy gestu chorego za przyzwolenie do dokonania eutanazji, gdy w rzeczywistości wcale tego nie chce.
Czasami może się też zdarzyć, że choroba z niewyjaśnionych przyczyn może ustąpić (wierzący mówią wtedy o “cudzie”), nauka wciąż się rozwija, lekarze nie są wszystkiego pewni.
Są jeszcze argumenty o obniżeniu jakości medycyny paliatywnej (która polega na opiece nad nieuleczalnie chorymi) oraz argument, który wyraża się w tym, że uznanie eutanazji dobrowolnej, może pociągnąć za sobą uznanie eutanazji niedobrowolnej. Akurat te dwa ostatnie argumenty nie są zbyt silne, ponieważ medycyna paliatywna będzie się rozwijać pomimo legalizacji eutanazji (zawsze będą osoby, które będą chciały żyć jak najdłużej), a co do tego drugiego argumentu to nie sądzę by tak się stało, w eutanazji chodzi przecież o wolność i prawo do decydowania o własnym życiu i śmierci. Niemniej jednak należy brać je pod uwagę.
Istnieje jeszcze rozwiązanie polegające na podpisywaniu deklaracji o zgodzie na eutanazję w przypadku nieuleczalnej choroby tylko, że to nie takie proste.
Człowiek, który żyje szczęśliwie raczej nie myśli o takich rzeczach i może zdarzyć się, że nie wyrazi zgody na eutanazję, a w przypadku choroby nagle zmieni zdanie, może też zdarzyć się sytuacja odwrotna, czyli ktoś wyrazi zgodę będąc zdrowym, a zmieni zdanie będąc chorym. Poza tym od momentu podpisania takiej deklaracji może wiele się zmienić w czyimś życiu. Ktoś może urodzić dzieci, przez co zmieni zdanie nie chcąc by zostały sierotami. Oczywiście może być też na odwrót gdy ktoś nie podpisał zgody, a podczas choroby zdecyduje się na śmierć, nie chcąc być ciężarem dla rodziny. Wtedy istnieje niebezpieczeństwo manipulacji i wywierania presji o czym napisałam powyżej.
Wychodzi na to, że sprawiedliwiej byłoby albo całkiem zalegalizować eutanazję, albo w ogóle na to nie pozwolić.
Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo cierpienie może zmienić człowieka, dopóki sami tego nie doświadczą.
Tak naprawdę nie wiadomo kiedy człowiek jest wolny, życie jest bardziej pewne niż wolność.
Co do problemu pseudoateistów.
Macie rację, że nie powinnam była uogólniać, nie mam nic do tego bloga ale denerwują mnie osoby, które popisują się ateizmem i swoim racjonalnym myśleniem, uznają zarówno świeckich wierzących, jak i kapłanów za imbecyli i wszczynają niepotrzebne awantury. Potem księża szufladkują i mówią, że wszyscy ateiści to osoby niepoważne, które nie mają co robić, więc atakują Kościół. David Thorne i Edward Current to właśnie tacy zdziecinniali pseudoateiści, którzy mają szczęście, że nie żyją w Polsce, gdzie fanatycznych katolików jest pełno. Wyśmiewanie średnio wierzących i tak jest niepotrzebne, a jeśli chodzi o fanatyków to zamiast głupio żartować, lepiej porozmawiać i odpowiednio argumentując sprawić by taki ktoś, albo przestał wierzyć, albo chociaż przestał tak wojować w imię swojego boga.
Jest jeszcze taka dziwna rzecz u katolików, że często uważają ateistów za osoby wierzące w nieistnienie Boga. Teoretycznie jest to prawda ale głupio to brzmi.
Tak samo można powiedzieć do katolika, że jest osobą wierzącą w nieistnienie krasnoludków.
Na prowokacje odpowiadać nie będę.
Pozdrawiam ;)
Nikt tu się nie “brandzluje” ze swoim ateizmem privateart.
To, że ktoś lubi rozmawiać o Bogu, choć w niego nie wierzy, to nic nie znaczy kochana Lauro. Ktoś może się interesować filozofią, a w filozofii istnieją różne koncepcje w tym koncepcja Boga. To tylko kwestia zainteresowań, a nie psychologii.
“Wierzysz w nieistnienie…” to faktycznie głupio brzmi.
,,Pamiętajcie, że i niewiara może być czyimś najświętszym uczuciem. Nie szargajcie jej.”
Stanisław Jerzy Lec
Akurat dla mnie niewiara nie jest najświętszym uczuciem ale ogólnie masz rację Mario. Nie powinno się nikogo dyskryminować za wiarę lub jej brak.
A teraz zadam pytanie z innej beczki. Co myślicie moi drodzy bracia w niewierze o tragedii, która niedawno miała miejsce?
Chodzi mi o tą w której zginął prezydent Kaczyński i inni ważni ludzie… i paru mniej ważnych.
Jak dla mnie to co się teraz dzieje to masowa histeria, media zrobiły szopkę ze śmierci ludzi, nagle zaczęły się wypowiadać różne autorytety, większość społeczeństwa płacze już cały tydzień za człowiekiem, którego i tak niewielu znało osobiście (no naprawdę wrażliwy naród).
Pojawiają się też różni oryginalni, którzy czepiają się, że pokazywane są tylko znane osoby, a “zwykli ludzie”, którzy zginęli są przemilczani i pewnie najchętniej płakaliby po śmierci każdego człowieka, choćby był nie wiadomo skąd. Są tacy co mówią nie płakałem po prezydencie, tak jak kiedyś mówili nie płakałem po papieżu i się z tym obnoszą by pokazać jak bardzo są liberalni. Są ci co się doszukują różnorakich symboli i grożą, że to był znak z niebios, że to druga tragedia po śmierci JP2 i że musimy się zjednoczyć. Są tacy co zarzucają wszystkim dookoła hipokryzję “kiedyś się śmialiście z prezydenta, a teraz płaczecie”.
Zwolennicy Kaczyńskiego wykorzystują jego śmierć by dokopać jego przeciwnikom, a przeciwnicy nie są im dłużni podburzając ludzi przeciwko pochówkowi na Wawelu. Niektórzy patrioci w zależności od poglądów politycznych albo chcą by Kaczyński leżał tam, gdzie ma leżeć (bo to dobry człowiek i prawdziwy Polak, krzewiący tradycję i religijny), albo nie (nie był tak dobry, by leżeć przy Piłsudzkim).
No i jeszcze zwolennicy teorii spiskowych (to byli ruscy, to Putin, to “czerwone bydło”, to przez lewaków, Tusk to wszystko zaplanował i inne tego typu niedorzeczne bzdury).
Niektórzy prości ludzie pod wpływem emocji wypowiadali się wprost: “Ludzie, nie głosujcie na Komorowskiego!” “To już koniec prawdziwej Polski” “Teraz nas zniszczą”.
No naprawdę wielkie zjednoczenie Polaków się stało.
I co się czepiasz reakcji ludzi. Narzekać to każdy umie.
Człowieku, po co się czepiasz reakcji ludzi? Ważne by uszanować zmarłego.
Truchło już nic nie czuje. Nie można obrazić zwłok.
Śmierć jest piękna bo zrównuje wszystkich. Po śmierci nie ma nic i to jest kwintesencja sprawiedliwości, choć paradoksalnie sprawiedliwość nie musiałaby istnieć.
Ci co wierzą w wieczną nagrodę lub karę po śmierci nie pragną sprawiedliwości lecz zemsty…
Ave Nicość!
To mój tekst, Agonie :P
“Nie da się tego nabyć, w waszych umysłach zawsze pozostanie dawna wiara, która się uaktywnia w chwili śmierci.”
Czy to ważne co się “uaktywnia” w chwili Śmierci? Ważne, że po niej nie ma już nic.
“Tak naprawdę nie wiadomo kiedy człowiek jest wolny, życie jest bardziej pewne niż wolność.”
Kurwa dlaczego wszyscy uważają, że życie jest takie piękne i że trzeba je chronić choćby nie wiadomo co? Może dla niektórych Śmierć jest wybawieniem od ciągłego zmagania się z rzeczywistością?
Radzę się zastanowić każdemu, kto ma zamiar urodzić dzieci, na co je skazuje decydując się powoływać do istnienia inne istoty ludzkie.
Kiedyś nie istniałem i to było piękne. Teraz muszę czekać na Śmierć, a samemu przyspieszać jej nadejścia nie zamierzam, gdyż życie wtedy stanie się jeszcze trudniejsze dla moich bliskich. Nie jestem egoistą.
Wielcy obrońcy życia, przemyślcie dokładnie czego bronicie.
nekros to co piszesz to ironia, czy jakaś dziwna prowokacja?
Bo jeśli naprawdę uważasz, że śmierć jest dla ciebie wybawieniem, to może masz jakieś problemy i powinieneś o nich porozmawiać z bliskimi?
Nie zamierzam cię obrazić, po prostu jak przeczytałam różne twoje komentarze w których wychwalasz śmierć, to mimo że cię nie znam, trochę się o ciebie boję.
Obyś był tylko dzieciakiem, który nie ma co robić i wypisuje różne pierdoły.
Lauro, służysz Kościołowi i nawet nie jesteś prawdopodobnie tego świadoma. To oni tak zaciekle sprzeciwiają się eutanazji i aborcji, ich ciasne umysły nie są w stanie pojąć tego, że życie jest udręką.
Żeby nie cierpieć najlepiej przestać istnieć.
Zresztą po co na siłę przedłużać życie, skoro Śmierć jest nieunikniona?
Biedni ateiści, kłócą się kto jest bardziej niewierzący.
„[...] każde królestwo, rozdarte wewnętrznie, pustoszeje, a skłócone domy upadają. Jeśli więc szatan sam w sobie jest rozdarty, jak się ostanie jego królestwo, [...]?”
Czytając te wasze przekomiczne komentarze faktycznie można stwierdzić, że to ateizm na wesoło XD
http://wiatraczki.blog.onet.pl/Ateizm-jest-choroba-psychiczna,2,ID400976668,n
“Burzliwą dyskusję na wielu amerykańskich forach internetowych wywołał artykuł zamieszczony w serwisie allvoices.com, który sugeruje, że ateizm jest w rzeczywistości chorobą psychiczną. Tak przynajmniej odebrało ten felieton wielu ateistów. Autor artykułu stwierdza, że osoby wyznające ten pogląd próbują przede wszystkim zwrócić na siebie uwagę.
Twórca tekstu uważa, że współcześni ateiści są z reguły ludźmi inteligentnymi, dobrze wykształconymi, a ich największą pasją jest… ciągłe, czasami chorobliwe, negowanie istnienia Boga i szydzenie z ludzi, którzy nie wstydzą się przyznać, że mają inne od nich zdanie. Autor zauważa jednak, że większość z nich uznać można tak naprawdę za fałszywych ateistów, którzy negując istnienie Boga protestują głównie przeciwko organizacjom religijnym, które ich zdaniem ponoszą odpowiedzialność za ból i cierpienie na świecie.”