Jak zapewne wszyscy wiemy, każdej kulturze towarzyszy pewien zestaw rytuałów. Pomimo ich różnorodności możemy je jednak podzielić na inicjacyjne (np. obrzezanie, chrzciny), afirmacyjne (np. jubileusz pracy, pożycia małżeńskiego), współżycia (np. świąt rodzinnych), izolacji (np. pożegnanie, pogrzeb) i przejścia (np. ślub, osiągnięcie dorosłości).
Jeżeli chodzi o obrzędy afirmacyjne, współżycia i izolacji, to wszystkie one występują również w formie świeckiej, nie odwołującej się do religii. Podobnie rzecz się ma z niektórymi obrzędami przejścia (ślub, tzw. osiemnastka). Co jednak z obrzędami inicjacji i pozostałymi obrzędami przejścia?
Nie możemy zaprzeczyć, że we wszystkich nas głęboko zakorzeniona jest potrzeba kultywowania irracjonalnych rytuałów, czyli chęć uczczenia pewnych zdarzeń w wymiarze czysto symbolicznym, jak np. obchodzenie urodzin poprzez zdmuchiwanie świeczek na torcie. Nawet najbardziej racjonalny umysł odczuwa taką potrzebą, bądź jest zobligowany do dopełnienia tego typu ceremoniałów.
W każdym społeczeństwie pojawia się rytuał powitania nowego członka rodziny i nadanie mu opiekunów, którym w warunkach polskich z reguły jest rzymskokatolicki chrzest. Podobnie rzecz się ma z obrzędem “częściowej”, czy też “małej” pełnoletniości tj. nadania pewnych praw przysługujących dorosłym (Pierwsza Komunia Święta) oraz dojrzałości (bierzmowanie).
Ostatnio zastanawiałem się jak te właśnie ceremoniały mogłyby wyglądać w wersji zeświecczonej. Poniżej przedstawiam wymyślone przeze mnie przykładowe scenariusze takich obrzędów i ich przykładowe nazwy.
Powitanie
Wiek: ok. 6 miesięcy
(Dziecko zostaje przywitane w gronie rodziny i oficjalnie do niego włączone. Zostają mu nadani Patroni.)
Obrzęd rozpoczyna oficjalne powitanie gości. [Jeżeli zachodzi taka potrzeba, jedno z rodziców pokrótce objaśnia przebieg całego obrzędu Powitania i informuje gości, że będą pełnić rolę świadków złożonych w jego trakcie przysiąg.]
Ojciec bierze dziecko na ręce i wypowiadając słowa: „[IMIĘ lub IMIONA], jesteś moim synem (moją córką). Przysięgam wychować Cię najlepiej jak będę potrafił. Noś godnie moje nazwisko.”, po czym całuje je i podaje matce, która wypowiada słowa: „[IMIĘ lub IMIONA], jesteś moim synem (moją córką). Przysięgam wychować Cię najlepiej jak będę potrafiła.”, a następnie całuje je.
Osoby mające pełnić funkcję Patronów (najlepiej żeby były to osoby pozostające ze sobą w związku) zostają oficjalnie wskazani przez rodziców, po czym kolejno biorą dziecko na ręce i wypowiadają słowa: „[IMIĘ lub IMIONA] od teraz jesteś moim Podopiecznym (moją Podopieczną). Przysięgam Tobie i Twoim rodzicom, że wypełnię obowiązki Patrona (Patronki) najlepiej jak potrafię, a w razie potrzeby zrobię wszystko, żeby wychować Cię na człowieka, z którego Twoi rodzice byliby dumni.”, po czym całują dziecko. Od tego momentu obydwoje otrzymują funkcję Patrona dziecka. Towarzyszyć temu może podpisanie stosownego dokumentu stwierdzającego, że Patroni zobowiązują się przejąć opiekę nad dzieckiem w razie śmierci rodziców lub innych zdarzeń losowych uniemożliwiających im pełnienie obowiązków rodzicielskich. Obowiązek ten obejmie ich jednak dopiero wtedy, kiedy najbliższa rodzina dziecka również nie będzie z jakiegoś powodu (np. śmierć, odmowa zajęcia się nim) zdolna do wychowania go.
Uznanie
Wiek: ok. 9 lat
(Dziecko otrzymuje prawo głosu w sprawach bezpośrednio je dotyczących.)
Obrzęd rozpoczyna oficjalne powitanie gości. [Jeżeli zachodzi taka potrzeba, jedno z rodziców (lub dziecko, jeżeli wyrazi taką wolę) pokrótce objaśnia przebieg całego obrzędu Uznania i informuje gości, że będą pełnić rolę świadków złożonych w jego trakcie przysiąg.]
Następnie jedno z rodziców wypowiada słowa: „Stwierdzam wobec wszystkich zebranych, że ten młody mężczyzna (ta młoda kobieta) od tego momentu otrzymuje prawo do zabierania głosu w sprawach bezpośrednio go (ją) dotyczących, a ja przysięgam za każdym razem brać je pod uwagę przed podjęciem ostatecznej decyzji w tych kwestiach. Przysięgam również, że nie ukarzę go (jej) za wyrażanie opinii w tych właśnie sprawach.”. Po czym podaje dziecku rękę, równocześnie gratulując mu nabytego prawa. Drugi z rodziców dodaje: „Ja również przysięgam brać pod uwagę zdanie tego młodego mężczyzny (tej młodej kobiety) w sprawach bezpośrednio go (ją) dotykających. Przysięgam również, że nie ukarzę go (jej) za wyrażanie opinii w tych właśnie kwestiach.”, po czym także podaje dziecku rękę gratulując mu nabytego prawa. W następnej kolejności gratulacje składają mu (jej) także pozostali goście, poczynając od Patronów.
Włączenie
Wiek: ok. 16 lat
(Dziecko otrzymuje prawo do równoprawnego brania udziału w dyskusjach dorosłych.)
Obrzęd rozpoczyna oficjalne powitanie gości. [Jeżeli zachodzi taka potrzeba, jedno z rodziców (lub dziecko, jeśli taka jest jego wola) objaśnia przebieg całego obrzędu Włączenia.]
Następnie jedno z rodziców kieruje do przyszłego dorosłego słowa: „Witam Cię [IMIĘ lub IMIONA] pośród nas, w gronie dorosłych. Od tej pory Twoje zdanie w dyskusjach z innymi dorosłymi będzie równie ważne, co zdanie któregokolwiek z nich.”, po czym wykonuje dowolny gest powitania. Następnie gestem i słowami: „Witaj wśród nas.” witają go kolejno pozostali obecni dorośli, przy czym najpierw robi to drugi z rodziców i Patroni.
Jestem bardzo ciekaw waszych opinii. Proszę tylko o nieumieszczanie komentarzy w stylu: “A po co komu rytuały?”, ponieważ ten wpis kieruję właśnie do osób, które odczuwają potrzebę ich spełniania.
Boże, błogosław ateizm
Ameba








Fajny pomysł. Przynajmniej wszyscy będą wiedzieć jakie prawa otrzymuje dziecko. Powitanie jest jak chrzest, uznanie jak pierwsza komunia, a włączenie jak bierzmowanie, tyle że świeckie. Wiadomo, że głos małych dzieci nie powinien mieć większego znaczenia w sprawach dorosłych, jednak nie należy tego lekceważyć, szczególnie jeśli sprawa dotyczy dziecka.
“Proszę tylko o nieumieszczanie komentarzy w stylu: “A po co komu rytuały?”, ponieważ ten wpis kieruję właśnie do osób, które odczuwają potrzebę ich spełniania”
- no sorki, ale jeśli potrzebujesz rytuałów, to lepiej od razu się nawróć. Co warty rytuał bez religii? Co warty ateizm z jakimiś durnymi “obrzędami przejścia”? Litości !
[i]Co warty rytuał bez religii? Co warty ateizm z jakimiś durnymi “obrzędami przejścia”?[/i]
Litości, co za bzdury. A po co obchodzi się urodziny? Ponieważ wraz z bliskimi sobie ludźmi chce dzielić się pewne wydarzenia, pewne “szczęścia i radości”. Co warty jest ateizm kiedy z dogmatu nie można czegoś robić, bo robi to religia? Jeśli nie zdecydujesz się w żaden symboliczny sposób uczcić na przykład zawarcia z kimś związku na całe życie, oczywiście masz do tego prawo, ale moim zdaniem tracisz pewien dość przyjemny element życia. Jeśli jako ateista masz poczucie konieczności wyrugowania ze swojego życia symbolicznej roli pewnych rzeczy – oczywiście masz do tego prawo i można znaleźć do tego uzasadnienie – ale po prostu zostaw w spokoju ateizm innych, bo jesteśmy niebezpiecznie blisko domeny religii ;-).
Poza tym, rytuały od zawsze pełniły w ludzkiej społeczności ważne funkcje, religia, chcąc mieć monopol, musiała je zawłaszczyć, nie widzę powodu dla którego mielibyśmy ich dla siebie nie odzyskiwać jesli chcemy robić z nich użytek.
Wpis nie do mnie, więc nie skomentuję. Bym się zresztą pewnie powtórzył po barre, może tylko brutalniej.
Zaproponują tylko przesunięcie prierwszego rytuału na wiek 1 roku. Znajomy neurofizjolog, na podstawie danych o rozwoju mózgu tudzież obserwacji własnych dzieci powiedział, że da się uzasadnić pogląd o nabywania człowieczeństwa w tym wieku. On z tego wyprowadzał prawo do “aborcji” do tego wieku, ty możesz sobie tego użyć do wyznaczenia obrzędu.
Nie rozumiem, dlaczego obrządek 6 mies jest opisany ze zróżnicowaniem ról matki i ojca. Seksistowski ateizm?
Nie, nie i jeszcze raz nie. każda forma “obrzędowości świeckiej” lub “humanistycznej” jest wtórna i wygląda jak skundlona parodia tych katolickich i, co gorsza, powoduje gromki śmiech w/w katolików.
Chciałem odpisać podobnie jak @saunterer, ale on mnie ubiegł.
Po co takie obrzędy? A po co świętować rytuał podjęcia przez dwoje ludzi decyzji o połączeniu się w stały związek (ślub)? Po co przeprowadzać obrzęd pożegnania kogoś bliskiego (pogrzeb)? Po co świętować to, że udało się przeżyć kolejny rok (urodziny)? Co w tym złego, że ktoś chce dokonać ceremoniału zaanektowania nowego terytorium (parapetówka)?Albo w obrzędzie gratulacyjnym przyjęcia nowej funkcji (pasowanie na ucznia, uczczenie awansu)? To wszystko przecież są irracjonalne obrzędy oparte na pewnym zakresie symboli, z czego niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy.
Nie rozumiem też oburzenia @barre i @miskidomleka – nikt was przecież do wypełniania tych obrzędów nie zmusza. Nikt was też nie zmusza do świętowania ślubu, pogrzebu, urodzin, parapetówki, awansu ani wszelkiego rodzaju jubileuszów. Jeżeli jednak ktoś chce świętować to, że wkracza na nową drogę życia – jego sprawa. “Wolność mojej pięści ograniczona jest jedynie wolnością twojego nosa.”
Wiek podany przy wszystkich zaproponowanych przeze mnie obrzędach jest tylko orientacyjny. Jednak wobec tego komentarza czuję się zobligowany do uzasadnienia takiego, a nie innego wyboru. Zauważ, że pod nazwą każdego z rytuałów umieściłem oprócz wieku dziecka, także skrócony jego ‘sens’. W wypadku ceremoniału Powitania nie chodzi o uczczenie nabycia przez daną osobę człowieczeństwa, tylko o uczczenie pojawienia się nowego członka rodziny.
Podział wynikał z zaproponowania przeze mnie różnych formułek dla ojca i matki, co z kolei miało swoje źródło w fakcie, że dziecko dziedziczy nazwisko zwykle po ojcu i chciałem to jakoś z jego wypowiedzi zaakcentować. Przypominam, że to tylko przykładowe scenariusze przeprowadzenia tych ceremonii [których przeprowadzenia nikt na was nie wymusza].
Chyba nie rozróżniasz “świętowania” od “obrzędu” i “rytuału”. Ale to byłaby już dyskusja nieco antropologiczna, a mi się nie chce streszczać podręczników.
Chodzi o to, że nie wypowiadam się przeciwko świętowaniu narodzin/urodzin, ślubu, czy pogrzebu. Sam to robię i to udanie :)
Ale jestem przeciwko nadawaniu ludzkiemu życiu otoczki rytualnej. To, co zaproponowałeś (deklamowanie formułek, symboliczne gesty itd.) to czary mary najczystszej postaci. Czyli magia. Czyli religia bez transcendencji. Czyli najgłupszy shit, jakim pół wieku temu próbowało obdarzyć niewierzących Polaków tzw. Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej, które z ateizmu chciało zrobić religię (na wzór sowiecki). Nikt tak nie zaszkodził ateizmowi w tej części Europy jak TKKŚ i bratnie organizacje w bratnich krajach socjalistycznych.
Powtórzę raz jeszcze – jeśli ktoś wierzy w sprawczą moc słowa i gestu, to niech idzie (wraca?) do kościoła, synagogi, meczetu, czy jak też zwie swoje centrum nadprzyrodzonych mocy.
Skąd u ciebie ta agresja? Poza tym nie mylę, tylko może stosuję zbyt duże skróty myślowe. Może uszczegółowię. Np. zdmuchiwanie świeczek na torcie w rocznicę swoich urodzin, to rytuał. Składanie przysięgi małżeńskiej w USC, w odpowiednich strojach, wypowiadając konkretne słowa – to rytuał. Umieszczanie zmarłego członka rodziny w pudle o konkretnej, określonej budowie i żegnanie go (chociaż on już tego nie słyszy) – to rytuał. Dotykanie piórem ramienia młodego ucznia, połączone z odpowiednią formułką – to też rytuał.
Przecież nie twierdzę, że wypowiedzenie formułki “Pasuję cię na ucznia naszej szkoły imienia X.” czyni z danego dziecka ucznia. Ono jest już uczniem od dnia, w którym zostało zapisane do danej szkoły przez rodziców (a właściwie od najbliższego 01.IX roku względem dnia, w którym zostało zapisane). To tylko symboliczne zaznaczenie tego faktu, które przecież nic nie zmienia, a składa się z symbolicznego gestu i wydeklamowanej formułki. Nikt nie myśli w tym momencie, że gdyby pióro było źle położone albo nie na tym ramieniu, albo ktoś przejęzyczyłby się przy wypowiadaniu formułki, to dziecko byłoby ‘mniej’ uczniem, bo rytuał nie został dopełniony.
P.S.
Weź głęboki wdech, zrób spokojny wydech i dopiero zabierz się do dyskusji. Rozumiem i akceptuję inne od mojego stanowiska, ale naprawdę da się je przedstawić bez okazywania złości. Jeżeli mamy dyskutować, to niech to będzie dyskusja rzeczowa, a nie emocjonalna.
Wybacz, ale gdzie zauważyłeś agresję w mojej wypowiedzi? Natomiast rady typu “weź głęboki wdech i dopiero potem zabierz się do dyskusji” to już brak kultury. Żółta kartka.
No, może mój stosunek do TKKŚ jest emocjonalnie negatywny, ale mam do tego prawo, co więcej – mam rację :)
Meritum sporu dotyczy sensowności “świeckich” rytuałów lub obrzędów. Przede wszystkim: ja zupełnie poważnie sądzę, że nie ma po co toczyć w tym miejscu dyskusji na temat znaczenia terminów, których definicje można przeczytać w każdym przyzwoitym słowniku nauk społecznych. “Zdmuchiwanie świeczek na torcie” nie jest rytuałem i już (przynajmniej nie w naszej kulturze). Upicie się w 18 urodziny podobnie. Natomiast wyznaniowy pogrzeb jest rytuałem. Spierać się można tylko o to, czy pogrzeb niereligijny jest rytuałem. Moim zdaniem nie jest, o ile chowający nie dokonują czynności o charakterze symbolicznym, których celem ma być zmiana (bądź afirmacja zmiany) statusu osoby chowanej w grobie. A do tego zmierza Twoja propozycja świeckich obrzędów.
“To tylko symboliczne zaznaczenie tego faktu, które przecież nic nie zmienia, a składa się z symbolicznego gestu i wydeklamowanej formułki. ” – no właśnie. Tak się tworzy religia. W pełni uzasadniona jest moja podejrzliwość wobec ateistów, którzy chętnie oddaliby się jakiemuś życiu paraliturgicznemu, ale skoro nie mogą, to muszą wymyślić swoją kulawą obrzędowość. A następnie pozbywają się tej ułomności i znajdują sobie irracjonalne uzasadnienie swoich rytuałów. Patrz: dzieje komunizmu państwowego.
Jeśli Cię nie przekonują argumenty teoretyczne, to zostaje jeszcze kwestia smaku, której w ogóle nie poruszyłeś. Czy rzeczywiście chciałbyś uprawiać taki świecki pseudokult, jak komsomolcy czy inni “gumaniści”?
http://www.ceremoniehumanistyczne.pl – tu są dobre pomysły na ceremonie przejścia (w jednej biorę udział, są nawet zapowiedzi ;) )
@ barre – podobnie jak @saunterer zwracam Ci uwagę, iż rytuały w ludzkich społecznościach miały miejsce zawsze. Chrześcijaństwo w swoich początkach wiele z nich zaadaptowało od Rzymian i przekształciło zgodnie ze swoimi potrzebami. Rzymianie zapożyczali od Greków. Więc próżno szukać kwintesencji rytuałów w jakiejkolwiek religii.
I właśnie na tego typu komentarze liczyłem. (Chodzi mi o tego linka.) Dzięki.
Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że nie da się znaleźć w religii “kwintesencji rytuałów”. Przeciwnie, religie składają się przede wszystkim z rytuałów i rytuał można uznać za każdej religii kwintesencję (kwintesencja=”cecha lub właściwość najbardziej charakterystyczna i najistotniejsza dla danej rzeczy”, jakby co). Nie da się oddzielić religii od rytuału i rytuału od religii.
To, że “rytuały w ludzkich społecznościach miały miejsce zawsze” to żaden argument, bo religia też “zawsze” towarzyszyła człowiekowi. Zatem dlaczego odrzucasz religię?
Zgoda, chrześcijaństwo zaadaptowało starożytne rytuały. No i co z tego? Mam się nimi mniej brzydzić, bo były ku czci Zeusa, a nie Jezusa? Przepraszam, ale dla mnie to wszystko jedno. Nie wierzę w żadnego boga, nie tylko chrześcijańskiego ;)
I na koniec: może po prostu nie pamiętasz tych obrzydliwych “świeckich ceremonii”, które próbował wprowadzić upaństwowiony komunizm i w ten sposób ośmieszył ideę świeckości. Ja pamiętam. Uwierz mi – nie ma nic głupszego niż ateusz naśladujący kapłana.
źle się wyraziłam, @ barre, w kwestii kwintesencji rytuałów. Miałam na myśli, iż próżno szukać źródła rytuałów w np. chrześcijaństwie, gdyż, na tyle na ile mi wiadomo dzięki min. studiom kulturoznawczym, sfera rytuałów w chrześcijaństwie jest wtórna. Swoją drogą nic mi do tego! Jako ateistka nie będę kruszyć wszak kopii o jakąkolwiek nadrzędność jednej religii względem drugiej i kto był przed kim, kto od kogo zapożyczył etc etc. Moim zdaniem ta ewolucja sama w sobie jest interesująca. Miałam jedynie na myśli, ze żadna religia nie powinna żądać monopolu na ceremonie uświetniające jakąś zmianę w życiu jednostki. Bo moim zdaniem nie jest tak, że jedynie religia jest inspiratorką, motorem tych ceremonii. Z Twoich słów niejako przebrzmiewa jakby lęk, że jako ateista mógłbyś być skojarzony z jakimkolwiek rytuałem, który przeciez jeno od religii pochodzi ;)
Na koniec – uważam, iż planowana przeze mnie ceremonia nie ma nic wspólnego z wspomnianymi przez Ciebie wyczynami komunistów :) jeśli jesteś zainteresowany, rozwinę wątek
Też mam nadzieję, że nie ma nic wspólnego. Ale gdybyś mogła to rozwiń wątek. Domyślam się, że chodzi o ślub (stąd “zapowiedzi”). Zasadniczo interesują mnie dwie rzeczy:
1. jak rozumiesz ceremonię, która – znów jak się domyślam – ma uzupełnić (uwznioślić?) odpowiedni akt w USC oraz
2. co zrobisz, by ta ceremonia nie była parodią rytuału religijnego.
A tak poza tym: uważam właśnie, że ateizm nie potrzebuje rytuałów, a wręcz stoi z nimi w sprzeczności (podobnie jak z magią, zabobonami, “duchowością” itp.).
“Żadna religia nie powinna żądać monopolu na ceremonie uświetniające jakąś zmianę w życiu jednostki” – OK. Ale ateizm nie jest religią. Nie zachowujmy się jak wierzący w BRAK boga, bo to bez sensu.
@ barre,
“Ale ateizm nie jest religią. Nie zachowujmy się jak wierzący w BRAK boga, bo to bez sensu” – tu jest sedno i tu się nie zgadzamy :) Ja się upieram, że rytuały, ceremonie, świętowanie jakiejś zmiany nie jest przyporządkowane jedynie do religii. Być może lokalnie (w chrześcijańskiej Europie) tak, ale świat sie na Europie nie kończy, ani się od niej nie zaczął 7000 lat temu (chyba taką datę podają zwolennicy literalnego rozumienia Biblii..?)
Odnośnie Twoich pytań:
1) własną ceremonię rozumiem jako jeden z ważniejszych momentów w moim życiu, któremu to należy się oprawa. Taka, jaka mi odpowiada najbardziej. Należy sie i już :) Tak jak należała sie wejściu w dorosłość, zdaniu matury, egzaminu na prawo jazdy za pierwszym podejściem, uzyskaniu tytułu mgr, urodzeniu dziecka. Moja chęć do celebrowania tych momentów jest moim niezbywalnym prawem, które mam wewnętrzną potrzebę egzekwować. Nazewnictwo typu “zapowiedzi”, “ślub” nie jest moim pomysłem a kto się czepia, że zapożyczone z religii, ten czepialski :)
2) W przeciwieństwie do wiernych, dajmy na to KK, mam ten komfort (który bardzo cenię!) iż nie mam obowiązku etykietowania jakiegoś zdarzenia Boską nalepką. Więc mam dowolność co do kształtu swojego święta. USC jest dla mnie formalnością która zostanie zaliczona w podobnym tempie i oprawie co uregulowanie rachunku w sklepie. Właściwa ceremonia zaś, będzie mam nadzieję bardzo huczną imprezą, zorganizowaną z dużą dozą humoru (będzie gra miejska :) ), dobrą muzyką i w doborowym towarzystwie. Czy jest to parodia ślubu kościelnego tylko dlatego, że ludzie sie zgromadzą, będa się cieszyć, gratulować i miejmy nadzieje świetnie bawić? Czy fakt, iż oboje cenimy wierność, szczerość i dobro okazywane drugiej, ukochanej osobie i chcemy się do reprezentowania tych przymiotów zobowiązać przed sobą, lecz niekoniecznie publicznie!, jest parodią?
To ja w sumie nie rozumiem. Urządzasz balangę (tak to opisałaś), czy ceremonię?
To znaczy: będą elementy rytualne: formułki, celebrant itd., czy po prostu idziecie się okazjonalnie zabawić w większej grupie?
A poza tym: nie jestem europocentryczny, ale powiedz mi, gdzie w świecie – poza Europą – występuje rytuał bez religii? Gdzie – poza kulturą Zachodu – w ogóle można być ateistą?
@barre,
za Victorem Turnerem:”rytuał jest stereotypem sekwencji działań, gestów, przedmiotów wyznaczanych do oddziaływania na istoty nadprzyrodzone, w imieniu uczestników, dla ich celów i interesów” Burszta zaś komentuje “rytuały są emanacją światopoglądu każdej grupy społecznej, kierują się one ku najważniejszym wartościom kulturowym”.
Uważam że są grupy, które dany rytuał przechodzą w imię Istoty Nadprzyrodzonej, dla innych w danym momencie liczy się światopogląd. Albo jakaś część wspólna. W naszej ceremonii będziemy się starać ów światopogląd w sposób pokojowy, a nawet zabawny,przedstawić. I owszem, będzie zawierała bardzo wiele elementów ceremonii, jakie wszyscy znamy. Jednak nie uważam ich za parodię rytuału religijnego. Ponownie za Bursztą – symbol oddaje istotę funkcjonowania człowieka w kulturze. Mam nadzieję iż uda nam się wypracować wyraźną symbolike tego zdarzenia, którego uczestnik nie odbierze jako nieudaną kalkę, a za wyraźny przekaz. Czy Ty, bedąc ateistą, chcesz doprawdy być do tego stopnia aseptyczny wobec kultury, która Cię otacza?
Wobec kultury religijnej – tak.
Zresztą nie zrozum mnie źle: ja bardzo lubię wszelkie rytuały, niektóre z nich dostarczają mi nawet środków do życia ;)
Jednak nie widzę powodu, żeby swój światopogląd rytualizować. Co więcej, uważam taką rytualizację nie tylko za zbędną, to również za niebezpieczną. Jak się wykonuje rytuał, to przestaje się myśleć. Dzieje religii (oraz komunizmu) są wystarczającym na to dowodem.
Twoja ceremonia, cytuję, “będzie zawierała bardzo wiele elementów ceremonii, jakie wszyscy znamy. Jednak nie uważam ich za parodię rytuału religijnego”. Ty może tak nie uważasz (pewnie chodzi Ci po głowie termin “twórcze przetworzenie”), ale parodią one i tak pozostaną. Będzie jakiś “celebrant”? formułki do wydeklamowania? gesty rytualne? Śmiechu warte. Chyba już lepiej od razu zrobić świadomą parodię, choć w polskich warunkach byłaby to pewnie czarna msza :P
No i niestety, to definicja Turnera pozostaje w mocy (obok kilku innych). Komentarza Burszty nie znam, ale znając nieco jego prace badawcze, nie przypisywałbym jej zbyt dużej wartości.
A tak poza tym, to może i jestem integrystą, ale ateistycznym, więc z całego serca życzę Ci, żebyś się dobrze ubawiła, a Twój związek okazał się szczęśliwy, długi i satysfakcjonujący na wszelkich możliwych poziomach.
dziękuję za życzenia :) jak wyjdzie – zobaczymy, jak już będzie po :) o Bursztę można by się kłócić, ale uważam że całkiem niezły tekst napisał o piłce nożnej w kontekście rytualnym (drugi NIEZBĘDNIK INTELIGENTA PLUS, POLITYKA), więc jeśli jesteś kibicem, to uważaj ;)
dziękuję za miłą dyskusję
Autor niech lepiej usunie ten wpis bo jeszcze ktoś mu zarzuci, że podświadomie wierzy w Boga i zacznie przy okazji wyzywać wszystkich od “pseudoateistów” albo ktoś jeszcze gorszy ruszy na autorów bloga niczym rycerz z kopią na smoka i zarzuci “brandzlowanie się ateizmem” ;P
barre, nie wszystkie ceremonie to religijne rytuały, ateista może sobie przyjąć komunię w kościele ale nic mu się przez to nie stanie bo w to nie wierzy żeby się coś stało trzeba wierzyć.
Od świętej komunii zasadniczo “nic się nie dzieje”. Niezależnie od tego, czy się wierzy, czy nie :)
Jednak niepokoi mnie Twoje stwierdzenie, że “ateista może sobie przyjąć komunię w kościele”. To identyczny trop myślenia jak biskupie: “krzyże w klasach i urzędach nie przeszkadzają przecież ateistom, no bo oni i tak nie wierzą, to im powinno być wszystko jedno”.
Otóż nie. Ateista nie powinien przyjmować komunii świętej i to przynajmniej z 2 powodów:
Po pierwsze: z uczciwości względem siebie. Etyka ateistyczna nie może dopuszczać zakłamania – to jest specjalność religii.
Po drugie: z szacunku dla tych, którzy wierzą, że komunia coś znaczy. Nie chodzi mi o szacunek dla ich wiary (proszę ode mnie tego nie wymagać), ale szacunek dla nich jako ludzi, którzy mają pełne prawo do swoich wyborów i nie widzę powodu, żeby ich urażać.
Analogicznie odnosi się to i do innych rytuałów.
PS. Jasne, że nie wszystkie ceremonie to rytuały, ale w tekście inicjującym tę dyskusję chodziło właśnie o ryty przejścia, a autor zaproponował dla nich niemal czysto religijną formę rytualną.
Ceremonia pogrzebu nie ma sensu zarówno wśród ateistów, jak i chrześcijan. Ateiści uważają, że po śmierci nic nie ma, a chrześcijanie wierzą, że zmarły trafia do piekła, czyśćca lub nieba w zależności od tego jaki był, a nie w zależności od tego jak go pochowano.
Katolicy wymyślili sobie jakieś odpusty, czyli jednak jak zmarły miał wielu znajomych, którzy byli wierzący i którzy się za niego modlą, to ma lepiej od zmarłego, który był samotny.
Ogólnie jednak pogrzeby nie mają sensu.
Pamiętajmy jednak, że jedyną rzeczą, która jest pewna jest Śmierć.
Niech katolicy nie mówią, że ateiści o niej nie myślą.
“Od świętej komunii zasadniczo “nic się nie dzieje”. Niezależnie od tego, czy się wierzy, czy nie :)”
Właśnie, że nie. Jak wyjaśnisz te różne cuda i objawienia w różnych religiach? Jak wyjaśnisz fakt, że klątwy/cuda/błogosławieństwa działają na tych, co w nie wierzą, a nie wpływają na niedowiarków?
Dla tych co wierzą w Boga, On istnieje, dla tych co wierzą w magię, ona istnieje, dla tych co wierzą w reinkarnację, ona istnieje. A dla tych co nie wierzą, te rzeczy nie istnieją. Wiara powoduje, że coś zaczyna realnie istnieć.
Jestem ateistą ale uważam, że jak się w coś naprawdę wierzy, to to istnieje.
nekros co ma piernik do wiatraka? Rozumiem, że to temat o obrzędach, a jednym z nich jest pogrzeb ale po co wciąż piszesz o śmierci?
To o czym piszesz, to “efekt placebo”. Idąc dalej za twoim rozumowaniem należałoby przyjąć, że jeżeli ktoś wierzy, że mleko kwaśnieje, bo sikają do niego gnomy, to w jego domu mleko kwaśnieje, bo sikają doń gnomy, a nie – jak w innych domach – poprzez zapoczątkowanie procesów gnilnych.
Nie udowodnisz nikomu, że tak nie jest.
Zbytni skrót myślowy. Rozwiń to jakoś, bo nie wiem jak mam odpowiedzieć.
“Wiara powoduje, że coś zaczyna realnie istnieć.”
“Jestem ateistą ale uważam, że jak się w coś naprawdę wierzy, to to istnieje.”
Ręce opadają.
Święty Wolterze, zrób coś!
“nekros co ma piernik do wiatraka?”
Mają coś do siebie. Zarówno piernik, jak i wiatrak to przedmioty martwe.
Czemu przeszkadza ci to, że piszę o Śmierci? Czyżbyś się jej bał?
Jest takie powiedzenie, że nie ma ateistów w okopach. Bojąc się Śmierci tylko je potwierdzasz.