Wiara ludzi mądrych

Posted: 25 Kwiecień 2010 by Ameba28 in Religia, Ze świata
Tagi: , , , ,

Włoski dziennikarz Vittorio Messori, autor wywiadu z Janem Pawłem II “Przekroczyć próg nadziei”, do katolicyzmu doszedł przez rozum

W swoich książkach i wystąpieniach stara się przekonywać, że chodzenie do kościoła nie tylko nie oznacza rezygnacji z myślenia, lecz jest w pełni racjonalnym wyborem.

Vittorio Messori: Dawniej antykatolicyzm miał korzenie marksistowskie, a obecnie – po upadku muru berlińskiego – jest związany raczej z radykalnym liberalizmem. Żyjemy w dyktaturze politycznej poprawności, która każe nam wspierać wszystkie mniejszości, począwszy od niepełnosprawnych, aż po najodleglejsze dzikie plemiona bądź nieznane jeszcze gatunki owadów, zagrożone wyginięciem.

La Vanguardia: I to się panu nie podoba?

Tylko dlatego, że ta ochrona nie obejmuje trzech grup, które, przeciwnie, spotykają się jedynie z potępieniem: palaczy, myśliwych i… katolików.

Mógłby pan jeszcze dodać wielbicieli walk byków.

Ja sam nie poluję, ale jestem palaczem i katolikiem. Dlatego, odkąd uważam się za człowieka wierzącego, staram się udowonić światu, że bycie chrześcijaninem nie jest dowodem na głupotę, choćby całe otoczenie tak nam właśnie wmawiało.

Kto nam to wmawia?

Przede wszystkim cały legion byłych księży, autorów rozmaitych antykatolickich książek, w których usiłują oni wybielić swoją przeszłość w oczach inkwizytorów politycznej poprawności.

Może pan wymienić jakieś nazwiska?

Jest na przykład pewien matematyk, były seminarzysta, którego ciągle zapraszają do dyskusji w mediach jako mojego oponenta. Ten pan zawsze próbuje udowodnić, że bycie wierzącym jest równoznaczne z byciem idiotą. (Mowa o włoskim uczonym i zdeklarowanym ateiście Piergiorgio Odifreddim – przyp. Onet).

I co pan na to odpowiada?

Jestem katolikiem. Choć nie jestem święty, mam wiele wad i popełniam różne grzechy, nie jestem kretynem. Odkąd skończyłem sześć lat i poszedłem do szkoły, do dnia dzisiejszego, przez cały czas się uczę.

Poza tym cieszy się pan względami papieża.

Kiedyś nie byłem katolikiem. Studiowałem nauki polityczne w Turynie, a w maju 1968 roku polityka stała się dla mnie religią. Tak było do czasu, gdy odkryłem wiarę.

Jak to się stało?

Opisałem moje nawrócenie na 500 stronach… Nie spodziewa się pan chyba, że opowiem teraz o tym w trzech słowach?

Cóż, tacy już jesteśmy, my, dziennikarze.

Poprzestańmy na tym, że zawsze starałem się udowodnić, iż rozum nie kłóci się z wiarą, ale prowadzi do wiary. Aby być człowiekiem wierzącym, nie trzeba rezygnować z racjonalnego myślenia. Wręcz przeciwnie, rozum – jeśli go właściwie używamy – pozwala nam jeszcze głębiej uwierzyć.

W jaki sposób?

Odebrałem racjonalne wychowanie i kiedy stałem się człowiekiem wierzącym, musiałem odrzucić racjonalizm jako ideologię, ale nie zrezygnowałem z racjonalnego myślenia. Tak mówi sam Pascal: to właśnie rozum właściwie używany pozwala nam zaakceptować tajemnicę.

Jak to się stało, że przeprowadził pan wywiad z papieżem?

Zadzwonił do mnie Joaquin Navarro Valls i powiedział: “Vittorio, Ojciec Święty chciałby się z panem jutro zobaczyć”.

Dlaczego właśnie z panem?

Papież czytał moje felietony w dzienniku “Avvenire” i bardzo mu się podobały, więc wybrał mnie, abym przeprowadził z nim pierwszy telewizyjny wywiad.

To była dla pana wielka szansa.

Ale wywiad w telewizji? To nie było moje medium. Jestem dziennikarzem prasowym, nie telewizyjnym. Toteż, choć było mi bardzo przykro…, chciałem odmówić.

I co było dalej?

Navarro Valls zmusił mnie, abym pojechał na spotkanie z papieżem w Castel Gandolfo. Pojechałem tam więc z Pupim Avantim.

Tym reżyserem?

Pupi miał się zająć przygotowaniem scenografii wywiadu. Strażnik oznajmił: “Jego Świątobliwość!” i stanął na baczność, kiedy Jan Paweł II wszedł do przepięknej barokowej sali audiencyjnej. Ale zaraz potem papież zaprowadził nas do swoich apartamentów, gdzie panował domowy, polski klimat, przesycony wonią kalafiora.

I Jan Paweł II pana przekonał?

Walnął pięścią w stół i musiałem ustąpić. Papież poprosił, abym przysłał mu faksem trzydzieści pytań.

Jakie to były pytania?

Nie wypytywałem go o homoseksualizm ani o małżeństwa księży… Chciałem dowiedzieć się za to, co leży u podstaw wszystkiego: zapytałem o wiarę.

O co dokładnie pan spytał?

“Czy Wasza Świątobliwość naprawdę wierzy w Ewangelię?”.

Nieźle, pytać papieża o to, czy naprawdę wierzy…

Nie znoszę banałów upowszechnianych przez watykanistów. Najważniejsza jest wiara, bo to na niej opiera się wszelka moralność, a dziś ta moralność jest zagrożona. Bez wiary moralność katolicka, z jej zakazem aborcji i eutanazji, byłaby jedynie próbą narzucenia innym ograniczeń.

W dodatku postrzeganych jako reakcyjne i arbitralne.

Właśnie. To normalne, że nie mając wiary ludzie buntują się przeciw zakazom księży, tak jak ja się przeciwko nim buntowałem przed moim nawróceniem.

I kiedy papież się z panem skontaktował?

Odezwał się do mnie Joaquin Navarro Valls i powiedział, że postanowiono jednak zrezygnować z wywiadu, a ja odetchnąłem z ulgą. Po jakimś czasie Valls zadzwonił do mnie ponownie, “żeby zaprosić mnie na pizzę”, a na spotkanie przyniósł plastikową torbę pełną papierów. To były własnoręcznie pisane przez papieża odpowiedzi na moje pytania. Tak powstała książka “Przekroczyć próg nadziei”.

To był prawdziwy bestseller.

“Zapłacili mi 10 milionów dolarów za prawo do jej publikacji w 53 językach” – wyznał mi potem papież. Książka pojawiła się w księgarniach w październiku, a do Bożego Narodzenia sprzedano 20 milionów egzemplarzy.

Pan już wcześniej napisał inny bestseller.

“Raport o stanie wiary” z 1985 roku. Był to zapis rozmowy z kardynałem Ratzingerem, wówczas prefektem watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Dużo wysiłku kosztowało mnie przekonanie go, by zgodził się na ten wywiad. To była książka ściśle informacyjna, podczas gdy rozmowa z Janem Pawłem II ma bardziej refleksyjny charakter.

Dlaczego chciał pan przeprowadzić wywiad z kardynałem Ratzingerem?

Łączyło nas – i nadal łączy – to samo zainteresowanie relacją między wiarą i rozumem. “Wiara – mówił kardynał Ratzinger – gaśnie na Zachodzie jak świeca, w której wytopił się wosk”. Z tej troski zrodził się “Raport o stanie wiary”, dziś uważany za jeden z kamieni milowych, wyznaczających zakończenie debaty posoborowej.

Kardynał Ratzinger nie był wówczas zbyt popularny.

Po opublikowaniu “Raportu” otrzymywałem pogróżki, od tych samych osób, które domagały się pluralizmu w Kościele. Ale usłyszałem także słowa podziękowania od tych, którzy przeczytali książkę i z ulgą doszli do wniosku, że nie są lefebrystami.

A, na koniec naszej rozmowy, co pan powie o pedofilii w Kościele, o jego materialnych bogactwach i duchowym ubóstwie?

Wierzyć w cokolwiek nie jest trudno, w końcu każdy w coś wierzy. Wierzyć w Boga nie jest już tak łatwo, wierzyć w Jezusa jest znacznie trudniej, a wierzyć w Kościół i księży… to prawie niemożliwe. Kościół to podwójna rzeczywistość – przypomina klejnot ukryty w glinianym dzbanie. Najważniejsze nie jest to, co dla nas widoczne, czyli proste gliniane naczynie, ale klejnot ukryty w jego wnętrzu, a więc sakramenty. Jeśli jednak wierzymy w ponowne przyjście Chrystusa na świat, to wiemy, że powierzył On swój Kościół ludziom do czasu swojego powrotu. Ale to są tylko ludzie i ten widoczny, ludzki aspekt Kościoła bynajmniej nie budzi mojego entuzjazmu.

Źródło: Onet.pl

Czekam na wasze liczne komentarze.

Boże, błogosław ateizm
Ameba

Komentarze
  1. futrzak pisze:

    rozum prowadzi do wiary..ino jeszcze nie widzialam dokladnej sciezki w tem wzgledzie ;)

  2. Tadzimierz pisze:

    No nieźle. Szczególnie ta ostatnia wypowiedź. Zanurzona w jakichś fantazjach.

  3. smalu pisze:

    Skoro do katolicyzmu dochodził przez rozum, to mógł się jednak zatrzymać w swojej traumatycznej podróży na rozumie i nie iść dalej w kierunku katolicyzmu.

  4. zawadowo pisze:

    rozum i wiara? hahaha, nie w KK.

  5. Krasnov pisze:

    W końcówce jest błąd. Powinno być chyba: “Najważniejsze nie jest to, co dla nas widoczne, czyli proste gliniane naczynie, ale klejnot ukryty w jego wnętrzu, a więc ekskrementy”.

  6. Wierzyć w cokolwiek nie jest trudno, w końcu każdy w coś wierzy. Wierzyć w Boga nie jest już tak łatwo, wierzyć w Jezusa jest znacznie trudniej, a wierzyć w Kościół i księży… to prawie niemożliwe.

    Widać, że facet nigdy w Polsce nie był. U nas się wierzy w księdza, ździebko w Chrystusa, a Bóg to abstrakcja. No, po drodze był jeszcze papież, jak był „nasz”, ale to taka bardziej mentalna maskotka była dla ludzi.

  7. Rosomak pisze:

    Jeśli chodzi o Pascala to idąc jego ścieżką najwłaściwiej byłoby wierzyć w możliwie największą liczbę bogów etc. Zatrzymanie się na jednym ogranicza prawdopodobieństwo sukcesu wg. założeń Zakładu Pascala. [nic nowego, ale ten argument, jako zdyskredytowany wcześniej, śmieszy wypowiadany z taką powagą jako fundament czyjegoś rozumowania].

  8. Marcus Andronicus pisze:

    “Wiar i rozum” coś takiego jak “Sucha woda” czy “Miękki kamień” itp.
    Moim zdaniem kolejny odrażający Watykańsk wazeliniarz i tyle. Pracownik sacro biznesu, prawdę powiedziawszy nawet mało smieszny.

  9. Alpha Phoenicis pisze:

    Współczuję temu panu, została mu zrobiona ogromna krzywda, i sam nie wie co mówi. Każdy sobie może mówić, że jest mądry, jest racjonalistą, ale takie deklaracje nie zmienią stanu rzeczy. Poza tym na hui’a komuś jakiś klejnot, którego ani się nie zje, ani nic z tym nie zrobi, można go tylko postawić na półce dla ozdoby, gliniane naczynie jest o wiele bardziej przydatne i potrzebne. Ganianie po pustyni w poszukiwaniu klejnotu nie jest racjonalne, i ten pan jako “mądry” powinien o tym wiedzieć :P
    A jeszcze lepsze jest “naczynie” z włókien węglowych lub innego kosmicznego materiału, dlatego ja wybiorę właśnie je :>

    PS. Dla mało kumatych z tym naczyniem to metafora taka :P

  10. heimdall.laik pisze:

    jak rozum pusty, to i napełnić go czym musiał…niestety tak to wygląda1

  11. futrzak pisze:

    Jak slysze zestawienie wiara i rozum, a zwlaszcza katolicyzm i rozum, to nieodmiennie przypominaja mi sie bardzo racjonalne rozważania prowadzone na uniwersytetach europejskich sredniowiecznych – mianowicie ile diablow zmiesci sie na glowce od szpilki…

  12. Adamu pisze:

    Jeśli chodzi o Zakład Pascala, to można go rozszerzyć na zasadzie indukcji. No bo skoro można zakładać sie o istnienei Boga, o którym nic nie wiadomo, to można się też zakładać o to , czy Bóg ów (o którym nic nie wiadomo i jego wyroki są niezbadane) jest gejem i czy gejów sobie upodobał i czynić coś na wszelki wypadek, no bo przecież skoro nic o nim nie wiadomo, to tego też. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego wierzący zatrzymują sie tylko na samym zakładzie o istnienie Boga, a nie pokuszą się o zakład na zasadzie Pascala o inne cechy Boga iż tylko istnienie. A możliwości można wymyslić dużo, bo skoro Bóg ma być nieskończony, to i ilość możliwości jest nieskonczona.

  13. Adamu pisze:

    Zatem co jeszcze wierzący powinni robić na wszelki wypadek? I to będzie bardzo logiczne, bo będzie wynikało logicznie wprost z Zakładu Pascala…

    Wszystko co wpadnie do głowy …, cokolwiek …

    A można też stwierdzić: A co jeżeli co prada sam Bóg nie istnieje, ale istnieje w koskomosie wielka inteligentna siła, która nie znosi być utożsamiana z Bogiem i siła ta szczególnie upodobała sobie widok pewnego czworonoga od tyłu z podniesionym ogonem … i porazi po śmierci kazdej śmiertelnej istoty jej duszę duszę i dusze wszystkich, którzy tego widoku nie czczą?

    Tak samo jak istnienia Boga nie da się udowodnić tak nie da sie również udowodnić prawdziwości lub nieprawdziwości tego stwierdzenia.

  14. Adamu pisze:

    Czytając mój poprzedni komentarz przyszedł mi do głowy Baranek Boży :D, może Bóg nei bez powodu lubi … baaarany …

  15. privateart pisze:

    “Czy Wasza Świątobliwość naprawdę wierzy w Ewangelię?”-dobre pytanie,a parafrazująć :Panie papieżu Ratzinger,czy pan naprawdę wierzy?-Nie,ale jakoś trzeba pchać do przodu ten bajzel.
    Wracając do mądrego wierzącego.Ten facet odnalazł drogą rozumową coś cennego,wspomina o klejnocie w garnku,ale po co mu w takim razie KK?

  16. montgomery pisze:

    “To normalne, że nie mając wiary ludzie buntują się przeciw zakazom księży” – ot i wszystko jasne. To jak dziecko, które mi nie wierzy, że je kocham, jeśli mu zabronię jakiejś złej rzeczy. Albo uwierzy mi, że robię to z miłości, albo będzie myśleć, że robię mu na złość. FINE

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Gravatar
WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s