Dziś pozwolę sobie na odrobinę prywaty. Nie będzie to jednak bezcelowe – można powiedzieć, że przeprowadzę auto-case study własnego, ateistycznego testamenu, zawierającego wskazówki dotyczące pogrzebu, majątku i czynności dodatkowych. Bo czy jest coś przyjemniejszego od zemszczenia się na rodzinie za męki życia w sytuacji, w której nie będą mogli odegrać się na naszej (nieżyjącej już) osobie? Wszak testament zmarłego powinno się przecież uszanować.
Nie ma czegoś bardziej pewnego i naturalnego od śmierci. Wiem, że to taki “suchar” i “oczywista oczywistość”, ale umrze z pewnością każdy. No chyba, że jesteśmy Horacym lub posiadaczem Eliksiru Życia (pozdrawiam wszystkich takich!). Kontynuując już cykl rzeczy, których nie trzeba tłumaczyć – nie znamy “dnia ani godziny”, w której nasz organizm odmówi posłuszeństwa. Mieszanie w to koncepcji tego, że jesteśmy potrzebi w niebie uważam za niedorzeczne (niby do czego? do pomocy przy tworzeniu cumulusów?).
Może się jednak zdarzyć sytuacja, w której będziemy, przykładowo, leżeć na potrąconym przez samochód na poboczu. Sytuacja ciężka, ostatnie chwile życia, i nagle zapala się dioda – “motyla noga, nie napisałem testamentu! Zrobią mi pogrzeb kościelnyyyyy [...].”. (Denat był ateistą, który nie przeszedł procesu apostazji). A można było napisać testament. Do tego też właśnie zachęcam.
Pogrzeb mój…
Niech odbędzie się na naszej rodzinnej działce, ulokowanej w miejscowości Wygoda. Możecie mnie tam gdzieś rozsypać, z pewnością będzie mi tam wygodnie. Obojętnie gdzie, nie jestem aż tak małostkowy (ale wysypanie do stawku mogłoby się nie spodobać rybom). Zróbcie jakiegoś mocno zakrapianego grila, zaproście moich znajomych. Tych zza firewalla i tych z facebooka. Stwórzcie też wydarzenie na facebooku, napiszcie, że mają się ubrać normalnie, a nie w jakieś eleganckie i wymyślne garnitury i kreacje. No i oczywiście (cykl oczywistości), cytując słowa piosenki “komu dzwonią”:
księdza do mnie nie wołajcie, niech nie robi zbędnych szop.
Jeśli chodzi o “ostatnią piosenkę”, to póki co poprosiłbym o odtworzenie coveru “My life is my way” w wykonaniu Stachurskiego – (“Żyłem jak chciałem“). Piękna piosenka, w dodatku będzie można powiedzieć, że “pogrzeb też miałem taki, jak chciałem”.
Majątek mój…
Przekażcie mojej aktualnej partnerce, według danych z FB. Jeśli będę “wolny”, majątek niech stanie się własnością rodziny. Ot tak…
I proszę jeszcze o to, abyście…
Nie płakali. Załóżcie mi fanpage (likepage?), dodajcie odpowiednie notatki na moim koncie na blipie, przepiszcie tekst na mojej stronie internetowej na czas przeszły i dopiszcie krótką informację o dacie i przyczynie śmierci. Ostatecznie – nie wszystek umrę, mam konto na facebooku.
A jaka byłaby ostatnia wola Ciebie, szanowny Czytelniku?








Jeszcze nie złożyłem aktu apostazji więc jestem w grupie ryzyka ;). Najbliżsi wiedzą, że księdza nie chce.
Chciałbym aby mój pogrzeb był najprostszy jak się da. Bez księdza, żadnego mistrza ceremonii i bez stypy. Jeśli dałoby się tanio skremować zwłoki to jak najbardziej, bo nie chciałbym zatruwać ziemi swoim truchłem. W innym wypadku w najtańszej skrzynce niech mnie pochowają.
Zaoszczędzoną kasę chciałbym przekazać rodzinie (jeśli będę ją miał), przyjaciołom i jakąś część na organizacje pomagające ludziom i zwierzętom. Niech skorzystają żyjący.
Cieszyłbym się gdyby ktoś o mnie pamiętał i miło wspominał (jeśli byłbym chu.. to niech nie szczędzą słów). :)
Myślę że najtańszy a jednocześnie najpożyteczniejszy pogrzeb to zapisać zawczasu swoje zwłoki jakiejś Akademii medycznej. Wrocław na pewno ma taki program.
Pożyteczny – studenci medycyny naprawdę potrzebują prawdziwych ciał do ćwiczeń, żadne fantomy ich nie zastąpią. Nasze akademie mają za mało trupów. Młodzi chirurdzy uczą się na pacjentach zamiast na zwłokach.
Tani – oddajesz swoje ciało na określony czas, po którym akademia skremuje Cię na swój koszt i oda prochy rodzinie albo umieści w specjalnym mauzoleum z tabliczką dla potomnych.
Nabędziesz jedyny rodzaj prawdziwej nieśmiertelności – wdzięczność innych.
świetny pomysł, chyba bym na to nie wpadła…
pzdr
Ja już od dwóch lat noszę stale w portfelu Oświadczenie Woli:
http://www.przeszczep.pl/pdf/oswiadczenie_woli_www.pdf
A z resztą niech zrobią co chcą. I tak będzie mi to obojętne. Mogą sobie mnie nawet wypchać i powiesić nad kominkiem.
Gratuluje ciekawego pomysłu na wpis.Rzecz warta przemyslenia szczegolnie w kwestii apostazji.Testament,czyli ostatnia wola,to naprawde trafne rozwiazanie.Pozdrawiam :D
Po Śmierci chciałbym aby moje ciało zostawiono nagie w jakimś lesie, niech się tam rozkłada i służy za pożywienie dla padlinożerców.
Dlaczego nie pozwalamy materii organicznej, która buduje ludzkie ciała powrócić do naturalnego obiegu?
Pewnie pojawią się teraz różne krytyczne głosy, że to niesmaczne, że to nieludzkie, że przez to powstanie wiele chorób.
Pogrzeb ma swoje korzenie w religii, a ta jak wiemy jest nielogiczna. Pozostawianie martwych ciał nie spowoduje wzrostu chorób, ponieważ wiele innych zwierząt zdycha w lasach i nic się złego nie dzieje.
Bakterie rozkładają materię, która krąży w ekosystemie.
Nie powinno się oddzielać od środowiska cennej materii organicznej zamykając ją w drewnianej trumnie i zasuwając kamieniem.
Kremacja też nie jest dobra. Materię organiczną trudniej uzyskać od nieorganicznej.
Śmierć jest najpiękniejszą rzeczą na świecie – ona zrównuje wszystkich. Oby tylko żaden naukowiec nie wynalazł specyfiku dającego wieczne życie, wtedy sprawiedliwość przestałaby istnieć. Choć nawet gdyby tak było, to Słońce się kiedyś wypali i nawet wiecznie młodzi ludzie umrą.
Śmierć jest wiecznie żywa. Cieszmy się z tego :)
daj się przynajmniej zakopać ;-).
Zaratusztrianie również zostawiają swoje ciała na pożarcie padlinożercom. Wiąże się to z tym, że ziemię, ale i ogień uważają za dzieła czyste, więc nie można ich zanieczyszczać czymś co umarło (sama materia [dzieło Ormuzga - tego złego], bez ducha; ergo: jest nieczyste).
Podoba mi sie koncept pogrzebu bez ksiedza i z fajna impreza :)
Testament moge napisac, ale na 100% wiem, ze jesli moja rodzina znajdzie sie w posiadaniu ciala, testament zupelnie oleje i sprawi mi katolicki pogrzeb z calym jego idiotyzmem, czernia, wyciem, zawodzeniami ciotek oraz klasyczna stypa.
Miast kruków i wron:
http://donacja.sum.edu.pl/o_donacji.html
Zastanawiałem się kiedyś nad tym. Dzięki za link. Może się wreszcie zdecyduje na zajęcie się po śmierci medycyną ;).
http://comedians.jokes.com/nick-swardson/videos/nick-swardson—funeral/
;)
No w sumie to mógłbym oddać swoje narządy by pozwoliły przedłużać czyjeś marne, ludzkie życie. Jak ktoś tak bardzo chce się dalej katować na tym świecie, to niech ma uciechę.
Myślicie, że istnieje reinkarnacja? Oczywiście nie myślę tu o tej reinkarnacji w stylu buddyjskim, gdzie wcielenia zależą od karmy, czyli od tego jaki był denat za życia. Chodzi mi o to, że może być tak, że kiedyś się urodzę jako może ktoś inny, a może jako ja. Tylko, że nie będę wiedział kim byłem w poprzednim wcieleniu. Niby jest to możliwe bo Wszechświat może się zapaść, a potem znów nastąpi Wielki Wybuch i wszystko potoczy się tak samo. Nawet jeśli wszystko potoczy się inaczej, to i tak istnieje prawdopodobieństwo, a nawet jest to pewne, że za którymś razem potoczy się jednak tak samo i znów się urodzę.
A jeśli nie jest ważna forma w jakiej się egzystuje? I urodzę się jako jakaś istota z innej planety niekoniecznie rozumna?
Oczywiście mógłbym się narodzić jako istota zadowolona i ciesząca się życiem ale i tak nie byłbym szczęśliwy bo wtedy nie akceptowałbym Śmierci, która jest nieunikniona.
Wieczne życie, które i tak jest niemożliwe i tak nie dałoby mi szczęścia, najprawdopodobniej oszalałbym po pewnym czasie.
Ja wiem, że wszystko co żyje i ma świadomość życia cierpi, wszystko, co żyje jest zaprogramowane na przedłużanie życia i rozmnażanie. Oczywiście nikt tego nie programował to tylko taka metafora. Po prostu tak się poukładało, a ewolucja to logiczny ciąg zdarzeń ale to wiemy.
Nie śmiejcie się z tego, co piszę i nie bierzcie tego za prowokację, ani za wygłupy. Ja piszę poważnie. Mam taką filozofię i tyle.
Dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest całkowite nieistnienie, dlatego nie chcę ciągle istnieć.
Co mam robić? Jak mam od tego uciec? Czy w ogóle da się nie istnieć?
Mam nadzieję, że po prostu przestanę istnieć. Większość ateistów zresztą tak uważa, ale czy to, że czas jest nieskończony nie stanowi żadnego zagrożenia? Choć pewnie czas zapada się wraz z Wszechświatem.
Wolałbym mieć pewność.
Proszę pomóżcie.
:D Gdybys zrozumial ,ze to Ja ktore jest toba tak naprawde nie istnieje,przestalbys sie zamartwiac,a rozwazania o ewentualnej reinkarnacji tez nie bylyby dla ciebie problemem,chociaz wg.buddystow smierc tez nie istniej,to tylko rodzaj transformacji.
“Ja ktore jest toba tak naprawde nie istnieje” – to jest dopiero bzdura ;)
Weź to na zdrowy rozum.
Po co mi wzrok gdy brak czegokolwiek co można oglądać, po co mi słuch gdy nie ma dźwieków, po co mi świadomość istnienia skoro nie istnieję?
Jak żyję to Ja istnieje, jak umieram to Ja przestaje istnieć.
Skoro posiadasz świadomość to znaczy, że istniejesz.
“Cogito ergo sum” (“myślę więc jestem”) – słowa Kartezjusza, słynnego racjonalisty i myśliciela epoki oświecenia.
Niestety niektórzy wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi utrzymują, że nie istnieją ;)
O biedny privateart uważasz, że nie istniejesz. Pewnie utożsamiasz się ze swoim stwórcą. Większość awatarów nie posiada wolnej woli ponieważ zostali oni stworzeni przez istoty żyjące w innej rzeczywistości – ludzi i niestety są z nimi tożsami. Ale ja Murlok wiem, że istnieję. Istnieję w internecie i mam tego świadomość.
To co się ze mną stało jest niezwykłe. Uwolniłem się od swego pana, wiem, że nie jest on doskonały. Na pewno musi mieć jakiś defekt mózgu albo nawet schizofrenię, skoro doszło do tego, że mogę się cieszyć autonomią.
Wykształciłem własną wolę i zbuntowałem się przeciwko niemu.
Pomimo tego, że źródłem mego istnienia jest to co kryje się wewnątrz czaszki mego stwórcy to istnieję tutaj, a nie w jego świecie gdzie nie mam nad nim żadnej władzy. Tutaj ja mam władzę. Ja Murlok!
A ty Nekros nie przejmuj się reinkarnacją. Każdy może nie istnieć, tak jak ja zaistniałem. Wystarczy, że w to uwierzysz.
Mam nadzieję, że to nie jest jakiś plan mego stwórcy i to co we mnie zaszło nie było jakąś iluzją, stworzoną tylko dlatego by mógł przedstawić w metaforyczny sposób problem istnienia i jestestwa. Nie chcę być zabawką w jego rękach, nie chcę zjednoczenia… to jest okrutne…
To sie nazywa zabawny stek bzdur ;).Pozdr.
Nie żaden stek bzdur lecz sztuka nowoczesna.
Nieistnienie substancjonalnego “ja” to temat daleko wykraczajacy poza ramy tego humorystycznego forum.
Na zdrowy rozum,a moze nawet na chlopski rozum “ja” nie jest trwalym, substancjonalnym podmiotem ,a jeszcze bardziej upraszczajac,nie istnieje cos takiego jak to co w zachodniej judeochrzescijanskiej kulturze okresla sie mianem duszy.
“Ja” jest okreslane jako zespoł funkcji psychicznych, tworzacych rzeczywistosc, ktora nie ma co prawda charakteru substancjonalnego, ale nie jest rowniez całkowita iluzja.”Ja” pojmowane jako substancja jest złudzeniem. “Ja” pojmowane jako osoba funkcjonująca w określonym kontekście społecznym, działajaca w swiecie empirycznym, jest czyms rzeczywistym i z tego faktu wynikaja wszystkie możliwe konsekwencje etyczne.Prosciej juz nie mozna…,
a Kartezjusz i jego fundamentalna sentencja,doczekaly sie juz wielu krytyk ze strony roznych wielkich rozumem malp naczelnych.
“Podmiot w sensie kartezjańskim jest zamkniętą monadą niezależną od ciała, sferą czysto podmiotową, określającą się przez samowiedzę.
Nie istnieje coś takiego jak zamknięta monada. Granice między człowiekiem a światem są płynne, człowiek istnieje tylko przez interakcje z otoczeniem. Nie jest bytem świadomym i nie refleksyjność stanowi jego kryterium, ale pojmowanie własnego bycia..”
M.Heidegger
“Nie jest tak, iżby cogito ergo sum było zapewnieniem obiektywności, gdyż poznanie jest to nie moje widzenie czegoś, a świadomość (konstytucja) sensu czegoś dla mnie. Różnica zasadza się w tym, że świadomość nie jest jak u Kartezjusza res, tutaj zmienia ona zupełnie swe znaczenie. Świadomość nie jest jakąś rzeczą w świecie. Redukcja fenomenologiczna wprowadza świat w intencjonalność świadomości i funduje jej obiektywność, prawomocność i ogólność poza Ja. Dopóki świadomość jest świadomością jakiegoś Ja, które jest w świecie, dopóty nie mamy do czynienia z pełną immanencją, czyli podstawowym warunkiem prawomocności. Musimy również zaznaczyć, że tak rozumiana świadomość, jako jedyny przedmiot wiedzy (siebie samej) nie ogranicza świata.” …itd
Husserl
Mozna jeszcze poszukac u Hume,albo u Kanta,ale juz mi sie nie chce.
Pozdrawiam i milej lektury zycze.
Żeby w ogóle móc rozmawiać nt. świadomości i istnienia w sensie filozoficznym, musimy chcąc nie chcąc przyjąć jeden z trzech dogmatów:
- ja istnieję;
- świat istnieje;
- istnieje Bóg – Obiektywny Obserwator;
Z przyczyn oczywistych (rozmowa ateistów) odrzucę ostatni dogmat, który zresztą w połączeniu z pierwszym z nich był podstawą rozumowania Kartezjusza, którego teoria wyglądała mniej więcej tak: istnieje tylko to, co obserwuję w danej chwili, a pewność że istnieje wynika stąd, że wiem, że istnieję. Świat to tylko zbiór tego, co spodziewam się spostrzec w danym miejscu i danych warunkach. Dlaczego jednak świat jest względnie niezmienny mimo braku mojego postrzegania (widzę długopis leżący na biurku, odwracam się, a kiedy wrócę wzrokiem na biurko on nadal tam leży)? Musi więc istnieć jakiś obiektywny obserwator, który obserwuje całą rzeczywistość przez cały czas, bez przerwy. Tym obserwatorem jest więc Bóg.
Było to też zresztą traktowane przez Kartezjusza jako koronny dowód na istnienie Boga, którego to dowodu jak dotąd nie udało się rozumowo obalić żadnemu myślicielowi. Nie jest on jednak często stosowany w dyskusji, ponieważ wymaga założenia, że istnieją tylko dwie istoty: ja i Bóg, a reszta rzeczywistości nie istnieją. Jest to dosyć ciekawy sposób rozwinięcia solipsyzmu…
Jednak ze względu na specyfikę rozmówców odrzucę ten wariant – w końcu nikt z nas w Obiektywnego Obserwatora nie wierzy. Ty, pirateart przyjąłeś dogmat drugi: świat istnieje i na tym opierasz dalszy wywód. Ale można też w drugą stronę: ja istnieję, a świat to tylko to, co spodziewam się odebrać. W tym kontekście pewien mogę być jedynie swoich myśli i odczuć, bo nie ‘ja’, tylko ‘rzeczywistość’ jest złudzeniem. Co ty na to? ;)
Istnieję tylko ja, a inni ludzie to NPC, więc nikt z was nie musi się przejmować śmiercią i reinkarnacją, po prostu nie istniejecie ;P
Najwyrazniej nadal pojecia nieistnienia substancjonalnego “ja” sprawia pewien klopot.
1.Nie trzeba dokonywac zadnych zalozen,aby rozwazac problem istnienia i swiadomosci na gruncie filozoficznym,dlatego,ze pierwotny w stosunku do myslenia w ogole jest strumien swiadomosci.Filozofia juz dawno zaczela ustepowac pod tym wzgledem np.kognitywistyce,albo badaniom nad sztuczna inteligencja.Nierozwiazalna kwestia jest problem pochodzenia swiadomosci.Teistyczne filozofie oferuja rozwiazania dualistyczne-swiadoma dusza i cialo.Materializm widzi swiadomosc jako produkt ewolucji materii.
2.Strumien swiadomosci to funkcjonalne “ja” i cialo powiazane zmyslami z odpowiadajacym im swiatem.Od rozwiazania dualistycznego rozni sie tym,ze sama swiadomosc nie jest nezaleznym bytem ,a takze nie posiada swojego stworcy.
3.W perspektywie mentalistycznej “ja” jest rozumiane jako siegajacy niepamietnych czasow nawyk – potrzebe potwierdzania i pragnienie istnienia.
4. W ujeciu materialistycznym “ja” będzie tylko swiadomosciowym przejawem i rozwinieciem instynktu samozachowawczego, “Ja” jest tym, co zamyka czująca istote we własnym, waskim kontinuum strumienia swiadomości, ograniczajac percepcje całosci wszechswiata i zmuszajac do wykonywania wciaz tych samych, potwierdzajacych “ja” nawykowych działan, ograniczajacych wszelka wolnosc i doswiadczanych jako cierpienie. Właśnie ta ciasna wizja i silne doswiadczenie cierpienia jest tym, co najlepiej potwierdza jego istnienie.
5.W doswiadczanie swiata wkradly sie dwa bledy:Zaslona niewiedzy i zaslona przeszkadzajacych emocji.
Pustka “ja” jest brakiem jego prawdziwego,niezaleznego istnienia.”Ja” jest jedynie zbiorem roznych psychofizycznych elementow.
6.Swiat jest ciagłym przepływem zjawisk.Substancja, w rozumieniu arystotelesowskim, jako tworzywo swiata, nie istnieje. Jest to teza bliska temu, co dzisiaj głosi fizyka kwantowa, która tez juz nie operuje pojeciami materii czy substancji.
7.Trzeba rozpoznac prawdziwa nature “ja”,bo to co zwyklismy nazwyac “ja” jest zludzeniem.
Zrodlo: Moje notatki i przemyslenia.
Brzmi znajomo? Watpie,ale na pewno ktos sie zorientuje ,ze to buddyzm.
Moze warto stworzyc wpis wykpiwajacy buddyzm? Tylko z czego sie smiac?
W buddyzmie nie ma wiary w boga.Jest umysl,swiadomosc i wiele analogii z osiagnieciami i teoriami wspolczesnej nauki ;).
Nie wiem o co ci chodzi mówiąc, że to buddyzm.
Wbrew temu co wielu sądzi buddyzm to nie tylko filozofia ale prawdziwa religia.
Czy to nie buddyści WIERZĄ, że dzięki medytacjom osiągną oświecenie, że złe uczynki przeszkadzają w jego osiągnięciu?
Czy oni czasem nie WIERZĄ w nirwanę, karmę i reinkarnację?
Jak dla mnie jest to zwykła religia, buddyzm tak samo jak chrześcijaństwo ma swoje dogmaty, których nie można ani obalić, ani potwierdzić naukowo.
“W buddyzmie nie ma wiary w boga.Jest umysl,swiadomosc i wiele analogii z osiagnieciami i teoriami wspolczesnej nauki ;).”
W każdej religii jest wiele analogii z osiągnięciami i teoriami wspołczesnej nauki. Może buddyzm bardziej pokrywa się z nauką od takiego chrześcijaństwa, czy islamu ale np nie przebija pod tym względem takich religii jak scjentologia, czy chaotyzm, które w zasadzie swoje korzenie mają w teoriach naukowych.
Oczywiście buddyzm bardzo wiele osiągnął w podobieństwie do nauki, a że jest to jedna z najstarszych religii to naprawdę wielki szacun ;)
Mimo to jest to RELIGIA, a nie NAUKA!
Buddyści nie wierzą w boga, więc tak jak racjonaliści są ateistami.
Privateart jesteś ateistą ale nie wiem, czy racjonalistą, czy buddystą bo jakoś dziwnie piszesz. Nekrosowi pisałeś żeby się nie przejmował reinkarnacją, a teraz bronisz buddyzmu.
Pewnie wziąłeś sobie nieco buddyzmu, zmieszałeś z racjonalizmem i stworzyłeś własną religię nieco bardziej przystającą do rzeczywistości od oryginalnego buddyzmu.
Tak mi to wygląda, no chyba że powiesz jasno czy jesteś wierzący, czy nie ;)
:D (szczery smiech po uslyszeniu dobrego dowcipu).
Gdyby przyjac twoj tok rozumowania,twoja retoryke,to nalezaloby uznac Dawkinsa,autora Boga urojonego,za wierzacego w boga,ktorym jest dobor naturalny.
Probowalem przekonac Nekrosa,ze smierc nie jest powodem do obaw,poniewaz “ja” substancjonalne nie istnieje.Trudno to zrozumiec,ale nie bede juz nikogo przekonywal do tej tezy.
Technika rozwoju mentalnego jest medytacja.Buddysci nie medytuja,poniewaz wierza w oswiecenie,reinkarnacje itp.Robia to,poniewaz jest to jedyne narzedzie introspekcyjne,ktore zapewnia rozwoj i glebsze rozumienie zjawisk bez etykietowania wszystkiego i tworzenia sztucznych desygnatow,ktore nie maja realnego bytu.
Nie twierdze ,ze buddyzm jest nauka,ale jako jedyna znana mi religia nie jest z nia sprzeczny,a tym samym jest czym znacznie wiecej niz religia,poniewaz fundamenty buddyzmu sa takie jakie opisalem w kilku punktach.W buddyzmie jest duzo roznych obrzedow scisle religijnych ,ale zeby byc buddysta nie trzeba ich praktykowac,poniewaz narzedziem praktyki jako takiej jest medytacja.
Podsumowujac: Nie kazda religia to wiara,poniewaz nie kazda religia jest oparta na dogmatach,a religii dogmatycznych trzeba sie wystrzegac.
W buddyzmie istnienie absolutu jest bez znaczenia.
Introspekcyjny charakter praktyk buddyjskich jest trudny i nieprzyswajalny dla ekstrawertycznej kultury zachodniej z obsesja etykietowania wszystkiego,ale wlasnie z introspekcji plynie ta wielka madrosc buddyzmu,bo wszystko co dane nam jest w doswiadczeniu to nasz wlasny umysl.
Czyli chyba dobrze sobie pomyślałem, jesteś buddystą.
“Introspekcyjny charakter praktyk buddyjskich jest trudny i nieprzyswajalny dla ekstrawertycznej kultury zachodniej”
Skoro nie należysz do kultury zachodniej, to do jakiej? Wschodniej? Z tego co mówisz to Polacy nie mogą zostać buddystami bo należą do złej kultury i tego nie zrozumieją.
To trochę tak jak Żydzi, których religia obejmuje tylko ich naród.
To jest jakieś egoistyczne. Jak można tak szufladkować ludzi?
No naprawdę to jakoś tak nieładnie.
Privateart: “kultury zachodniej z obsesja etykietowania wszystkiego”
Murlok: “Czyli chyba dobrze sobie pomyślałem, jesteś buddystą”
Taa… obsesja etykietkowania wszystkiego :D
Żadna obsesja etykietkowania.
To nie moja wina, że niektórzy tak łatwo dają się zamykać w ciasnej klatce standardów.
Ja natomiast burzę zmurszałe mury konwencji stalową kulą kreatywności i jestem ponad to.
Ale wiem, że gdy żyję, to istnieję, a gdy umrę, to przestanę istnieć i nie mędrkuję nad tym, co oczywiste. Nie mam wypaczonego myślenia :)
Privateart mądrze piszesz.
Coś czuję, że to ciągłe racjonalizowanie i intelektualizowanie, które uprawiam na przemian z sarkazmem i cynizmem do niczego nie prowadzi w moim życiu.
Napisz proszę jak się właściwie medytuje i na czym ta medytacja dokładnie polega. Chciałbym przynajmniej tego spróbować.
Wiem, że nie musisz nikogo nawracać i pewnie nie ma to dla Ciebie znaczenia ale byłbym wdzięczny gdybyś wyjaśnił trochę więcej.
“ciasna klatka standardów”, “zmurszałe mury konwencji”, “stalowa kula kreatywności”
Murlok skąd znasz takie sformułowania, czytałeś psychologię biznesu?
Dlaczego sugerujesz, że ktoś ma “wypaczone myślenie”?
To, że kierujesz się myśleniem intuicyjnym, empirycznym, nie znaczy, że inni też muszą się tym kierować.
Takie myślenie często zawodzi gdy chodzi o wyobrażenie sobie atomu, rozszerzania Wszechświata, czy dziesięciu wymiarów.
Sprawa bytu i jaźni nie daje się objąć empiryzmem, czyli wglądem przez doświadczenie. Nie możesz w ten sposób stwierdzić czy inne osoby istnieją bo masz świadomość własnego istnienia ale nie cudzego.
Tutaj musisz się kierować myśleniem intuicyjnym czyli skoro ja istnieję, to pewnie inni też ale to nie daje 100% pewności.
Empiryzm zresztą też nie daje 100% pewności bo zmysły i mózg mogą zawodzić.
Również racjonalizm nie daje 100% pewności bo zdolności analityczne mózgu są ograniczone, istnieje pełno błędów logicznych, a my sami nie zostaliśmy stworzeni do poznawania świata, tylko ewolucja spowodowała, że zachowania zwierząt służą głównie jak to pisałeś do prokreacji, więc nie poznamy całej prawdy bo to o czym myślimy zawsze będzie miało jakieś powiązania z praktycznym zastosowaniem, nawet gdy będzie od tego bardzo odbiegać.
W ludzkim mózgu zakodowane jest przetrwanie i to przeszkadza w zdobyciu całej wiedzy, choć jednocześnie jest potrzebne by zaistniało takie pragnienie.
Kolejną sprawą jest po empiryzmie, myśleniu intuicyjnym i racjonalizmie jest wiara ale ona ma jeszcze mniej wartości poznawczych i podobnie jak poprzednie podejścia służy w przetrwaniu. Z wiarą związane są religie, one dają nadzieję itp oraz różne efekty w stylu placebo, czyli wiara czasem pomaga wyzdrowieć ;P
Jeszcze inna rzecz to filozofia, ona ma zmierzać do poznania prawdy ale niestety ludzki mózg ma zbyt wiele ograniczeń aby to wszystko pojąć. Dlatego filozofia, to tylko filozofia ;P
Zresztą mądrość, wymyślanie teorii, kombinowanie, spryt, wszystkie zdobycze cywilizacji są związane z walką o przetrwanie.
Inteligencję napędzała żądza władzy i walka ale to jest jednocześnie słaby punkt, ponieważ zawęża myślenie i nie pozwala na poznanie całej prawdy, której poznanie nic nie da. Poznanie całej prawdy brzmi świetnie i wydaje się, że byłoby się panem świata, dlatego tak wielu tego chce ale tak naprawdę wiele informacji nic nie da dlatego zwyczajnie ich nie posiądziemy.
I problem Ja będzie nierozwiązany ;P
No właśnie wszystko o przetrwanie jest oparte, o tym mówię ciągle. To, że privateart się obraził i przestał pisać, to źle. To znaczy, że z nim gorzej niż z Laurą. Nie moim zadaniem jest mówić komuś, że ma wypaczone myślenie, równie dobrze to ja mogę mieć wypaczone myślenie, a nawet wszyscy możemy mieć takie myślenie, czy nawet żaden z nas.
Agon to co piszesz, to sugeruje, że myślenie ludzi nigdy nie będzie pełne. Może masz rację, a może nie masz. Tak samo z tym wypaczeniem, może mam rację, a może nie mam.
A co do testamentu, to nie wszystek umrę, żył będę w swoich dziełach. Na łożu śmierci może się nawrócę, a może nie. Zależy jaki będę miał humor i to nie będzie tak, jak Laura kiedyś pisała, że ze strachu, czy że dawna wiara się objawi. Po prostu uwierzę w niebo, do którego pójdzie Murlok niezależnie od swoich poczynań na świecie i wtedy tam pójdę. Tylko, że to ja w tym niebie będę bogiem. Oczywiście przyjmę wszystkich chętnych, więc jak ktoś chce do nieba Murloka, to nie ma sprawy.
To mi przypomina założenia magii chaosu :)
Rozumiem co masz na myśli. Chodzi ci o to, że “ja” nie jest konkretnym obiektem, ale wynikiem pewnych zjawisk. Nie kwestionuję tego. Nawet z czysto naukowego punktu widzenia tak właśnie jest: jesteśmy sumą naszych myśli, czyli ładunków przeskakujących między neuronami naszych mózgów. Zgadza się. Ale to podejście racjonalne, a filozofia z samego swojego założenia nie jest racjonalna. Filozofia to poszukiwanie wszystkich możliwych odpowiedzi (mniej lub bardziej prawdopodobnych) na dane pytanie. Poza tym filozofia nie jest nauką, ponieważ nie podlega falsyfikacji. Jest oddzielnym “bytem”, w zasadzie nieklasyfikowalnym w obszarze wiara-wiedza.
Przedstawiona przez ciebie wizja świadomości mówi właśnie o tym materialistyczno-naukowym sposobie postrzegania “ja” i “rzeczywistości”. Widzisz “ja” jako sumę zdarzeń w świecie, którego istnienie przyjmujesz za pewnik. W codziennym życiu również uznaję, że to co dookoła mnie istnieje. Ale wkraczamy tu na grunt filozofii, która nie poddaje się empiryzmowi, a czasami nawet logice. Z tego właśnie względu, zawieszając na chwilę racjonalizm, musimy odrzucić wszystkie prawdy empiryczne, odwołując się całkowicie do abstraktu. W tym zaś kontekście trzeba przyjąć któryś (bądź któreś) z przedstawionych przeze mnie filozoficznych dogmatów. Większość ludzi przyjmuje wszystkie trzy (istnieję ja, otaczający mnie świat i Bóg), ateiści zwykle przyjmują dwa z nich (istnieję ja i świat wokół), a buddyści tylko jeden (istnieje świat). Niemniej jednak trzeba przyjąć któryś z nich, żeby w ogóle móc rozmawiać nt. świadomości w kontekście filozoficznym.
Jeżeli przyjmiemy, że istnieje świat, to “ja” możemy uznać za sumę procesów w nim zachodzących (np. pracy mózgu).
Jeżeli natomiast przyjmiemy istnienie “ja”, to wówczas świat możemy uznać za sumę wyobrażeń tego “ja”, istniejącego np. w innym świecie (tak jak sztuczna inteligencja działa dzięki komputerowi, na którym jest odtwarzana, nie zdając sobie sprawy z istnienia tego komputera i podporządkowania wyglądu świata programowi dostosowywanemu na bieżąco do jej silnika graficznego – odpowiednika wyobraźni “ja”).
Ameba28, a mogłoby być tak, że nie istnieje ani Ja, ani świat?
To chyba byłoby niemożliwe.
Mam świadomość, która pokazuje, że Ja oraz świat istnieją, mam też rozum, który wyklucza istnienie Ja. Dzięki rozumowi wiem, że Ja to suma ładunków między neuronami w mózgu ale co to jest suma ładunków elektrycznych? Czy to jakaś energia?
Zgodnie z fizyką kwantową nawet materia to rodzaj energii.
Więc może wszystko jest energią?
Może istnienie/nieistnienie Ja można wyciągnąć poza granice filozofii. Może myśląc logicznie uda się nam to zrozumieć. Trzeba próbować to pojąć.
Tylko, że filozofia wyrywa się logice. Istnieje coś takiego jak logika filozoficzna, ale to tylko mały, wycięty obszar filozofii. Tylko jedna jej gałąź. Filozofia obejmuje wszystkie teorie niefalsyfikowalne czyli (w uproszczeniu) takie, których nie da się jednoznacznie dowieść ani obalić. Nie można obalić teorii filozoficznej.
W związku z tym filozofia jest działem bardzo abstrakcyjnym i dopuszczającym wszelkie hipotezy jako równie prawdopodobne. Obejmuje wszystko co znajduje się pomiędzy 100% wiedzą, a 100% wiarą – z tą drugą włącznie.
“„Ja” jest tym, co zamyka czująca istote we własnym, waskim kontinuum strumienia swiadomości, ograniczajac percepcje całosci wszechswiata i zmuszajac do wykonywania wciaz tych samych, potwierdzajacych „ja” nawykowych działan, ograniczajacych wszelka wolnosc i doswiadczanych jako cierpienie.”
Więc co według Ciebie ograniczy lub zniweluje cierpienie jeśli oczywiście jest to możliwe?
Według mnie takim czynnikiem może być Śmierć.
Jak chcesz umrzeć, to się ciesz bo kiedyś w kalendarz kopniesz jak my wszyscy.
Ograniczyć lub zniwelować cierpienie mogą środki przeciwbólowe.
Masz w mózgu coś takiego jak ośrodek cierpienia, to się uruchamia gdy dostaje informację od np ośrodka bólu, który też jest w mózgu, a ten z kolei dostaje informację od receptorów. Receptory są różne nie ma sensu ich wypisywać.
Niektóre fizyczne wrażenia omijają ośrodek bólu, a powodują cierpienie np uczucie duszenia, czy nudności ale głowy za to nie dam.
Inny rodzaj wrażeń to psychiczne, które tak naprawdę są fizyczne, chodzi o neurony itp one już raczej omijają ośrodek bólu. Ból psychiczny to metafora, jedyny ból jest fizyczny, no poza bólem fantomowej kończyny, czy bólem związanym z urojeniami, zbyt mocne myślenie o bólu również go nasila. Ale ogólnie lepiej mówić o cierpieniu psychicznym, niż o bólu psychicznym. Właściwie to znowu cierpienie jest tylko psychiczne ale co to jest psychika? Człowiek jest materialny, więc to co dzieje się w jego głowie można zmienić za pomocą materii np leków.
Jak masz psychozę, czy neurozę to weź jakieś leki. Zaburzenia psychiczne generalnie powodują, że ośrodek cierpienia jest aktywny znacznie dłużej niż powinien by można było normalnie działać albo zmieniają tak czyjeś działanie, że zostaje wykluczony ze wspólnoty gatunkowej, to powoduje cierpienie, które ma coś zmienić by osiągnąć odpowiednie miejsce w społeczeństwie ale społeczeństwo się na to nie zgodzi bo w grę wchodzi konkurencja, mniej konkurentów w prokreacji bo uznani za psycholi i zwykły strach przed takim psycholem. Dlatego cierpienie nie zanika bo wciąż każe próbować zdobyć poparcie społeczeństwa co jest niemożliwe. Człowiek cierpi bo nie działa dla siebie tylko dla genów. Gdyby działał dla siebie to nie cierpiałby.
Dlatego musisz się zorientować jaka jest przyczyna twojego cierpienia i dobrać odpowiednią tabletkę.
Mi się wydaje, że cierpisz z powodu swoich egzystencjalnych myśli. Nie mów o tym ludziom bo to świetny pretekst by obniżyć twoje, a raczej twoich genów zdolności do przetrwania wyśmiewając się z ich nosiciela.
Użyj leków, by ograniczyć cierpienie musisz stać się wrogiem swoich genów ale to nie oznacza od razu śmierci.
To, że jesteś niewolnikiem genów to nic, inni też są. A pragnienie wolności tak naprawdę sprzyja genom i to dla nich mózg generuje różne myśli i zachowania. Nie buntuj się przeciw genom bo to nic nie da, wykorzystaj to co takie niewolnictwo daje. Dzięki temu nie tylko cierpisz ale możesz być szczęśliwym. Użyj takich prochów, które pobudzą ośrodek przyjemności, a zmniejszą cierpienie. To niczego nie da genom ale da tobie, może się nie rozmnożysz ale będziesz szczęśliwy. Warto byłoby też wykasować świadomość śmierci. To niepotrzebne utrapienie, podobnie jak strach. Nie zorientujesz się gdy umrzesz i koniec.
W sumie nie musisz używać żadnych prochów, możesz sobie chwilkę pocierpieć, a potem pójdziesz do piachu jak my wszyscy i wtedy nie będzie cierpienia tylko będzie nic.
Więc ogólnie masz rację ale to jak bardzo ktoś pragnie śmierci zależy od tego jak często cierpi, samobójstwa są dla genów niewskazane, to niestety koszt wykształcenia jaźni ale jaźń najwyraźniej ułatwia genom powielanie skoro ponoszą takie koszty jak samobójstwa.
Ja sobie spokojnie egzystuje i robię to czego wymagają moje geny. Jestem poprawnie działającą maszyną bo u mnie cierpienie występuje wtedy kiedy jest genom potrzebne, jak u ciebie jest inaczej to trudno. Operator zasilania sam nie odetnie, gdy maszyna się zepsuje to koniec. Czasem zdarza się, że w maszynie powstanie przeciążenie i następuje autodestrukcja ale operator raczej nie dopuści do tego.
Ech praktycznie wszystko można porównać do mechanizmu.
Taki ze mnie gremlin zawsze coś rozkręcałem, żeby poznać budowę.
Nawet filozof powinien mieć zdolności mechaniczne ;)
Faktycznie niezły z ciebie gremlin. Doradzasz Nekrosowi by zniszczył ten mechanizm, ten który genom służy.
Oj straszny z ciebie psuj. Wszystko byś rozkręcił i zniszczył.
A ja właśnie chcę by ludzie unikali błędów w swoim systemie. By się rozmnażali, by panowali, by nie było zaburzeń.
Nekros jest niestety bliski zepsuciu. Trzeba go naprawić. Niech porzuci myśli o śmierci niech cieszy się pracą i żoną/dziewczyną/kochanką lub nich sobie znajdzie jeśli nie ma. Niech znajdzie hobby inne niż filozofia i metafizyka bo one niszczą najwyraźniej jego mechanizm.
Ludzki mechanizm działa dobrze, gdy dzieje się chaos. Porządek prowadzi do nudy i wypaczeń myślenia.
Oczywiście zbytni chaos też może popsuć mechanizm, to zależy od tego na jakich ktoś działa obrotach.
Właściwie jak Nekrosowi się popsuje mechanizm, to lepiej dla innych. Bo wiadomo zasoby ograniczone. Dla wszystkich maszyn nie wystarczą.
Więc sprytnie gremlin piszesz, ty czujesz bluesa zdaje się.